niedziela, 26 lutego 2012

Przedwczesny wytrysk radości Donalda Tuska


Przedwczesny wytrysk radości Donalda Tuska
– pozorny podział sił

Patrząc na ostatnie wybory pozornie – koncentrując oczy na obrazie wyników (na tym, że Platforma Obywatelska po raz drugi wybiła się na prowadzenie), można by odnieść wrażenie, że Donald Tusk jawi się jako zwycięzca wyborczej kampanii. Naród bowiem zaufał mu ponownie – wybrał PO jako pierwszą siłę rządu.

W rzeczywistości jednak Polacy nie tyle zaufali Tuskowi i PO – co po prostu brawurowo zdobyli się na zaskakujący poniekąd gest, polegający na udzieleniu Tuskowi i PO ogromnego kredytu zaufania. Kredyt zaufania a zaufanie – to dwa odrębne aspekty jednej, omawianej tu okoliczności. Można powiedzieć, że społeczeństwo w istocie nie tyle zawierzyło Tuskowi, co poparło go jako „tylko odrobinę mniej krzywdzące zło konieczne”. A do tej kluczowej opinii społecznej przysłużył się budzący powszechną grozę i trwogę – Jarosław Kaczyński.

To, co udało się Kaczyńskiemu najlepiej we własnej kampanii wyborczej – to utwierdzić Polaków, iż on i PiS jest realnie i potencjalnie najgorszym, najgłupszym, najwięcej zaborczym etc. złem, jakie jest za naszymi oknami obecne i jakie może nam się przytrafić.

Tak więc nie ma mowy o realnym zwycięstwie Tuska. Radość na twarzy Tuska w chwili ogłoszenia pierwszych sondażowych wyników – prognoz wyborczych była albo przedwczesna, albo nieprawdziwa.

Czy to możliwe, żeby Tusk naprawdę nie zdawał sobie sprawy, ile zawdzięcza Kaczyńskiemu?

Tak, zawdzięcza.

Dlatego, że ci, którzy zagłosowali na PO, nie kierowali się proponowanym przez nią programem reform, działań służących podniesieniu Polski z bruku i wyłowienia jej z gospodarczej mielizny, gdzie od dłuższego już czasu – Polska dryfuje bezpańsko: opuszczona, rozchełstana, brudna, poniżona i okradziona. Wyborcy kierowali się prywatnym strachem – przed Kaczyńskim, przed jego, zawstydzającym nas wszystkich na forum świata, „krasomówstwem” i przed paszkwilowymi uczynkami.

To, co złego mógłby wyrządzić Polsce PiS – od wepchnięcia na dno gospodarczej klęski, poprzez wdrożenie systemu państwa policyjno-kościelnego, skończywszy na ośmieszeniu w przestrzeni polityki zagranicznej – przeraziło wyborców skuteczniej, niż przekonał program ideowy Tuska i ugrupowania, któremu on przewodzi.

Toteż podział sił w parlamencie – jest pozorny. Pozostanie przez PO w głównej sile na drugą kadencję – nie oznacza rzeczywistej zgody Polaków na obecność tych samych twarzy w pierwszych ławkach sali obrad. Te twarze nie mają z czego się cieszyć – ich radość, duma z właściwie spełnionego zadania (tzn.: ze skutecznego przeprowadzenia kampanii wyborczej) jest zupełnie nie na miejscu. Muszą oni mieć świadomość – nie ma możliwości, aby nie wiedzieli, że pokpiwszy swój program i kampanię wyborczą, ewidentnie i bezdyskusyjnie pomógł im Kaczyński i PiS.

Banialuki i autokratyczne esy-floresy, od jakich roi się w wystąpieniach Kaczyńskiego, nie wspominając o aferach w rodzaju wypowiedzi o Angeli Merkel (bo na samo wspomnienie ludziom wstyd za fatalnego bliźniaka i gorączkowym rumieńcem się oblewają) – to klasyczny przykład „gola-samobója”.

Ludzie nie chcieli trafić z deszczu pod rynnę, mówiąc kolokwialnie, aczkolwiek delikatnie – nie było zatem innej rady, niż opowiedzieć się ponownie za PO.

Niemniej powtarzam, że ten, kto na chwilę obecną „wygrał” - nie ma najmniejszych powodów do radości.

Na „nowym” rządzie spoczywa teraz nowa odpowiedzialność. Całkiem nowa, ponieważ zawiódłszy Polaków w czasie kadencji nr 1 – w kadencji nr 2 trzeba będzie nareszcie się wykazać. A nazywając rzecz po imieniu – podwinąć rękawy i zacząć pracować.

Ale nie ma się co łudzić, że świeżo powołany do aktywności rząd – pozwoli poznać się społeczeństwu ze strony wymiernej, pozytywnej pracy.

My – ludzie, my – społeczeństwo to mówimy:

tchnęliśmy w nowy rząd – stare tchnienie, reanimując stary rząd zastrzykiem swoich głosów, udzielonego poparcia. Podnieśliśmy stary rząd niczym odrodzonego feniksa z popiołów. Lecz z działań tego rządu nie zostanie nic bardziej wymiernego ponad tę przytoczoną „legendę” (o feniksie). Zagłosowaliśmy ze strachu – wybraliśmy, nie posiadając wyboru.

A jedyne wymierne działanie świeżego rządu, jaki zobaczymy na własne oczy, jakiego doświadczymy na swojej skórze – będzie krwawe usunięcie krzyża ze ściany, wzajemne wyrywanie go sobie ze szponów (przyp.red.: front świecko-krucjatowy, innymi słowy – front Palikot-kościół), krzykliwa legalizacja roślinki dającej ludziom radość (czasami radość na wyrost, czasami być może przedwczesną), a także przemawiające do wyobraźni wywody Anny Grodzkiej, działającej z kolei na froncie po tytułem Wojna płci.

Rebeca Serri.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz