niedziela, 26 lutego 2012

Wyzwolenie a uprzedmiotowienie




Cnota a niewinność – wyzwolenie a uprzedmiotowienie



Dwie skrajności – z jednej strony świat gimnazjalistów, gdzie swingowanie wydaje się na porządku dziennym (głośna ostatnio zabawa pt.: Słoneczko albo staroświecka gra w butelkę, gdzie lekki, powierzchowny pocałunek obecni nastolatkowie zastąpili seksem oralnym bądź klasycznym stosunkiem). Z drugiej strony – wcale nie węższy, nie marginalny, na pewno nie niszowy świat sympatyków kościoła – i ich pruderyjne przekonania o konieczności zachowania cnoty do chwili nocy poślubnej; epatowanie przez gimnazjalne dziewice swoją niewinnością i patrzenie ze sztuczną pogardą i wyższością na swoich rówieśników, którzy już rozpoczęli życie seksualne. Gdzie leży środek tej szerokiej nierównowagi, owych skrajnych, rozwarstwionych, kategoryzujących postaw? Którędy przebiega droga środka w świetle tych rozbieżnych opinii wpsółczesnej młodzieży? I komu udzielić większego kredytu zaufania – w czyje codzienne zachowanie i przekonywanie uwierzyć: tego nastolatka, którego doświadczenie seksualne odpowiada bądź przekracza obszar zarezerowany dotychczas dla prostytucji, czy tego nastolatka, który nauki kościoła traktuje z naiwną dosłownością starego wiekiem, obmierzłego fanatyka w moherowym berecie?

Innymi słowy – jaka jest prawda o współczesnej młodzieży? Czy tak kontrowersyjne i zarazem głośne tematy jak wystawianie przez dziewczynki swojego dziewictwa na sprzedaż w Internecie, wymienianie się partnerami seksualnymi w czasie imprez-prywatek – rzeczywiście są na porządku dziennym zainteresowań i realnych uczynków nastolatków?

Czy raczej należy i można ufać w wyznania tych dzieci, które mają się za lepsze od rówieśników – właśnie dlatego, że odsunęły od siebie (bardzo naturalne przecież i intensywne w tym wieku) zainteresowanie erotyką, a moment inicjacji seksualnej świadomie odłożyły na odległą przyszłość małżeńską, ponieważ poczuły takową wewnętrzną potrzebę z pobudek religijnych?

Nie wiadomo, komu wierzyć – zaciera się granica między rzeczywistością a fikcją. Nie wiadomo, kto mówi prawdę, a kto nie – lecz głównie nie wiadomo dlatego, że mass media demonizują problematykę erotyki i seksualności młodzieży. I to mass media właśnie rozstrzeliwują tę problematykę na dwa skrajne, kompletnie przeciwstawne „obozy wyznaniowe”.



Podobnie zresztą postępuje kościół, gdyż nie nawiązuje do pierwotnych, źródłowych idei i nie przybliża wiernym swoich archetypów i podwalin ideowych. Kościół po prostu straszy piekłem i potępieniem we wszelkich możliwych aspektach, usilnie kodując w ludziach pojmowanie i widzenie seksu jako czynności niechlujnej, brudnej i wstydliwej.

W tym sensie zatem media i kościół, wbrew pozorom, są do siebie niezwykle podobne – bowiem tak jedno, jak i drugie przybiera kształt przekłamanej maskarady i demona.

Kościół demonizuje świat seksu, sprowadzając go jedynie do stricte szatańskich sztuczek. W tym samym czasie, idąc śladem popularnego dziennikarskiego credo, że „dobry trup ożywi każdą gazetę” – świat seksu mass media ciągną w drugą stronę, gdzie wyzwolenie seksualne i świadomość tej materii przekracza wszystkie wyobrażalne bariery, rozrasta się do ostatnich granic brawury, a wszystkimi możliwymi perwersjami, odmoralnieniem i totalnym brakiem zasad – pokazuje, że przecież nie prawda, nie docieranie do bliskiego obiektywności meritum są podstawą wartościowego materiału dziennikarskiego, a staje się nim każdy zwykły news.

Im news więcej szokujący, perwersyjny, agresywny – tym lepiej. Odarcie tematyki seksualności z otuliny intelektualnej, refleksyjnej, emocjonalnej czy wręcz mistycznej – jest widocznie koniecznością, aby utrzymać się na powierzchni. Skoro jedno medium podejmie wątek np.: o przedwczesnej z kolei inicjacji seksualnej – następne medium przystąpi do wyścigu: przekoloryzuje sprawę, zaokrągli statystykę, a zamiast rzetelnej bibliografii jako źródło swoich informacji wskaże jedno czy drugie forum internetowe albo wikipedię. 

Z takiego budowania informacji kościół potem będzie miał tylko uroczą dla się pożywkę: docieranie do opinii publicznej modnej dzisiaj perwersyjności, szerzących się nielegalnych, złych aborcji wśród nastolatek, a właściwie dziewczynek, etc., etc., etc... – z tych nierzetelnych, nie usystematyzowanych, naciągniętych danych kościół wyciągnie swoje wnioski. Potem na podstawie tych wniosków na niedzielnym kazaniu – objawi się kolejny ksiądz Natanek, który nawet „pozytywne myślenie” zakwalifikuje do grupy „szatańskich college'ów”.

Można wychwytywać środek tej medialno-sensacyjno-kościelnej burzy w nieskończoność. Ten kołowrotek już się kręci – prawda i fikcja mieszają się na łamach gazet i w złamanych kazaniach niedzielnych jak w dobrym shakerze. Sprawne oddzielenie jednego od drugiego wydaje się awykonalne.

Zamiast więc wyciągać nieuczciwe wnioski z bezproduktywnych, nieskończonych prób analizowania tego stanu rzeczy, warto przypomnieć sobie sprawę trywialną, że żadna skrajność – nie jest dobrym rozwiązaniem.



I tak jak wystawianie swojej cnoty na licytację w sieci lub wkraczanie w świat seksu z pozycji anonimowego przedmiotu nie powinno mieć miejsca w normalnym, realnym świecie – tak i patrzenie z fanatyczną kpiną, będąc dziewicą, na dziewczynę-młodą kobietę-koleżankę, która jest aktywna seksualnie: również ani nie przystoi, ani nie jest godne najmniejszej aprobaty, ni tolerancji.

Warto głośno powiedzieć, że tak jak życiu dorosłych nie zawsze towarzyszy pełna świadomość swoich potrzeb seksualnych i rozumienia tej materii – tak i światopoglądu nie wysysa się z mlekiem matki.

Jakkolwiek emocje związane z seksualnością i prywatnymi potrzebami w tym zakresie niezdrowo jest wiązać z pojęciem handlu – tak samo wyrzekanie się swojej seksualności z przyczyny ślepego cytowania fragmentów Biblii nie jest żadną wartością. I w tym sensie – nieskazitelna, absolutnie czysta cnota zadzierającej nos nastolatki, cnotą pozostaje tylko z nazwy. Dlatego, że cytując Dana Browna – Biblia nie jest bezpośrednim faksem z nieba, lecz zwykłym ludzkim przekazem, utoczonym z pokolenia na pokolenie.

Rebeca Serri.

2 komentarze:

  1. Nastoletnie dziewice zadzierające nosa... jakiś nierealny wydaje mi się ten obrazek. Młode dziewice oraz prawiczki są niejednokrotnie potępiani przez środowisko. Jestem młodsza i znam to od kuchni. Naprawdę, o żadnej wyniosłości nie może być tu mowy. Zresztą mało adekwatne jest porównywanie pod względem szkodliwości postawy wstrzemięźliwej do postawy, której wynikiem może być aborcja, czy też krzywdy psychiczne spowodowane bujnym życiem erotycznym w zbyt młodym wieku. Czy zachowanie czystości wynika z pozbawionego refleksji posłuszeństwa słowom kaznodziei, czy też z osobistych przemyśleń i wglądu w swoje własne potrzeby i oczekiwania - to nie istotne. Skoro ktoś ma taki pogląd, to niech się w nim realizuje. Nikomu przecież nie szkodzi i nosa nie zadziera (naprawdę). Zasada "nikomu nie powinno zaglądać się do łóżka" nie działa jednak w przypadku zboczeń, które dokładnie opisałaś. "Słoneczka" powinny być potępiane. Wybujała erotyczność, nieużywanie mózgu, które prowadzą do chorób wenerycznych, niechcianych ciąż i innych poważnych problemów - powinny być potępiane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nastoletnie dziewice zadzierające nosa - nierealne? A jednak. Napisałam o nich, ponieważ je widziałam - rozmawiałam z nimi i osobiście zetknęłam się z takimi postawami. Oczywiście - Ty też masz rację: dziewice często są szykanowane przez więcej "wyzwolone" koleżanki z klasy, stają się objęte wykluczeniem społecznym - ale to tylko jedna strona medalu. Po drugiej stronie sytuują się innego rodzaju dziewice - właśnie te, które w brzydki sposób epatują swoją nietykalnością, z wyższością kpiąc z "całego świata" i erotycznego życia koleżanek. Zależy to od kręgu młodych ludzi - środowiska występują naprawdę różne, rozmaite.

    Napisałaś, że nie jest ważne, czy decyzja o zachowaniu czystości wynika z osobistych pobudek czy z posłuszeństwa wobec kaznodziei. Moim zdaniem - jest to niezwykle ważne, istotne, z jakiej przyczyny człowiek podejmuje taką a nie inną decyzję. Matryca naszych poglądów, jej źródło - ma głębokie znaczenie dla przyszłego życia. Ja widzę kolosalną różnicę między nastolatką, która poważnie zastanowiła się nad sferą seksu i wskutek osobistych refleksji doszła do wniosku, że jeszcze nie jest gotowa na rozpoczęcie życia seksualnego - a rówieśniczką, która zrezygnowała z intymności ze swoim chłopakiem, którego kocha, ponieważ tak przykazał ksiądz, i tylko tak postąpić - się godzi.

    Piszesz, że nieważne, skąd bierze się pogląd o wstrzemięźliwości seksualnej - ważne, że ktoś taki pogląd wyznaje i ma do tego prawo. Nie mogę się z Tobą zgodzić. Jeżeli iść tym tropem, równie dobrze można by stwierdzić, że nieważne, skąd bierze się pogląd o rozwiązłości - ważne, że ktoś taki pogląd wyznaje i ma do tego prawo. Cóż, jeżeli ktoś chce bawić się w Słoneczko - dlaczego by nie? Wszak ma do tego prawo i taki wyznaje pogląd. Tymczasem piszesz, że tego typu zabawy winny być potępiane.

    Owszem, wynikiem takich "zabaw" mogą być aborcje i inne problemy - ale ja uważam, że równie paskudnym skutkiem odwrotności, czyli nietykalności seksualnej, która jest narzucona wskutek odgórnej presji, wymuszona (czy to przez rodzica, czy księdza)- może być na przykład głęboka rysa w psychice, poczucie wyalienowania etc. Aborcję łatwo wytknąć palcem, bo jest jak gdyby namacalna, widoczna dla świata zewnętrznego. Podczas gdy problemów, ran psychologicznych - na zewnątrz nie widać. Ale to nie oznacza, że są one mniejszym, łagodniejszym złem.

    Ja uważam, że sęk nie w tym, by wstrzemięźliwość pochwalać, a rozwiązłość - ganić. Problem moralności młodzieży, tak samo zresztą jak dorosłych - jest położony gdzie indziej. Jak naogół - chodzi o "złoty środek", o poważne i samodzielne zastanowienie się nad samym sobą, swoimi potrzebami, pragnieniami i o dokonanie na ich tle osobistego wyboru. Droga środka zawsze jest najlepsza i żadna skrajność - naprawdę nie jest dobrym, ani moralnym rozwiązaniem.

    Jesteś młodsza, a ja jestem starsza :). Choć jako dziennikarz i pisarz - rozmawiam z wieloma ludźmi w różnym wieku: i młodszymi, i starszymi. Do części artykułu mówiącej o nastolatkach - przygotowałam się za pomocą rozmów z nastolatkami. I chociaż Tobie opisane przeze mnie postawy wydają się nierealne, zapewniam, że są one jak najbardziej realne. Wiem o tym, bo pochodzą z wywiadów, które osobiście przeprowadziłam :).

    Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń