poniedziałek, 27 lutego 2012

Kapitalna posada na stołku Biedermeiera



Kapitalna posada na stołku Biedermeiera

Po co rząd podniósł granicę wieku emerytalnego? Dlaczego ludzie jeżą się na to postanowienie? Czyżby jeszcze w społeczeństwie polskim byli naiwni? To znaczy – ufający, że naprawdę na kogoś głosowali w wyborach – myślący, że rzeczywiście mieli jakikolwiek wybór? Serio? W odpowiedzi na to pytanie poleca się zastanowienie nad faktycznymi „przywilejami” posiadanymi przez polskie społeczeństwo.

A poświęcając choćby chwilę na takie zastanowienie, na refleksję nad tym, co się dookoła przeciętnych ludzi dzieje i toczy – można niechcący dojść do w miarę prostych wniosków. Niestety – mimo niezaprzeczalnej prostoty i czytelności, będą to wnioski porażające, bolesne i niezwykle trudne do zaakceptowania.

Pierwszy, elementarny wniosek wynika bezpośrednio z owego podniesienia granicy wieku emerytalnego. Dlaczego rząd postanawia coś tak absurdalnego? Ponieważ rząd(zący) Polską – są chodzącymi absurdami. Stąd nie działają na korzyść społeczeństwa, ani z myślą o społeczeństwie i o jego dobru w przyszłości. Myślą o swojej władzy, o własnej wygodzie – tu-i-teraz, jutro i w każdych kolejnych latach.

Zawsze: rano, w południe i wieczorem; równo 24 h/d – osobnicy u tak zwanej władzy myślą wyłącznie o sobie. O swoich korzyściach w pracy, i o swoich weekendowych wypadach na narty – ze szczęśliwymi żonami u boku i rozradowanymi dziećmi. Ich dzieci są wszak ważniejsze od zwykłych, to jest – od dzieci nie-polityków.

Takim weekendowym wypadem na narty pochwalił się niedawno były minister sprawiedliwości, Krzysztof Kwiatkowski – w programie Dzień dobry TVN. Na banerze z danymi personalnymi widniał napis informujący telewidza, że były minister jest aktualnie najbardziej obiecującym prawnikiem w Polsce. Najpierw w pogodnej rozmowie z prowadzącymi TVN'ową telewizję śniadaniową – najbardziej obiecujący prawnik w Polsce wyjaśnił, że tajemnicą jego zawodowego sukcesu są wartości, jakie wyznaje, to znaczy pracowitość, konsekwencja w działaniu i wiara w swoje możliwości i umiejętności. Ta, jakże głęboka, rozmowa zwieńczyła się zapytaniem byłego ministra o jego plany na najbliższy weekend. Wtedy opowiedział on pokrótce o wyżej wspomnianym wypadzie na narty, na myśl o którym – bardzo się cieszył. Był to niesamowicie ważny wątek porannych dyskursów o problematyce społecznej.

Tymczasem dlaczego niemożność doczekania się w tym kraju emerytury – miałaby nas zdumiewać, czy tym bardziej niepokoić? Przecież motywy ludzi u władzy są tu nadzwyczaj wyeksponowane. Zrozummy to nareszcie:

Jeżeli rząd musi już zapewnić ludziom otrzymanie jakichkolwiek świadczeń ze strony państwa – to przecież oczywiste, że opóźni wszystko i ukarkołomni całą procedurę najlepiej, jak będzie umiał. A w dziedzinie mataczenia, siania chaosu i bałaganu – potencjał ma bardzo duży.

Po co „dać” ludziom emerytury – o sensownym czasie? Tym ludziom, których – choć są już w nader stosownym wieku – można zaprząc na następne, dodatkowe, nadprogramowe roboty tak, jak robiono to niegdyś z końmi pociągowymi i galernikami. Bo właśnie to obecnie się z nami dzieje. Państwo nie będzie tworzyło dla nas warunków – trzymało nierobów, kalek i starców. Wszyscy oni muszą tyrać na diety poselskie – bo z czego taki poseł (osioł) pojedzie sobie na narty kontemplować na stoku o własnej konsekwencji i wytrwałości w sukcesywnym dążeniu do celu? Przecież to oczywiste, że jego inteligencja oznacza tyle, co sprawne zorganizowanie dla swoich czterech liter ciepłej, kapitalnej posady, wokół jakiej rój niewolniczych mrówek (czyli nas – społeczeństwa) będzie uwijał się i ręce urabiał do krwi i po łokcie, w tym samym czasie, gdy ów cwany idiokrata popierdzi sobie w stołek stylizowany na Biedermaiera.

Rebeca Serri.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz