poniedziałek, 27 lutego 2012

Wstęp do dziennikarstwa obywatelskiego


Wstęp do dziennikarstwa obywatelskiego


W Polsce źle się dzieje – i wszyscy o tym wiedzą. Wszyscy, którzy patrzą na życie przytomnie. Wszyscy, którzy funkcjonują w realnej rzeczywistości – a nie w rzeczywistości surrealnej. Ta ostatnia – piękna jest w kategorii sztuki, lecz w prozie dnia codziennego nie sprawdza się ani trochę.


Jedynie „wybrańcy losu” – z powyższego nie zdają sobie sprawy. Należą do nich politycy i wielu dziennikarzy – czyli ci wszyscy, którzy prezentują i wyrażają sobą postawy, dające jednoznacznie do zrozumienia, że powszechny surrealizm dzisiejszej polskości nie jest żadną prawdą, a tym bardziej - nie może być ich (polityków i dziennikarzy) udziałem. Nie zdają sobie z niego sprawy – bądź udają, że ponura rzeczywistość (pogmatwana, nadrealna, czy absurdalna) – zawiązuje się i ustanawia samowolnie, bez polityków i dziennikarzy - świadomości.


Stąd można określić te dwie grupy prześmiewczo – jako właśnie „wybrańców losu”. Jako lepszych, ważniejszych – czyli równiejszych od przeciętnych obywateli (choć w obecnym ustroju ponoć wszyscy jesteśmy równi – jednak jak w dawnym orwellowskim świecie, tak i dzisiaj: niektórzy nadal są równiejsi od pozostałych). Te dwie grupy można określić również w sposób zwykły, prostolinijny i oczyszczony z ironii: jako ludzi u tak zwanej władzy oraz jako ludzi budujących tak zwane opinie. Mowa tu po prostu – o politykach i o dziennikarzach.


Zarówno jedni, jak i drudzy dają do powszechnego zrozumienia, że absurdalność i surrealność obecnej polskiej codzienności - zwyczajnie nie dotyczy tych dwóch "wybranych", społecznie uposażonych kast, do jakich jedni i drudzy przynależą.



Politycy myślą i wdrażają – dziennikarze zaś konkludują i skłaniają do ufania w ich "świato"-poglądy. Z pozoru – można by się na to nawet nabrać. Ale jeżeli zajrzeć nieco głębiej...


Polacy żyją w kraju, który podobno opiera się ogólnoświatowemu kryzysowi gospodarczemu i obrasta – ku dobru wszystkich obywateli – w strukturę silną, legitymującą się statutem odpowiadającym rozwojowi europejskiemu. Społeczeństwo winno w to wierzyć – i udawać analogicznie do przedstawicieli tak zwanej władzy i tak zwanej kasty opiniotwórczej, że nie dostrzega nienormalności i braku perspektyw, z jakimi każdy współczesny przedstawiciel społeczeństwa polskiego styka się na co dzień.


Prawda jest taka, że rzeczywistość, którą mamy za oknami – choć wygląda niejednokrotnie na wymyśloną, niemożebną, zakręconą i od podstaw niespójną, jest niemniej rzeczywistością autentyczną. I ta nędzna, miałka rzeczywistość – nie uwija się i nie rzeźbi samoistnie, w kompletnym oderwaniu od wysokich kast. Pozostaje więc traktować jako retoryczne pytanie, dlaczego politycy i dziennikarze – uparcie udają, że nic podobnego za oknami ludzi się nie odbywa, i że wszystko zmierza w jak najlepszym kierunku. Jest to pytanie retoryczne – aż nieomal poetyckie; jakby pohukiwanie zadumanej sowy gdzieś w mrocznej dali.


Prawda jest taka, że we współczesnej Polsce – są kasty. I nie ma co udawać, że się tego nie dostrzega i zupełnie nie widzi. Są kasty – bo chociaż wszyscy jesteśmy równi, to na gładkiej tafli – na powierzchni tej równości, bezkarnie dryfuje sobie swoista śmietanka. Lub innymi słowy – unosi się ładny kożuszek, któremu wszystko się należy. Należy się, i już – bo to wszak lepsza, wyższa kasta jest, i basta.


Politycy lenią się i kłamią – w tym samym czasie, gdy media z lubością oddają się korupcji.


I dla tych dwóch wysokich kast – surrealizm w podejmowanych działaniach jest na porządku dziennym. Politycy udają logicznych, opanowanych i kluczowych. Natomiast przedstawicieli mass mediów – trudno określić mianem „dziennikarzy”, ponieważ głoszenie wszem i wobec populistycznej papki, najpewniej opłaconej z boku i pod stołem opasłymi tantiemami, do miana dziennikarstwa, a tym bardziej rzetelnego opiniotwórstwa, pretendować się nie godzi.


Każdy człowiek, który co dzień wstaje do pracy (lub chciałby do niej wstawać – gdyby nie fakt, że Polskę zżera bezrobocie i niebawem wszyscy w niej będą żebrakami), dobrze widzi tę maskaradę polityczno-pseudo-dziennikarską, która otacza go i towarzyszy codziennie od bladego świtu. I nie ma sposobu, by nie karmiono tzw.: „szarych zjadaczy chleba” tą właśnie żałosną, łykowatą, przepełnioną niedociągnięciami i przekłamaniami – papką. Nie da się przed nią uciec, osłonić, ani schować.


Debaty polityczne i głupawe, tendencyjne pytania wielu prezenterów telewizyjnych – wyzierają i łypią na ludzi praktycznie z każdego kąta. Przewijają się nie tylko w tak zwanych „wiadomościach” i „dziennikach”. Daleko posunięty kretynizm, inercja intelektualna i  udawane moralizatorskie-idiokratyczne-gadki-szmatki – wyzierają też (jak kościotrupy z szaf) z większości narzucanych na ludzi z góry reklam; z większości „międzywersów”, prasowych komunikatów i publicznych wystąpień.


W telewizji śniadaniowej były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski (podpisany na banerze jako najbardziej obiecujący prawnik w Polsce) – uśmiechając się do ludzi przez sterylny, przekoloryzowany ekran telewizora, opowiada z namaszczeniem o ciężkiej pracy, o konsekwencji w życiu i o tym, że w najbliższych dniach wybiera się z żoną i dziećmi na narty.


Co mnie obchodzą Pana narty, Panie Krzysztofie? Mam się wzruszyć? Też bym pojeździła – ale mnie nie stać.


Bez udziału woli, bez pytania nikogo o zgodę – karmi się ludzi codziennie praktycznie wymiocinami, w jakich żadnej wartościowej treści pokarmowej – po prostu być nie może. Wynika to zresztą z samej definicji wymiocin – będących de facto wyplutą z głębi flaków, poprzetrawianą na wskroś i pomieszaną z żółcią porcją tego, co pierwotnie było pokarmem. W tym, co słyszy się od polityków oraz w tym, co słyszy się od prezenterów i niby-publicystów – nie ma już nic, na co powinno się zwracać uwagę, na co należałoby nastawiać uszu. Po prostu nic – ani jednego sformułowania, ani jednego zacnego, normalnego, trzeźwego zwrotu i zdrowego osądu sytuacji. Dlatego, że to wszystko – to wymiociny. Nic niewarte, strawione, papkowate, luźne resztki.


Rebeca Serri.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz