środa, 28 marca 2012

Polska ustawa antyaborcyjna


Polska ustawa antyaborcyjna –


ustawa przeciwdziałająca rozwojowi życia





Aborcja w Polsce jest wyjątkowo ciężkim tematem. Nie tylko dlatego, że trudno jest znaleźć na ten temat jednoznacznie określone, merytoryczne informacje, ale również dlatego, że trudno wytworzyć sobie prywatne zdanie, precyzyjną postawę odnośnie aborcji – bez narażenia się na głębokie potępienie w oczach innych. Na potępienie – niezależne od stanowiska, jakie się zajmie.



Mówiąc wprost, cokolwiek powiem o aborcji, mogę spotkać się z ruganiem, łajaniem i opluciem. Jeśli powiem „za” – szeroko pojęci „obrońcy wszech życia” nazwą mnie morderczynią bez sumienia. Jeśli powiem „przeciw” – środowiska feministyczne nazwą mnie zabójczynią kobiecej wolności. Nie ma więc oczywistych odpowiedzi na pytania o aborcję. Pomimo czego temat aborcji w Polsce – pozostaje żywy, nie rozgryziony i nie usystematyzowany w absolutnie żadnej mierze.



Wydaje się, że mniejsze emocje i kontrowersje wzbudza temat kary śmierci, niż temat aborcji – gdzie oba problemy w dyskusjach społecznych sprowadzane są do wspólnego mianownika pod tytułem: Zabijanie. Podczas gdy w rzeczywistości istnieje kolosalna różnica między skazywaniem dorosłego, świadomego człowieka na karę śmierci, a usunięciem z macicy zapłodnionej komórki jajowej. A różnica ta ogranicza się nie tylko do ustanowienia definicji życia, człowieczeństwa – do określenia, na jakim etapie ciąży mamy do czynienia już z bytem ludzkim, a na jakim jeszcze z biologiczną po prostu formą, rozpoczynającej liczne podziały, zygoty, która dopiero w dalszym przebiegu – da początek organizmowi potomnemu. Taka definicja życia i człowieczeństwa nigdy nie zostanie kompletnie ustalona i dlatego kładzenie takiej definicji na szali w debatach publicznych czy politycznych, dotyczących aborcji – jest próżne, nie wystarczające i tym samym nie prowadzące do optymalnego rozwiązania problemu. Problemu tak w sensie regulacji prawnej, jak w sensie pojedynczych sumień obywateli. Zamiast więc powszechnie spierać się na „argumenty” z góry dla stron obu utracone i przegrane, byłoby rozsądniej skupić się na spojrzeniu na problem z kilku innych stron.



Nie ma wątpliwości, że aborcja powinna być regulowana prawem ludzkim – ponieważ nie da się od takiej regulacji uciec w żadnym aspekcie życia. Jednak jeśli chodzi o Polskę, politycy (dla zdrowej dla psychiki odmiany) powinni zogniskować się na potencjalnej mądrości prawa ludzkiego, a nie na ograniczeniu swojej wyobraźni, nie na własnym idiotyzmie i wąskotorowości poglądów.



Swego czasu (niedawno) w okolicach Częstochowy znaleziono noworodka zawiniętego w materiał, wrzuconego do śmietnika. Dziecko umarło. Synchronicznie z tym zdarzeniem do pobliskiego szpitala zgłosiła się 24.letnia kobieta, będąca tuż po porodzie. Nie miała ze sobą dziecka, natomiast w wyniku porodu, który najwidoczniej odbył się poza szpitalem, w zdrowiu kobiety pojawiły się okoliczności wymagające pomocy lekarza. Personel medyczny zaniepokojony skojarzeniem tych wszystkich danych, zawiadomił policję (jak podała Gazeta.pl). Gdyby Polska nie była krajem, w którym ustawa aborcyjna de facto jest ustawą nader restrykcyjną i wyraźnie antyaborcyjną – być może przypadków, gdzie dochodzi do pozbawienia życia świeżo narodzonych dzieci lub pozostawienia świeżo narodzonych dzieci na pewną śmierć, mielibyśmy zdecydowanie mniej. Jest to oczywiście domniemanie, ale już obiektywnym faktem jest, że nawet w przypadkach ciąż zagrażających zdrowiu i życiu matki i/lub dziecka, polscy lekarzy z nieuzasadnioną rezerwą podchodzą do poszanowania przysługującego takim kobietom prawa do aborcji.



Aborcja w Polsce praktycznie jest zakazana, stąd jeszcze więcej zatrważające zdumienie, że nawet w tych nielicznych sytuacjach legalnego dopuszczenia do aborcji – lekarze niechętnie opiniują możliwość kobiety do skorzystania z jej prawa. Wydaje się to wręcz nie do uwierzenia.



Fronda.pl opisała przypadek lekarzy z Poznania, którzy odmówili prawa do aborcji kobiecie, której płód cechował się zespołem Downa. Fronda.pl traktuje o tym zdarzeniu, wychwalając działanie medyków z Poznania, co jest zgodne z tendencją profilu tego portalu. Ale już zupełnie nie zasługujące na szacunek jest to, że Fronda.pl opisała wyżej wymieniony przypadek pod pozorem wskazania na rzekomo obiektywne aspekty całego zdarzenia. Łatwo w ten sposób manipulować czytelnikami – i przypuszczalnie redaktorzy Frondy.pl wolą taką formę oddziaływania na odbiorców, niż docierać do świadomości racjonalnymi argumentami.



Być może dzieje się tak dlatego, że naprawdę racjonalnych argumentów, mających na celu wywrzeć na kobiecie presję i zmusić ją do urodzenia dziecka, którego urodzić ona z wielu złożonych powodów nie chce – po prostu nie ma. Rozważenie przez kobietę aborcji jako jednej z alternatyw wpływających na jej późniejsze życie – nigdy nie jest ani proste, ani „bezduszne”, ani typowo racjonalne. Nie może być racjonalne, bo mówimy tu o skomplikowanym świecie emocji i uczuć. Tym bardziej jest to irracjonalne, gdy wskutek badań prenatalnych okazuje się dla przyszłej matki, że dziecko znajdujące się w jej łonie jest chore, upośledzone genetycznie, cieleśnie i umysłowo – a dziecko to było owocem miłości, na narodziny jakiego kobieta czekała. Tymczasem przychodzi jej zderzyć się z gorzką prawdą o zdrowiu swojego dziecka i podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu. Zamiast pomocy medycznej wynikłej ściśle z przysługującego jej w tej sytuacji prawa do aborcji – spotyka się ona z bezprawną odmową lekarzy do przeprowadzenia zabiegu. A Fronda.pl pisze o tym wydarzeniu, skandując i wiwatując laurowe hasła i komunały na temat poznańskich lekarzy, gdyż spomiędzy wersów artykułu pobrzmiewa skrywany refren: „Brawo dla lekarzy z Poznania! Więcej takich odważnych lekarzy i ich decyzji w Polsce!”.



Gloryfikowanie ludzi z zespołem Downa przez redaktorów Frondy.pl jest obrzydliwe i niezrozumiałe – ani z punktu widzenia emocji, ani intelektu. Legalne usuwanie ciąż przez kobiety, których nienarodzone jeszcze dzieci wykazują znamiona tej choroby – opisywane jest jako mordowanie, polegające na barbarzyńskim zawiadowaniu narodzinami, które prowadzi do kontroli eugenicznej. Opisywane jest także jako zabijanie dzieci, które w przyszłości mogą być pełnowartościowymi ludźmi, w niczym nie odbiegającymi od fizycznie i psychicznie zdrowych.



Takie przedstawianie zespołu Downa jest zupełnym przekłamaniem i wizją „ochrony życia” „wbrew świadomemu życiu”, dla samej wynaturzonej idei. Nadzwyczajne, że w społeczeństwie katolickim, które lubi mianować się wyrocznią sumień wszystkich obywateli – na miejscu pierwszym, a właściwie na miejscu jedynym, stawia się uchowanie życia biologicznego za wszelką cenę, natomiast zadanie sobie pytań o dalszą jakość życia chorych, narodzonych już, dorastających dzieci oraz ich rodziców – zostaje zepchnięte celowo, bezkompromisowo w najczarniejszą czeluść świadomości. Zamiast zadać sobie tego rodzaju pytania o przyszłość i perspektywę życia ludzi – wolimy powiedzieć: tabu. O tym się nie mówi. Cicho – sza. Zamiast kłaniania się pojęciu „tabu”, proponuje się uszanować, a chociażby zdać sobie sprawę i przyznać rację bytu – okrutności, czy bezkompromisowości wpisanej w życie, gdzie na co dzień możemy zobaczyć dorosłych z zespołem Downa i ich mocno starsze już matki. Co stanie się z tymi ludźmi po śmierci matek – pozostaje wątkiem przypominającym rosyjską ruletkę: przeżyją albo nie przeżyją; w rewolwerze znajduje się tylko jeden nabój, może więc mają spore szanse na przetrwanie – zakręćmy bębenkiem i zabawmy się w loterię. Te matki kochały swoje dzieci i nie zdecydowały się na aborcję bądź odmówiono im prawa do aborcji – natomiast fakt, na jakim poziomie intelektualnym i samowystarczalnym ukształtuje się osobowość człowieka z zespołem Downa, nie jest do wymiernego zarokowania z pułapu wczesnej ciąży.



Terapeutka prowadząca pracownię rękodzieła w placówce terapii zajęciowej dla osób niepełnosprawnych w warmińsko-mazurskim ma pod swoją opieką w pracy kilkoro dorosłych z ww schorzeniem (przyp. red.: zespół Downa). Jedna z podopiecznych, 34.letnia Madzia – jest po raz kolejny w ciąży (ojcem dziecka jest również mężczyzna z zespołem Downa). Do jej świadomości nie docierają pojęcia takie jak antykoncepcja. Na co dzień znajduje się ona pod opieką kochającej matki, pomimo czego nie może ona upilnować córki, uchronić jej przed seksem prowadzącym do prokreacji. Madzia nie rozumie nawet swojego położenia. Traktuje seks na poziomie takim samym, na jakim bawi się klockami. „Dla niej jest to tylko rodzaj zabawy służącej rozładowaniu napięcia.” – tłumaczy terapeutka.



Inna podopieczna, 26.letnia Ula, jest upośledzona w znacznie mniejszym stopniu od Madzi. Jest bardzo zrównoważona, grzeczna i zaangażowana w twórcze działania na terapii zajęciowej. Jest też nadzwyczajnie miła, ma wiele ciepłych zalet i chętnie się uczy. Jednak raz na kilka dni dzieje się z nią coś, co terapeutka opisuje jako nagły, epizodyczny przebłysk – jakoby wzrost samoświadomości. W takich chwilach Ula chwyta kawałek szkła lub czegoś podobnego i przykłada sobie do szyi, grożąc samobójstwem. Trudno stwierdzić, czy rzeczywiście ma celu pozbawienie się życia, czy jest to tylko „wołanie o pomoc”. Natomiast istotą tych epizodów zdaniem terapeutki jest olbrzymie cierpienie zawarte w oczach Uli, która w tych sytuacjach zdaje sobie sprawę ze swojego upośledzenia, ma poczucie bycia ciężarem dla opiekującego się nią otoczenia.



Trzeci podopieczny z zespołem Downa, 36.letni Piotruś, nie sprawia żadnych kłopotów. Jest bardzo zaradny, na pierwszy rzut oka wręcz niewiele odbiegający swoim zachowaniem od zupełnie zdrowych. Na co dzień również mieszka z matką. Występuje u niego wyłącznie jeden problem, którego na pierwszy rzut oka niemal nie widać. Piotruś wykonuje bowiem samodzielnie różne czynności wokół siebie: dba o higienę osobistą, potrafi posprzątać w domu, pójść na zakupy, przygotować posiłek itd. Jest tylko jeden szkopuł: trzeba mu wydać dokładne, szczegółowe polecenie. Bez tego – Piotruś jest zagubiony, w ogóle nie wie, co ze sobą począć i popada w stan podobny do dzieci autystycznych. Pewnego razu matka Piotrusia z dnia na dzień trafiła do szpitala z ostrym bólem w klatce piersiowej. Stwierdzono rozległy zawał, wyłoniła się konieczność dłuższej hospitalizacji. Terapeutka Piotrusia popełniła wykroczenie względem prawa i zabrała go na ten okres do swojego domu. Nie pojawiły się żadne problemy, dlatego że Piotruś miał indywidualną i profesjonalną opiekę. Gdyby nie kontrowersyjny uczynek terapeutki, która przyznaje się do emocjonalnego przywiązania do swego podopiecznego, co w obiektywnym świetle należałoby uznać za niezawodowe i niewskazane, Piotruś trafiłby do placówki, gdzie przebywają podobne do niego osoby, jednakże w zaawansowanym stopniu upośledzenia, nie mogące prowadzić samodzielnego życia i całkowicie niezaradne. Terapeutka z racji swojego zawodu dobrze zna tego rodzaju placówki. Podkreśla ich niski standard i niejednokrotnie niedouczenie pracującego w nich personelu – a czasami nie jest to niedouczenie, a zwykły brak środków finansowych i wsparcia ze strony państwa, które pracownikom związuje ręce i odbiera ludzkie odruchy chęci niesienia pomocy, opiekowania się. Wszystko to sprawia, że podopieczni takich ośrodków traktowani są bezosobowo i masowo – jako jednakowi ludzie pozbawieni cech osobniczych. Pobyt Piotrusia w takim miejscu uwsteczniłby jego rozwój psychiczny i radość życia, nad którymi zarówno matka, jak terapeuci – pracowali z pozytywnym skutkiem od wielu lat. Matka Piotrusia wyszła ze szpitala i Piotruś mógł wrócić do domu rodzinnego. Na jak długo? Co stanie się z Piotrusiem po nieuchronnej śmierci matki? Czy to są pytania retoryczne?



Inną stroną prawdy o życiu i aborcji jest przypadek pewnej polskiej rodziny. Mąż i żona bardzo się kochali i świadomie zaplanowali dziecko. Kobieta zaszła w ciążę bez problemu, byli bardzo szczęśliwi i oboje z radością oczekiwali narodzin potomka. We wczesnym etapie ciąży okazały się jednak wyjątkowe komplikacje w rozwoju płodu. Płód znajdujący się w łonie matki został nazwany przez lekarzy „to”, czyli – przedmiotowo. Był bowiem pozbawiony kończyn – określono go jako „syreni płód”, kaleki pod kątem wielu funkcji. Lekarze byli świadomi wyjątkowości tego przypadku pod względem rzadkości występowania. Obok widocznego na tym etapie ciąży wielopoziomowego upośledzenia sfery fizycznej – nie można było przewidzieć rozwoju i zagrożeń sfery psyche dziecka. Aborcja była w tej sytuacji oczywistym zaleceniem lekarzy. Dlatego, że nie tylko zdrowie i życie dziecka były zagrożone, ale i zdrowie psychiczne matki – w sensie jej reakcji na kalectwo dziecka. Dziecko więc, na które kochająca się para czekała z naturalną radością – nagle objawiło się jako tragedia, uzasadniony powód do rozpaczy, jakie trudno tutaj wysłowić. Rodzice „syreniego płodu” bardzo uczciwie rozważali aborcję – ostatecznie jednak nie zdecydowali się na nią. Kobieta urodziła chłopca bez rączek i nóżek, natomiast zupełnie zdrowego psychicznie. Chłopczyk jest niezwykle kochany – będąc pierwszym dzieckiem tej pary, zaplanowanym i jednocześnie wymarzonym, jak opowiadała kobieta: musiał przyjść na świat. Chciała poddać się aborcji, chciała skorzystać ze swojego prawa – ale pewnym mistycznym sposobem: po prostu nie mogła. Kochała swoje dziecko od początku, od chwili poczęcia miłością tak absurdalną i niemożebną, że nie umiała zakończyć jego życia – nawet na etapie, kiedy dziecko określane było jako „to”. To trzeba usunąć.” – mówili ponoć lekarze.



Kobieta ta, już jako matka narodzonego paroletniego chłopczyka, pojawiła się w telewizji jako jeden z bohaterów programu poświęconemu zagadnieniu aborcji. Podzieliła się z widzami swoją osobistą, szczególną historią i prywatnym stanowiskiem wobec aborcji. Na koniec tej opowieści – głos zabrała przedstawicielka Młodzieży Wszechpolskiej i obrończyni życia. Pogratulowała ona kobiecie jej odważnej, wspaniałej decyzji. Wtedy kobieta spojrzała gratulującej z surowością w oczy i powiedziała, że gratulująca nie ma prawa w ten sposób odzywać się do niej. „Nie wiesz, o czym mówisz.” – powiedziała kobieta do gratulującej. Następnie wytłumaczyła, że gdyby miała przechodzić przez swoją historię jeszcze raz – dokonałaby aborcji. Kocha swojego synka i jest szczęśliwa, że nie dokonała aborcji w jego przypadku – lecz gdyby zaszła w ciążę po raz drugi, gdyby miała rozważyć aborcję ponownie w odniesieniu do nowego dziecka o stwierdzonym na etapie prenatalnym bliźniaczym kalectwie, bez wahania skorzystałaby ze swojego prawa do aborcji. Dlatego, że wychowywanie tak kalekiego synka wymaga tylu wyrzeczeń i nakładów finansowych, że zakrawa to na cud.



Odrębną sprawą są komentarze czytelników pod artykułem Frondy.pl dotyczącym aborcji. Wydają się one jeszcze bardziej zajadłe, agresywne i narzucające opinie – od treści samego artykułu. W komentarzach, a więc wśród głosów społeczeństwa, możemy przeczytać, że na przykład – skoro kobiety mają mieć możliwość zabicia swoich dzieci ze stwierdzonym zespołem Downa na etapie ciąży, to równie dobrze można by regulować to prawnie – i legalnie zabijać dzieci już narodzone. „Obrońcy życia” – czytelnicy Frondy.pl piszą, że nie widzą różnicy między zakończeniem życia płodu a urodzonym dzieckiem. Takie zdania mrożą krew w żyłach.



Fronda.pl i frondopodobni porównują też współczesną aborcję do starożytnej Sparty. Opisują Spartian jako bezemocjonalnych barbarzyńców, którzy „selekcję naturalną” zrównali z eugeniczną kontrolą narodzin. Wyznający te stanowiska mówią o aborcji jako o zrzucaniu narodzonych, słabszych dzieci ze skały. Trudno pojąć, dlaczego miłośnicy życia nie widzą różnicy między aborcją a wrzuceniem noworodka do przepaści. Mało tego – żeby wypowiedzieć się lojalnie na temat kultury i emocjonalności Spartian, poleca się choćby obejrzenie komercyjnego przeboju filmowego pt.: Trzystu. Widać w nim przejrzyście hart ducha oraz wielkość emocji wojowników takich jak Spartianie – i w gruncie rzeczy jest to opowieść nie o frajdzie z zabijania, ale o gorących sercach prawdziwych wojowników. To jest piękny, przepastny i kolorowy, jak zazwyczaj w amerykańskiej filmografii – kinowy, plastyczny, nieomal malarski i poetycki, epos o miłości, idealizmie, sile indywidualności ludzkiej i wierze w określone wysokie wartości. A do ukształtowania tych postaw niestety doprowadził spartiański model wychowania i – tak: spartiańska kontrola narodzin, polegająca na strącaniu noworodków w przepaść. Działo się tak być może dlatego, że jeszcze nie znano wtedy aborcji. Natomiast na pewno nie ma co spłycać tego wątku z krwi i kości ludzi i ich złożonej historii – do nazywania „barbarzyńcami bez serca”. Takie stanowisko jest płytkie, głupie i odarte z odbicia w rzeczywistym świecie.



Kolejnym „argumentem” frondopodobnych przemawiającym za całkowitym zakazaniem aborcji jest powoływanie się na to, że kobieta, która jest w ciąży (obojętne, czy płód jest chory, czy zdrowy), nie musi zachować narodzonego dziecka. Może przecież donosić ciążę, urodzić, a następnie przekazać dziecko do adopcji. Dlatego, że jest bardzo wielu ludzi, którzy pragną dzieci, lecz nie mogą ich mieć. Ci ludzie chętnie adoptują dziecko – zdrowe, ale i np.: z zespołem Downa. Nie ma więc żadnych wskazań do tego, aby jakakolwiek kobieta, która nie chce dziecka, nie miała go urodzić. Takie stawianie sprawy i rzucanie światła na aborcję – to książkowy przykład „ciosu poniżej pasa”.



Dlatego, że żadna kobieta nie jest anonimowym inkubatorem-przedmiotem, ani surogatką. Jeśli kobieta zaszła w ciążę, której z różnych powodów – nie chce, powinna mieć prawo do aborcji. Macica kobiety – to nie biotechnologiczny wynalazek, który można bez jej przyzwolenia „wynająć” w celu przekazania jej „owocu” w „spragnione ręce”. Mówienie o tym, że wielu kochających się ludzi pragnie adoptować dzieci, ponieważ nie może posiadać własnych – jest tak samo niesprawiedliwe, jak mówienie o tym, że zdrowe kobiety, które mogą mieć dzieci, są okrutne, ponieważ tych dzieci mieć nie chcą. Jedna i druga strona życia jest oczywistą, odgórnie nałożoną na człowieczeństwo niesprawiedliwością – podobnie jak prosty fakt, że w Afryce dzieci umierają z głodu w tym samym momencie, gdy w krajach cywilizacyjnych młode dziewczęta umierają z przyczyny jadłowstrętu psychicznego (tj.: anoreksji). Świat doczesny, w którym wszyscy żyjemy – jest pełny tego gatunku sprzeczności. Te sprzeczności możemy nazwać niesprawiedliwością, choć równie dobrze możemy nazwać dziwną sprawiedliwością wszechświata, której tu-i-teraz nie jesteśmy w stanie ogarnąć przy pomocy ani rozumu, ani serca. Dlatego w dialogu o aborcji – to jest żaden argument.



Kobieta, która zaszła w ciążę, a nie chce urodzić i posiadać dziecka – nie powinna być zmuszana do porodu tylko dlatego, że może swoje dziecko – oddać. Mówimy tu bowiem o jej własnym dziecku – o jej materiale genetycznym. To oczywiste dla zdrowo myślących ludzi, że decyzja winna należeć do kobiety. Kto inny może mieć prawo do dysponowania jej ciałem, jej wolą, jej argumentacją? Czy kobieta może uchronić się przed powstaniem więzi z dzieckiem, którego narodzin nie chce, a które rośnie w jej łonie? Co z pamięcią ludzką, która być może podprogowo sięga chwil znacznie wcześniejszych niż chwila narodzin? Naukowcy badają te zjawiska od lat, usiłując zebrać dowody na teorię, że dziecko w łonie matki odżywia się nie tylko za pomocą pępowiny, ale także żyje jej emocjami – „nasiąka” jej nastawieniem do życia i „chłonie” jej przemyślenia i uczucia. I co z późniejszymi rodzicami adopcyjnymi, którzy zaopiekują się dzieckiem „nasiąkniętym” negatywną energią biologicznej matki? Cóż, przecież to tylko teoria.



Frondopodobni bez najmniejszych skrupułów mówią, że skoro kobieta zaszła w nieplanowaną, niechcianą ciążę i pragnie aborcji – to sytuacja, w której się znalazła, jest jej winą. Mogła wszak być lepiej zaznajomiona z metodami antykoncepcyjnymi. Jeżeli nie stosowała odpowiedniej antykoncepcji, to znaczy, że sama jest sobie winna i nie powinna mieć prawa do zabijania dziecka, które może być adoptowane – na co oczekuje wielu ludzi.



Prawda jest natomiast taka, że w kolejce do sierocińca – nie czeka wielu marzących o zostaniu rodzicami. W polskich domach dziecka panują bezsporne bród i ubóstwo, które sprawnie odstraszają bezdzietnych. Dzieci w domach dziecka są osamotnione, wrastają w życie jako sieroty, żyją z ogromną traumą i w poczuciu gorszości i okropnego wyalienowania, przez lata wyczekując nadejścia „rodziców”. A sama decyzja o adopcji dla kochających się par, które nie mogą posiadać biologicznego potomstwa – jest bardzo trudna, a w wielu przypadkach wręcz niemożliwa do przeskoczenia. Pokochanie cudzego, nawet zdrowego dziecka – to wyzwanie. Nie mówiąc o tym, bo przecież o tym głośno się nie mówi (cicho – sza; to jest „święte” tabu), że ludzie wewnętrznie, psychicznie gotowi do zaadoptowania – boją się adoptować małe dzieci, których pochodzenie w dużej liczbie przypadków nie jest do końca pewne, wiadome. Ludzie gotowi adoptować – często boją się, że zaopiekują się dzieckiem, pochodzącym od biologicznych rodziców – alkoholików albo od młodocianych matek – „galerianek”. Czym innym jest wyjazd do Kambodży Angeliny Jolie i adoptowanie ślicznej, zdrowej sierotki – a czym innym jest odśrodkowy lęk przed dziećmi z polskich domów dziecka, które często pochodzą ze środowisk patogennych.



Niedawno w mediach było głośno o kobietach z Peru, które zostały na mocy regulacji prawnej poddane zabiegowi sterylizacji. Część z nich wysterylizowano przy okazji pobytu w szpitalu z innych przyczyn – nie informując ich o tym. Innym podwiązano jajowody wbrew ich woli – głównie mieszkankom małych wiosek w rodzaju tych, „gdzie diabeł mówi dobranoc”. To też jest „święte” tabu – władza Peru uparcie milczy i nie przyznaje się do okaleczenia swoich obywatelek, podczas gdy jest ewidentne, że mamy tu do czynienia z nałożoną przez państwo kontrolą narodzin. Analogiczna sytuacja jest w Polsce, gdzie jak w odwróconym lusterku – kontrolowanie narodzin przeprowadzane jest za pomocą „katolicko-demokratycznego prania mózgu” i ustawy antyaborcyjnej, tłamszącej, zabijającej wolność osobistą i odbierającej na mocy prawa ludzkiego – boskie prawo wolnej woli. Państwowa kontrola narodzin w Polsce – odwrotnie do Peru: zmusza do rodzenia.



„Obrońcy” życia śmiało nawołują też do świadomej antykoncepcji. Bardzo słusznie, dlatego że zapobieganie (profilaktyka) jest zawsze zacniejsza od leczenia zachowawczego. Natomiast patrząc na problem aborcji z tej strony – niewytłumaczalne pozostaje usunięcie Dużej książki o aborcji z półek dla dzieci i młodzieży. Podobnie jak temat wychowania seksualnego w szkołach – wciąż nie może doczekać się wcielenia w czyn, co wpłynęłoby na rozwój świadomości dojrzewającego społeczeństwa. Podobnie jak żadne środki antykoncepcyjne w Polsce nie są objęte refundacją. Trudno więc w takiej atmosferze krzewić profilaktykę – zwłaszcza, że mówiąc o Polakach, mówimy o biednych ludziach: bez większych perspektyw zawodowych, a więc o ludziach biednych dosłownie, materialnie.



Kwitując więc temat aborcji i docierając do pojęcia profilaktyki – warto przypomnieć sobie jedno: aborcja czy zakazana, czy wskazana – zawsze miała miejsce w realnym świecie i będzie miała miejsce niezależnie od żadnego prawa ludzkiego. Obojętne, czy będzie toczyła się w świetle dziennym i na mocy prawa – czy w mrocznych korytarzach underground'u. Kobieta – to taki twór, który poradzi sobie w każdej sytuacji i zniesie doprawdy bardzo wiele, a jeśli przy tym trzeba – zniesie, zachowując „święte” milczenie i nie tłumacząc się ze swoich decyzji nikomu. Jeśli nie będzie chciała urodzić dziecka – znajdzie sposób i po prostu go nie urodzi. Zapobiegnie wszelkimi witalnymi siłami temu, czego powołać na świat i doglądać – nie chce.



Finalnym tutaj przykładem jest fakt, za pomocą którego kobiety w Kongo zakończyły tamtejszą wojnę. Otóż zabiły one wszystkich potomków płci męskiej, kierując się niewyjaśnionym racjonalnie a irracjonalnym prawidłem historii, iż kobiety zawsze rodziły synów – na wojnę. Tak oto kobiety w Kongo rozwiązały problem przemocy i rozlewu krwi – mordując swoich świeżo narodzonych synków, jacy potencjalnie mogliby wyrosnąć na wojowników. A było to działanie klasycznie barbarzyńskie i nieludzkie – prawda?



Bo co na naszym świecie jest ludzkie, a co nie? Czy aby nie wstydzimy się wpisanych w nasze jestestwo dwóch stron medalu? Czy aby nie wstydzimy się wpisanego w naszą naturę niekiedy okrucieństwa? Chcemy żywcem wstąpić do nieba? Poważnie? Poważnie: Homo sum, humani nihil a me alienum puto (z łac.: Nic co ludzkie, nie jest mi obce).



Na sam koniec – warto nakreślić jeszcze jedno. Skoro ludzie są jedynymi zwierzętami na ziemi, które uprawiają seks nie tylko w okresie rui, czyli w czasie dni płodnych, służących typowo dla prokreacji, ale kochają się również dla przyjemności i zacieśniania więzów emocjonalnych w całej skali roku – tym samym pojęcie „ciąży” nie powinno być utożsamiane wyłącznie z „przedłużaniem gatunku”.



A skoro tak – samokontrola tak swego życia uczuciowego, jak płciowego i płynących z tych działań konsekwencji, winna być indywidualnym wyborem jednostkowych istnień człowieczych. Tym samym prawo ludzkie nie powinno być mylone z boskim, lecz powinno tym wyborom sprzyjać, iść z nimi w parze – wspierać je. A jeśli negować, to za pośrednictwem cywilizowanego dialogu i negocjacji, a nie z pułapu zezwierzęcenia.



Rebeca Serri.

64 komentarze:

  1. "A różnica ta ogranicza się nie tylko do ustanowienia definicji życia, człowieczeństwa do określenia, na jakim etapie ciąży mamy do czynienia już z bytem ludzkim, a na jakim jeszcze z biologiczną po prostu formą, rozpoczynającej liczne podziały, zygoty, która dopiero w dalszym przebiegu da początek organizmowi potomnemu."
    Życie jest bardzo łatwo definiowalne z perspektywy nauki biologii. Organizm żywy to organizm zdolny do odżywiania się w sensie biologicznym, rozmnażania, ewoluowania. Nie ma wątpliwości, że zygota jest organizmem żywym i do tego organizmem gatunku homo sapiens recens. Jest także już organizmem potomnym: potomkiem dwojga ludzi, którzy przed chwilą uczestniczyli w akcie seksualnym. W żadnym momencie nie ma "podmiany" zygota nie jest zastępowana innym organizmem. Zygota staje się embrionem, płodem, noworodkiem, wreszcie dorosłą panią Rebeccą. To zawsze ten sam organizm tylko na innym etapie rozwoju.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Zabijanie. Podczas gdy w rzeczywistości istnieje kolosalna różnica między skazywaniem dorosłego, świadomego człowieka na karę śmierci, a usunięciem z macicy zapłodnionej komórki jajowej. "
    I tu się różnimy. Ja nie manipuluje językiem. A ty tak. Nie istnieje coś takiego jak zapłodniona komórka jajowa. Komórka jajowa po zapłodnieniu staje zygotą! Czyli ma diploidalny zestaw chromosomów, który posiada również dorosły osobnik.Aby pokazać sens manipulacji odwołam się do analogii. Istota żywa po wydarzeniu śmierci staje się martwa, więc nie można już jej nazywać żywą. Podobnie z zygotą. Różnie się ona od komórki jajowej o bardzo ważne wydarzenie nazywane zapłodnienie, które zmienia jej status.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Gdyby Polska nie była krajem, w którym ustawa aborcyjna de facto jest ustawą nader restrykcyjną i wyraźnie antyaborcyjną być może przypadków, gdzie dochodzi do pozbawienia życia świeżo narodzonych dzieci lub pozostawienia świeżo narodzonych dzieci na pewną śmierć, mielibyśmy zdecydowanie mniej."
    Stosujemy argumenty do emocji i do miłosierdzia? A może coś na poparcie swoich tez? Od czasu wprowadzenia "restrykcyjnej ustawy aborcyjnej" liczba dzieciobójstw o których pani pisze spada z roku na rok. Przyznała to nawet pro-aborcyjna (jak wolicie pro-choicewa) Federacja na rzecz kobiet w swoim raporcie z 1996. Już w latach 1993-1995 liczba dzieciobójstw spadła z 56 do 42 rocznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Resztę tekstu jutro skomentuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Anonimowy;
      Pana komentarze niezwykle cieszą me oczy - jest mi bardzo miło, że tekst na ważny temat społeczny doczekał się w miarę merytorycznego dyskursu tu, na łamach mojego bloga.

      Odpowiem Panu w ten sposób: istotnie stosuję "argumenty do emocji i do miłosierdzia" - ślicznie Pan to ujął (dziękuję) - i rzeczywiście bez wątpienia ma Pan rację twierdząc, że manipuluję językiem. Owa "manipulacja" wynika tu z chęci prowokacji - skłonienia Czytelnika do zagłębienia się w moje tezy, czy po prostu dość swobodne przemyślenia. Pana komentarze świadczą o tym, że moja "manipulacja" działa - bo jak powszechnie wiadomo: dobra prowokacja wzmaga interakcję, dlatego z przyjemnością znowu tu Pana ujrzę, komentującego resztę mego tekstu :). Na marginesie dodam jednak, że z większą, silniejszą, mocniejszą manipulacją zetknęłam się na stronach wszelakich "obrońców życia" - i powiedzmy sobie szczerze: mój artykuł nie jest nawet w połowie tak pohukujący gorzkim grzmieniem z ambony, pełnym agresji i jadu, jakie to grzmienie najczęściej można spotkać w wydaniu katolików i frondopodobnych. To, co piszę, mówię ja - jest raczej wyważone i "miękkie" w porównaniu do pokładów "nieomylności" i "siły obiektywnych argumentów", jakie prezentują sobą "obrońcy wszech życia" (z naciskiem na obronę życia ledwie poczętego - w zamian nienawidzących swoich bliźnich).

      Ja odpowiem Panu, że według mnie - życie nie jest czarnobiałe. I o ile Pan esencję życia upatruje w zimnych statystykach i w prostych definicjach ustanowionych przez "naukę" - ja dostrzegam tę esencję w zgoła innych rejestrach... Gdzie? W intuicji, w cieniu, w nawiasie, z tyłu głowy, na dnie serca... słowem wszędzie tam, gdzie mędrca szkiełko i oko nie sięga, nie starcza.

      Bez dwóch zdań - różnimy się, proszę Pana. Pan ufa w faktograficzne dane, w liczby. Ja ufam w suwerenne myślenie i w indywidualne, wolne poczucie życia i jego walorów. Proszę nie zapominać, że stosunek kobiety do własnej macicy jest sprawą niezwykle intymną, którą winno rozstrzygać prywatne sumienie - i o tej intymności nigdy nie będzie w mocy wypowiedzieć się żadne prawo ludzkie, ani żadna gazeta.

      Pozdrawiam i do zobaczenia :).
      Zwracam uwagę, że moje imię pisze się przez jedno "c" :).

      Usuń
  5. Najpierw się przedstawię. Jestem Marcin. Nie zwracaj się tylko do mnie per pan, aż taki poważny nie jestem:)w gruncie rzeczy jestem chyba młodszy od Ciebie Rebeco (żeby nie było nie wypominam wieku, wszystkie kobiety są zawsze młode:). Przepraszam, za ten lapsus z "c", skaleczyłem piękne imię.
    Ale żeby nie było tak słodko zaraz przechodzę do dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  6. "mój artykuł nie jest nawet w połowie tak pohukujący gorzkim grzmieniem z ambony, pełnym agresji i jadu, jakie to grzmienie najczęściej można spotkać w wydaniu katolików i frondopodobnych. "
    Z ambony nie lubię mówić. Wszak po dyskusji nawet dość ostrej lubię pogadać ze swoim dyskutantem na stopie "przyjacielskiej". Wszak on też jest człowiekiem, nawet jeśli uważam, że on/ona się myli.

    OdpowiedzUsuń
  7. "„katolicko-demokratycznego prania mózgu” i ustawy antyaborcyjnej, tłamszącej, zabijającej wolność osobistą i odbierającej na mocy prawa ludzkiego – boskie prawo wolnej woli."
    Argument karty katolickiej. Co wtedy jednak Rebeco, gdy naprzeciw Ciebie znajduje się osoba niewierząca, której poglądy pro-life są dużo bardziej radykalne niż kościelne? Oskarżanie go o katolicyzm, może się okazać trochę śmieszne (bez obrazy:) Z drugiej strony może warto by skoncentrować się na samym stanowisku katolickim i spróbować je skrytykować?

    OdpowiedzUsuń
  8. "Aborcja w Polsce praktycznie jest zakazana, stąd jeszcze więcej zatrważające zdumienie, że nawet w tych nielicznych sytuacjach legalnego dopuszczenia do aborcji – lekarze niechętnie opiniują możliwość kobiety do skorzystania z jej prawa. Wydaje się to wręcz nie do uwierzenia."
    Ja bym tak sytuacji nie nazwał. Z roku na rok liczba legalnych aborcji wzrasta. Statystyki te nie są na pewno też pełne, bo w szpitalach odbywa się wiele więcej aborcji nigdzie nie zgłaszanych. Przypadki kryminalnej aborcji często są umarzane, a kary za aborcję naprawdę nie są wysokie.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Takie przedstawianie zespołu Downa jest zupełnym przekłamaniem i wizją „ochrony życia” „wbrew świadomemu życiu”, dla samej wynaturzonej idei"
    Dla mnie życie człowieka niezależnie od jego zdrowia jest warte tyle samo.
    Jednak chciałbym porozmawiać o pewnej niekonsekwencji, którą widzę w Twoich argumentach.
    Z jednej strony chciałabyś, żeby było mniej przypadków dzieciobójstw. Z drugiej strony popierasz aborcję eugeniczną. Odwołując się do kategorii świata rzeczywistego porównajmy naturę obu tych czynów. Dzieciobójstwo po narodzinach to akt, który dokonuje się po wyjściu dziecka z macicy (powinno być zdolne do samodzielnego życia). Natomiast aborcja na dzieciach zagrożonych wadami wrodzonymi dokonuje się do 9 miesiąca (w wielu krajach tak się dzieje np. w Anglii). Reasumując można znaleźć sytuacje w których "dzieciobójstwo po narodzinach" będzie dotykać dzieci mniej rozwinięte od tych, które dotyka aborcja.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aby wzmocnić mój argument znów się odwołam do świata rzeczywistego. Większość nauczycieli filozofii świata zachodniego, którzy popierają aborcję, popiera również dzieciobójstwo po narodzinach: Michael Tooley, Peter Singer, An Mary Warren i wielu innych.
    Nie tak dawno w prestiżowym Journal of Medical Ethics wystąpiono z artykułem na rzecz legalizacji aborcji po porodzie.
    http://www.huffingtonpost.co.uk/2012/02/29/medical-ethicists-propose-after-birth-abortion-law_n_1309985.html

    OdpowiedzUsuń
  11. " I o ile Pan esencję życia upatruje w zimnych statystykach i w prostych definicjach ustanowionych przez "naukę" - ja dostrzegam tę esencję w zgoła innych rejestrach... Gdzie? W intuicji, w cieniu, w nawiasie, z tyłu głowy, na dnie serca... słowem wszędzie tam, gdzie mędrca szkiełko i oko nie sięga, nie starcza."
    Droga Rebeco!(mogę chyba tak do Ciebie mówić) Ja uważam, że różnice w naszym spojrzeniu wywodzą się z różnic płci. Jestem feministą i lubię silne kobiety. Jednak mój feminizm nie oznacza unisexu ani zanegowania różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami. Zresztą Ty w swoim tekście fascynujesz się męskością (trochę wypaczonym jej obrazem- Spartanie, dla mnie prawdziwa męskość to obrona słabszych a nie ich niszczenie).

    OdpowiedzUsuń
  12. Chcesz jednak odwołać się do intuicji, uczuć. To proszę bardzo. Dla mnie są dwie piękne rzeczy na tej ziemi. Piękno kobiet(zarówno duchowe jak i cielesne)
    I druga: piękno dzieci. Także tych przed narodzinami.
    Zachęcam do wejścia na stronę : ehd.org, szczególnie:
    http://www.ehd.org/prenatal-images-index.php
    Strona nie jest sensu stricte pro-life, nie ma na niej też żadnych zdjęć drastycznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Marcinie, a zatem :).

      A zatem dyskusja z Tobą to dla mnie niekłamana przyjemność - a mówię to bez szczypty ironii; najzupełniej poważnie. Bardzo miło "pouprawiać kłótnię" z kimś, kto myśli - a nie tylko cytuje. Do tego chętnie i szczerze przyznam, że jesteś znacznie bardziej merytoryczny ode mnie i mego artykułu - co wyjątkowo mnie cieszy. Dyskusja (dzięki Twojej merytoryczności właśnie) wkracza bowiem na inny poziom - to znaczy wskakuje o stopień wyżej, a to dla mnie niezwykle cenne.

      Nie ukrywam, że mojemu artykułowi brak merytorycznych argumentów, których nie brakuje Tobie. Słusznie wychwyciłeś, że jedne fragmenty artykułu wykluczają inne - że przeczę sama sobie. To prawda. Ty podajesz argumenty - zaś to, co robię ja, to sianie fermentu :). Jednak sieję ten ferment świadomie i intencjonalnie: artykuł napisany został specjalnie w taki sposób, żeby później móc się z kimś porządnie i sensownie "pokłócić" :).

      Prawda jest taka, że nie jestem feministką. Zafascynowana męskim światem i Spartiatami - owszem. W Boga - wierzę. Katoliczką - się nie czuję. Dzieci nie mam. W ciąży - nigdy nie byłam. Czy będę? Nie wiadomo. Gdybym była - nawet w najczarniejszym scenariuszu wyobrażając sobie, że ciąża byłaby efektem gwałtu: nawet w tak dramatycznej, patowej sytuacji nie wiem, czy chciałabym, czy dokonałabym aborcji. To są sprawy i konteksty sytuacyjne nadzwyczajnie trudne do zaprognozowania - do merytorycznego ustanowienia w swoim wnętrzu.

      Usuń
    2. Nie mam również wątpliwości co do faktu, że aborcja winna być uregulowana prawnie - prawem ludzkim. Uważam jednak, że obecny zapisa aktu prawnego - nie reguluje jej mądrze. Twierdzę tak, ponieważ jestem naturalnie uczulona na radykalność, kategoryczność. Zawsze dążę do wolności, wyboru - choćby wątek był sporny, kontrowersyjny. Chciałabym jako kobieta - móc decydować o sobie. Chciałabym, aby prawo nie traktowało mnie jak biologiczny inkubator, ani jak idiotkę bez odrobiny wyobraźni. Chciałabym, aby system szanował jednostki. I aby ludzie tworzący, piszący prawo - wierzyli w mądrość i intuicję ludzi. Chciałabym - czy ciąża byłaby owocem miłości, czy przeciwnie - móc samodzielnie podjąć decyzję, co dalej. Nie chcę, żeby system stawiał mnie w położeniu: "musisz", po prostu musisz urodzić, bo są okna życia, bo możesz przekazać do adopcji, bo nawet dzieci chore czy kalekie mogą być pełnowartościowe i szczęśliwe.

      Co z niechcianą ciążą? Czy płód, nawet zdrowy, rozwijając się jako niechciany, niekochany we wnętrzu kobiety - nie nasiąka złą, fatalną energią "matki"? I czy energia wewnętrzna "matki" w takowym przypadku nie byłaby o niebo pozytywniejsza, gdyby "matka" miała wybór - gdyby zdecydowała się urodzić nie dlatego, że musi, ponieważ tak nakazuje jej prawo, lecz dlatego, że może...

      Natomiast jeśli mowa o dzieciach chorych, czy niepełnosprawnych, czy kalekich - do ich wychowania trzeba mnóstwo miłości, czasu i na końcu - nie wstydzę się powiedzieć: również pieniędzy. Gdyby opieka zdrowotna w tym kraju funkcjonowała jak trza, gdyby w tym kraju dało się żyć godnie, pracować i zarabiać - nie mam wątpliwości co do faktu, że dzieci z zespołem Downa (dla przykładu) byłyby równie wartościowe i kochane, co dzieci zdrowe. Przyznaj jednak, Marcinie, jak tu żyć? Tu, w tym kraju. Jaką opiekę medyczną, wsparcie, warunki egzystencjalne i socjalne - mamy w tym kraju zapewnione ze strony państwa? O tym, że aborcja to mord i zło w czystej postaci - trąbi wielu. O tym, jak wychowywać dzieci - by rosły w szczęściu, by zapewnić im rozwój - tak zwani "obrońcy" życia nie mówią niczego. Bo nie mają niczego zacnego do powiedzenia. Tymczasem nie może być tak, że życie poczęte, życie na poziomie zygoty - staje się cnotą i szczęściem samym w sobie - staje się walorem ważniejszym od życia w ogóle (od kolejnych etapów życia - już poza organizmem matki).

      W tym kraju dosłownie wszystko kuleje. Utrzymać się samemu, nie przychodząc po kanapki do mamy - to już cud (nie mówiąc o utrzymaniu jednego, nawet zdrowego dziecka). Ludzie kończą studia wyższe na państwowych uczelniach tylko po to, aby później nie było ich stać na wyprowadzenie się od rodziców. Szpitale - to obory i umieralnie. I na takim tle - radykalny ton ustawy aborcyjnej (a w rzeczywistości - antyaborcyjnej)- po prostu się nie godzi. Ten ton należy zmiękczyć i podchodzić do człowieczej wolności, do wolnej woli - z szacunkiem.

      Dzieci powinny przychodzić na ten świat dlatego, że kobiety będące w ciąży - tak wybierają. Dlatego, że życie jest darem - nie dlatego, że jest przymusem. Dzieci nie powinny przychodzić na ten świat, bo muszą - nie dlatego, że kobieta rodzi ze strachu, by frakcje frondopodobne nie nazwały jej morderczynią.

      Na wartościowe strony, które polecasz - zajrzę z chęcią :). Nie znoszę jedynie kościelno-niby-religijnego prania mózgu i piętnowania ludzi drastycznymi zdjęciami - ale mądrych, zrównoważonych argumentów pro-life zawsze z otwartością posłucham.

      Pozdrawiam jak najserdeczniej :).

      Usuń
  13. Witam ponownie, również jak najserdeczniej:)

    Nie brzydzę się radykalizmem, stanowczością czy też pewną kategorycznością moich sądów. Ludziom obecnie kojarzy się to z jakimś fanatyzmem. Lecz czy na przykład osoby, które ratowały Żydów w czasie wojny nie były w pewnym sensie fanatykami? Narażali wszak siebie, a nawet swoich najbliższych w imię ratowania obcych (czasem darzonych przez nich niechęcią).

    Zdradzasz głębokie zainteresowanie męskim światem, to prawie tak jak ja (analogicznie, mam nadzieję, że zrozumiesz). Z twoich słów jednak nie mogę zorientować się co tak naprawdę myślisz o macierzyństwie. Marzysz o tym? To przecież typowe dla kobiety. Ja dzieci planuje, pragnę ich. Dzieci łączą kobietę i mężczyznę na całe życie w niepowtarzalny sposób. Oczywiście każdy wybiera swoją drogę. Niektórzy mężczyźni i kobiety wybierają drogę służby: jakimś ideałom, prawdom (choć z drugiej strony każdy powinien wyznać jakieś wartości i je bronić).

    OdpowiedzUsuń
  14. W swojej wypowiedzi stawiasz problem wolności. Jednak zastanów się nad dwoma problemami, które widzę w Twojej wypowiedzi.

    Z jednej strony zakładasz, że polska sytuacja z określonymi warunkami utrudnia godne życie kobiecie, która może potencjalnie może stać się matką. W tej sytuacji aborcja jawi się jako pewna możliwość. Czy to jednak rzeczywiście możliwość oznaczająca wolność? Skoro czynniki sytuacyjne wpływają na to w tak poważny sposób to czy wybór aborcji staje się czymś wolnym? Zgodzisz się, chyba, że trudniejszym wyborem jest urodzić i wychować, szczególnie w niesprzyjających warunkach. Przypominają się słowa, które zacytował jeden badacz, a które były odpowiedzią na pytanie co by mnie odwiodło od aborcji. "Gdyby ktoś mnie zwyczajnie przytulił" W takim sensie aborcja staje się koniecznością a nie wyborem.

    Zastanów się też nad jednym problemem. Nawet najbardziej niechciany "płód" jak to określasz też ma prawo do wolności. Wszak to nie jego wina, że znalazł się w takiej sytuacji, nikt też go nie pyta jaką on/ona podjąłby decyzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam znowu :).

      Macierzyństwo - to, moim zdaniem, wielka i ważna rzecz. A aborcja jest ogromnie trudną kwestią do rozważenia - i zawsze na ostatnim miejscu. Tak uważam. Podtrzymuję jednak, że świat nie jest czarnobiały i stąd będę broniła kobiet, które mają za sobą tak ciężką decyzję lub które takową decyzję kiedykolwiek rozważały.

      Macierzyństwo, mówisz, jest typowe dla kobiety. A według mnie nie istnieje na świecie coś takiego, jak "typowe". Powiedziałabym: naturalne, uzasadnione, ale - typowe? Cóż to znaczy? Któż wie na pewno, co na tym świecie jest normalne, a co nie - co jest regułą, a co tylko wyjątkiem, jaki ma za zadanie ją potwierdzić?

      Mówisz, że "płód" zasługuje na wolność identycznie, jak każdy człowiek. Tymczasem kobieta, która rozważa aborcję - nie pyta "płodu" o zdanie. To prawda: pyta siebie samą, może zapytać bliskie otoczenie, ale "płodu" zapytać - nie może.

      Mnie również nikt nie pytał o zdanie, czy pragnę zaistnieć na tym świecie. A jednak - jestem tu, próbując dyskutować o rzeczach trudnych; być może o najtrudniejszych. Jestem - to jedyne, co mogę o sobie powiedzieć. Ale - czy jestem tu w zgodzie ze swoją wolą, czy z przyczyny decyzji, które zapadły poza mną - tego nie wiem; nie mam pewności.

      Uważam, że nie ma radykalnych, kategorycznych i gotowych odpowiedzi na pytania. Jest moralność i - wolna wola. Ale gotowych odpowiedzi - brak. Sądzę też, że nic wokół nie jest ani wyłącznie dobre, ani wyłącznie złe. Kategoryzowanie problemów prowadzi do, nie służącego nikomu i niczemu, uogólnienia - podczas gdy medal zawsze ma dwie strony...

      ... a ja należę do ludzi pokroju Kisiela, który w jednym z felietonów powiedział: "Zawsze lubowałem się w stanowiskach trzecich" :).

      Poza tym mam wrażenie, że wszelkie uogólnienia są jak korki od butelek: po czasie puchną, i potem nigdy już nie pasują.

      Pozdrawiam bardzo serdecznie :).

      Usuń
  15. Dlaczego uważasz, że aborcja jest do rozważenia na ostatnim miejscu? Skoro jest to wybór moralny, to czemu dopiero na ostatnim miejscu?

    Możesz uważać, że świat nie jest czarno-biały, okoliczności jakie dotykają osoby są rzeczywiście trudne. Jednak... Czy zawsze można mówić, że "nic wokół nie jest ani wyłącznie dobre ani wyłącznie złe"? Z jednej strony piszesz, że uogólnienia są złe, ale czyż to co czynisz nie jest uogólnieniem?

    Czy uważasz, że w niektórych sytuacjach zabicie kogoś zupełnie niewinnego może być dobre? I dlaczego i w jakich sytuacjach?

    Czy uważasz, że dzieci chciane (z ciąży, która będzie wyborem) będą bardziej kochane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aborcja jest do rozważenia na ostatnim miejscu - to proste. Między innymi właśnie dlatego, że istnieje coś takiego, jak moralność.

      Nic wokół nie jest ani wyłącznie dobre, ani wyłącznie złe - w całości, od początku do końca - i to nie żadne uogólnianie. A to dlatego, że:

      Jeśli płód jest bardzo chory, jeśli płód się rozwinie, a potem będzie żył poza organizmem matki jako dziecko, jako człowiek - i spędzi całe życie np.: wegetując, niezdolny się ani poruszyć, ani samodzielnie załatwić - jeśli spędzi życie w bólu i z rurką w gardle, uważam że w takiej sytuacji matka, dokonując aborcji, paradoksalnie może zwrócić wolność.

      Dlaczego sądzisz, że ja uważam, że zabicie kogoś zupełnie niewinnego może być dobre? Nic podobnego nie powiedziałam. Powiedziałam, że w indywidualnych niektórych sytuacjach -aborcja może być mniejszym złem i stosownym rozwiązaniem i dla matki, i dla dziecka. Jeżeli Ty nie widzisz różnicy między pojęciami takimi jak "eutanazja" a "morderstwo" - albo "zabijanie" a "aborcja", to sądzę, że w tym punkcie nasza dyskusja powinna się zakończyć.

      I jeszcze jedno: dzieci chciane zawsze są bardziej kochane od tych, które nie są chciane, które są emocjonalnymi sierotami, odpychane w ciemny kąt przez całe życie, którym "matka" potrafi powiedzieć prosto w oczy: "Żałuję, że cię urodziłam, że nie dokonałam aborcji". Słyszałeś o takich przypadkach, prawda?

      Pozdrawiam :).

      Usuń
    2. Wkradł mi się lapsus językowy: w trzecim akapicie miałam na myśli, że dokonując aborcji - paradoksalnie matka może zwrócić MU wolność (to znaczy swojemu dziecku).

      Usuń
  16. Na początku chciałbym Ciebie przeprosić.Moim celem nie jest Ciebie ani urazić ani obrazić. Pewnej rzeczy nie zrozumiałaś.

    Z jednej strony mówisz, że nic nie jest czarno-białe. Ale z drugiej strony słusznie się obruszasz, gdy sugeruje, że popierasz zabijanie niewinnego. Zauważ, że ja tylko spytałem. Sugestia była delikatna.Wiem, że nie popierasz zabijania niewinnych. Pytanie czy "płody" są czemukolwiek winne? Jaka jest ich wina? To, że są chore? To, że poczynają się w złych i niesprzyjających warunkach dla społeczeństwa czy dla matki?

    Nie można traktować aborcji jako przywrócenia wolności płodowi (celowo używam słowa płód wszędzie, bo nie chce narzucać Tobie swojego zdania, że to dziecko). Dlaczego nie można. Kobieta jest właścicielem swojego ciała. Ciało natomiast płodu nie jest ciałem matki: ma zupełny inny kod genetyczny, cechy, często inną od matki płeć itd. To płód jest właścicielem swojego ciała. Gdybyśmy twierdzili, że to jej ciało doszlibyśmy do absurdu, że kobieta w ciąży ma osiem kończyn (strach się bać do czegoś byśmy doszli w swoim rozumowaniu, gdyby płód był płci męskiej). Piszę, to też dla rozluźnienia atmosfery. Ktoś może traktować jednak płód (zygotę, embriona) jako pewien rodzaj "intruza". Jednak czy nie jest tak, że para decydując się na współżycie seksualne, powinna wiedzieć, że konsekwencją tego aktu jest potencjalne powstanie "niechcianego" przybysza? Ktoś może argumentować, że to tylko wyrzucenie niechcianego intruza, ale rzadko kiedy aborcja to tylko "wyrzucenie", "wydalenie". Płód jest zabijany już w macicy (różnymi sposobami- truty roztworem soli, kawałkowany). Jeśli nawet jednak byłby tylko wyrzucany: to wyrzucanie oznaczałoby jakby wyrzucanie płodu w ogień. Co innego gdyby ten przybysz został wrzucony do specjalnego roztworu gdzie mógłby dalej żyć. Albo do specjalnego urządzenia, "sztucznej macicy", dla jego rozwoju. Analogia: Gdy ktoś przez przypadek wchodzi do mojego mieszkania (ksiądz na kolędzie np.) to grzecznie za ucho wyprowadzam go za drzwi. Nie ma potrzeby bym wyrzucał tego intruza przez okno albo balkon.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zabijanie vs aborcja.
    chyba nie zaprzeczysz, że zygota/embrion/płód jest przed aborcją żywy, a po aborcji martwy.
    Więc aborcja to zabijanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz przepraszać - rozumiem, że dyskutujemy tutaj, a nie obrażamy się wzajemnie. Ty bronisz swoich przekonań, ja swojego tekstu - to jasne :).

      Wydaje mi się, że nasz dialog na temat aborcji, nasz spór - jak wszystkie inne na ten temat - wynika stąd, że dyskutujący przystępując do wymiany zdań, od początku, od punktu wyjścia, inaczej definiują i postrzegają pewne pojęcia. Dlatego w trakcie rozmowy - rozmijamy się po prostu i najprawdopodobniej nigdy nie dojdziemy do pełnego konsensusu, co nie wyklucza, że możemy dojść do pewnego kompromisu.

      Co do wyznawanych przez nas różnic w pojęciach takich, jak "zygota" a "dziecko"; "aborcja" a "zabijanie" - przekonaliśmy się już nieraz, że nie umiemy ich zupełnie pogodzić i ustalić wspólnego mianownika. Uważam więc, że o te pojęcia dłużej się spierać - nie ma sensu :).

      Natomiast w Twoim ostatnim koemntarzu tknęła mnie jeszcze jedna różnica w naszym podejściu do sprawy. Ty, pisząc o niechcianej ciąży, o niechcianym dziecku - masz najwyraźniej na myśli dziecko nieplanowane. A mnie - nie o to chodzi.

      Wiele dzieci przychodzi na świat w sposób nie zaplanowany, ku zaskoczeniu rodziców, pomimo czego - są to dzieci bardzo kochane. Ja mówię o sytuacji, kiedy kobieta (z różnych, indywidualnych, trudnych, skomplikowanych powodów) - nie chce być matką ("nie chce być matką" - to oczywiście znaczne uproszczenie i strywializowanie przeze mnie problemu, ale powiedzieliśmy sobie już tyle, że sądzę, iż to skrótosłowie powinno na ten moment wystarczyć). Mówię o kobiecie, która nie wyobraża sobie być matką, urodzić tego dziecka, ani przekazać go do adopcji - zaś poprzez presję społeczną, czy prawną, zostaje ona potraktowana jak "inkubator", psychicznie "sprasowana" i skłoniona-zmuszona do urodzenia i wychowania swojego dziecka (dziecka, którego całą sobą - nie chce). Zdarzają się takie skrajne sytuacje na świecie. A w efekcie takich sytuacji - "matka" potrafi powiedzieć swojemu dziecku w oczy (pisałam o tym w poprzednim komentarzu), że żałuje, że je urodziła. Pragnienie dokonania aborcji, realizacji którego jej odmówiono i zakazano, prowadzi w takim przypadku do opłakanych skutków: blizn emocjonalnych i traum przede wszystkim dla niechcianego dziecka, ale też i dla kobiety.

      I owszem, nie zaprzeczę, że zygota przed aborcją jest żywa, a po aborcji - martwa. Powiem tylko tyle, że zygota jest według mnie zalążkiem życia - a według Ciebie: życiem. Po prostu pełnowartościowym, świadomym życiem - dzieckiem; człowiekiem. A z tym - z kolei ja nie umiem do końca się zgodzić.

      Idąc dalej takim tropem, "obrońcy" życia powinni zakazać również stosowania antykoncepcji - bo przecież wszyscy świadomi ludzie wiedzą, że seks prowadzi do poczęcia życia; należy zatem "chodzić do łóżka", "uprawiać seks", "sypiać ze sobą" i "kochać się" - wyłącznie ze świadomą intencją zostania rodzicami. I tylko czekać w tym kraju na klauzulę sumienia dla aptekarzy, którzy odmówią jakiejś dziewczynie zakupu pigułki antykoncepcyjnej - ponieważ sumienie odmówi im posłuszeństwa...

      ... ech, sumienie... dziwny to, zaiste, trudny do usystematyzowania twór...

      Pozdrawiam :).

      Usuń
  18. Mam niestety dziś i jutro za dużo pracy, ale bez obawy jeszcze tutaj wrócę (nie chce stracić okazji do dyskusji z kimś miłym i inteligentnym). Będę miał też dla Ciebie parę propozycji i niespodzianek.
    Kwestia niechcianego dziecka. Wielokrotnie spotkałem się niestety z takim określeniem. Możliwość "decydowania" przez aborcję, prowadzi do tego, że niektórzy narodzeni np. sieroty, niepełnosprawni stają się społecznymi "persona non grata". Przecież mogli by nie istnieć i nie robić problemu społeczeństwu. Aborcja nie dotyka jedynie nienarodzonych, przez jej istnienie ludzie stają się niechciani. Popierając aborcję mówisz tym niechcianym, potwierdzasz słowa tych ludzi, którzy nie chcą by oni istnieli. Natomiast słowa "że nie powinien Ciebie urodzić" mogą odnosić się do dzieci z "ciąż chcianych. Wyobraź sobie, że "chciane dziecko" nie spełnia oczekiwań rodziców, którzy wcześniej poddali aborcji swoje "niechciany" płód. Czy nie uważasz, że rodzice mogą "żałować", że tutaj też nie dokonali aborcji? Wszystko przez, to, że zamiast propagować miłość bezwarunkową wprowadzamy warunki do miłości (cechy dziecka).

    Kwestia choroby i niepełnosprawności. Z cierpieniem się walczy. Co to rozwiązanie, które zamiast niszczyć cierpienie niszczy cierpiącego? Czasem rzeczywiście cierpienia nie można zwalczyć, wtedy powinno się walczyć dalej i nie poddawać się. Jeśli nawet w końcu się nie uda, to zostaje również współcierpienie i współodczuwanie. Zauważ, że zabijając w eutanazji i aborcji eugenicznej nie likwidujemy cierpienia tylko chorego. My też już nie musimy widzieć cierpienia! Czyż tutaj nie chodzi bardziej o nas niż o tego cierpiącego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłej pracki zatem życzę i z przyjemnością znowu tutaj się z Tobą spotkam :). Temat coprawda do przyjemnych - nie należy; ale jako że jest ważny i trudny, chętnie podejmę nową rękawicę i zmierzę się z Twoimi kolejnymi argumentami :).

      Wszystkiego dobrego i do zobaczenia :).

      Pozdrawiam :).

      Usuń
  19. Witam:)
    Wydaje mi się, że powinien skoncentrować najpierw kwestii niechcianego dziecka. Oczywiście na myśli miałem również dziecko "nieplanowane". Nieplanowane dziecko może powodować, to, że stanie się również niechcianym. Jednak nie tylko o takim "nieplanowanym" dziecku myślałem. Analogia z intruzem jest na pewno daleka, ale można zobaczyć w niej podobieństwo do sytuacji ciąży z gwałtu. Intruz: wspominany ksiądz może być darzony przecież wręcz nienawiścią. Nikomu przecież nie zakaże kogoś nie lubić, jednak co innego nie lubić, a co innego zabić.

    Piszesz, że kobieta "może się czuć sprasowana", "inkubatorem". Trochę dużo tych określeń. Jednak czy rzeczywiście to daje prawo do nazywania dziecka "niegodnym urodzin"? Nawet jeśli kobieta została skrzywdzona (nie wątpię w to) nie daje to jej prawo do krzywdzenia innych. Dziwne, że zarzucasz przeciwnikom aborcji koncentrację na nienarodzonych kosztem narodzonych. Przyznaj jednak, że aborcja prowadzi do dyskryminacji narodzonych: urodzonych w złym momencie, niepełnosprawnych, społecznie wykluczonych z różnych powodów.

    OdpowiedzUsuń
  20. Odnieśmy się również do świata rzeczywistego. Istotnie wiele kobiet nie może przerwać ciąży z powodu "zakazu prawnego" i "presji społecznej". Istnieją jednak inne przyczyny, które mogą powodować, że aborcja nie dochodzi do skutku. Przede wszystkim rzeczywistość pokazuje, że kobieta dowiaduje się o ciąży w różnym jej stadium. Czasem kobieta nie spodziewa się nawet że nosi kogoś w brzuchu przed piątym miesiącem (to nie jest wcale takie rzadkie wbrew pozorom). ten sposób te kobiety są pozbawione "wyboru" , który przecież jest w większości krajów również ograniczony. Czy też może argument o "niechcianym" dziecku zmusza nas do legitymizacji aborcji bez ograniczeń? (czasowych, prawnych itd.). W gruncie rzeczy jak powinna wyglądać według Ciebie aborcja w kodeksie prawnym?

    To ważne pytanie, bo nawet człowiek, który jest za aborcją powinien zauważyć niekonsekwencje i niebezpieczeństwa prawne jakie ze sobą niesie. Legalizujmy aborcję do 12 tygodnia? A co wtedy, gdy znajdzie się kobieta, która nie chce rodzić, a jest już w 13 tygodniu? Będziemy psuć prawo i szukać wybiegów? Właściwie moje pytania nie są potrzebne, bo to już się dzieje. W wielu kodeksach prawnych istnieje aneksik "zagrożenia zdrowia psychicznego" traktowany nadmiernie "elastycznie". A Twój przykład aborcji płodu z Downem? W końcu większości krajów zdrowe embriony i płody zabija się do 12 tygodnia a chore do 24 tygodnia lub do porodu. Czyżby niepełnosprawni stawali się ludźmi później niż ludzie zdrowi? A co z zabijaniem płodów powyżej 12 tygodnia i 24 tygodnia? Czy one mają prawo do obrony?

    OdpowiedzUsuń
  21. Wczoraj chciałem napisać więcej, niestety była burza, co uniemożliwiło mi przekazanie wszystkich wątków i odpowiedź na wszystkie Twoje wątpliwości.

    Odniosę się też do Twoich wątpliwości co do zygoty. Zygota jest etapem ludzkiego życia, tak jak etapem ludzkiego życia jest bycie noworodkiem. Noworodek również nie posiada wielu charakterystyk, które posiada człowiek dorosły, jednak nie zmniejsza to jego człowieczeństwa. Poruszyłaś też argument, że zygota jest "zalążkiem życia". Pytanie czy zalążek życia jest żywy? Oczywiście, że tak. Argumentujesz, też, że nie jesteś pewna czy zygota jest człowiekiem. Oczywiście, uważam, że jest nim, jednak nawet jak by było inaczej jest coś takiego jak prawa zwierząt. Jak będzie trzeba powołam się i na to. Zwolennicy aborcji odrzucają też obecnie argument o braku człowieczeństwa zygoty (embriona i płodu również). Teza o braku człowieczeństwa tych form jest nie do obrony. Dlatego formułują stwierdzenie, że zygota (embrion/płód) nie jest osobą, wskazując, że osobowość zależy nie od statusu godności żywej istoty, a od pewnych cech (świadomości, autonomii). Przesłanka autonomii jest łatwa do obalenia, bo w świecie rzeczywistym mamy wiele zygot poza organizmami swoich matek (kłania się in vitro). Natomiast co do świadomości, nie możemy wiedzieć, czy dany byt jej nie ma jeśli nie umiemy się z nim porozumieć (może ją ma, a może nie ma). W gruncie rzeczy świadomość jest dość mętnym pojęciem. Wiem, że decyduje sam o sobie (oczywiście nie w sposób całkowity), ale znam ludzi, którzy o sobie decydować nie mogą z powodu różnych chorób. Uważam, że brak świadomości tych chorych nie zmniejsza ich godności osobowej.

    OdpowiedzUsuń
  22. W swoich wypowiedziach poruszyłaś też tematy antykoncepcji i życia seksualnego (wcześniej też np. eutanazji i kary śmierci). Zazwyczaj odbijam te napomknięcia jako zmianę tematu dyskutanta (błąd dyskusyjny "red herring").

    Napomknę jednak trochę o życiu seksualnym. Jestem osobą, która kocha życie, także w tym jego aspekcie. Nie jestem pruderyjny ani przeciwny życiu seksualnemu. Jednak by życie seksualne sprawiało prawdziwą radość, przyjemność i wyrażało miłość nie może to odbywać się ze szkodą dla jednej stron. A prawie zawsze stroną poszkodowaną są kobiety. Współcześnie wszystkie konsekwencje relacji seksualnych ponoszą właśnie one. To, może właśnie dlatego często one czują się "sprasowane", jak "inkubator". Dużo można by było pisać o tym, jakie straty ponoszą kobiety na tej wojnie. Ja się odniosę do jedenj sprawy. Oszukiwania kobiet. Oszukuje bowiem się ludzi słabych i mało wartościowych, z takim stwierdzeniem o płci pięknej się nie zgadzam.
    Przeanalizuj proszę informacje o działaniu tabletek antykoncepcyjnych:
    http://www.gedeonrichter.pl/gedeonrichter/dane/pdf/Rigevidon%200.03%20+%200.15%20-%20Ulotka%20dla%20pacjenta.pdf ("zapobieganie zagnieżdzania się zapłodnionej komórki jajowej"),
    http://chorujena.pl/Leki/884-Harmonet ("które zmniejszą prawdopodobieństwo implantacji komórki jajowej"- dla mnie to obrażanie kobiet i traktowanie ich idiotek. Nawet nie napisali "zapłodnionej")

    OdpowiedzUsuń
  23. Obiecywałem też niespodziankę. Oglądałem ciekawy film o niepełnosprawnej dziewczynce i wspaniałej, niezwykle silnej kobiecie, która jej pomagała. Myślę, że film jest wart obejrzenia; a tak inteligentnej i wrażliwej osobie na pewno się spodoba (mówię to szczerze:). Jest też strona internetowa gluchoniewidomi.pl: subskrypcję i odwiedziny polecam:)
    Obiecany film:
    http://www.youtube.com/watch?v=OwpViU49DAM&feature=related
    Życzę miłego weekendu droga Rebeco:) Fajnie było Ciebie poznać, szkoda, że przez internet:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcinie :).

      O tym mówiliśmy już wcześniej: problem definicji człowieczeństwa - jest kluczowy w naszej dyskusji. Ty bronisz wartości życia samego w sobie, powołując się na argument, że zygota - jest człowiekiem w równym stopniu, co noworodek lub osobnik dorosły. Ja mówię tylko tyle, że zygota - jest życiem; zaś nie potrafię powiedzieć, że jest człowiekiem, świadomym bytem etc. Oczywiście "świadomy byt", to pojęcie nieco groteskowe, ponieważ w rzeczywistości nie posiadamy (ani ja, ani Ty, ani nikt) wystarczającej ilości danych na temat "umysłu", "bytu" itd. Lecz w tej dyskusji nie chcę wkraczać w tego typu rejestry, gdyż jest to wątek na zupełnie odrębną dyskusję (mistyczną, emocjonalną; filozoficzną) - na pewno nie pod tym artykułem. Jednakże - skoro upierasz się przy przy tym, że nie możemy stwierdzić, czy zygota ma świadomość, czy nie (tylko dlatego, że nie możemy się z nią porozumieć, nawiązać komunikacji) - wg mnie, drogi Marcienie, to jest akurat bardzo słaby argument. Jeśli bowiem założymy, że zygota ma świadomość, jest pełnowartościowym człowiekiem, a my jedynie nie możemy się z tą świadomością skomunikować - to idąc tym tropem: nie możemy również wiedzieć, czy owa zygota pragnie żyć, czy nie pragnie. To jest ślepy zaułek, Marcinie, w który sam się zapędziłeś:). Co w sytuacji, jeśli Ty uprzesz się, że dana zygota (która np.: będzie dzieckiem upośledzonym) "pragnie żyć", podczas gdy "świadomość tej zygoty" - "będzie przeciwnego zdania"? Jak rozwiążemy ten problem? Przyznaj, że takie rozważanie nie ma sensu. Nie rozwiążemy tego problemu w żaden sposób - i takie dywagacje ani trochę nie rzucają nowego światła na kwestię, iż to kobieta rozważa to, co dzieje się w jej ciele i właśnie ona winna mieć prawo decydowania o sobie, swoim dalszym losie, emocjach - i wnętrzu własnego brzucha. Oczywiście, że kwestia aborcji musi być regulowana prawnie - lecz niech będzie to mądre, szerzej akceptowalne prawo. Ochrona życia dla samej idei pro-life jest tak samo niemądra i krzywdząca, jak przyklaskiwanie aborcji bez chwili poważnego wahania, zastanowienia i rozważenia, co jest dobre, a co nie.

      Pytasz w takim razie, jak według mnie poprawić ów zapis prawny - polskiej ustawy antyaborcyjnej. Odpowiem Ci, że dokładnie - nie wiem, jak. Gdybym chciała tworzyć prawo - zostałabym prawnikiem. Tymczasem zostałam pisarzem, dziennikarzem. Co to o mnie mówi? Zostawiam akty prawne - prawnikom. Nie zamierzam przybierać tonu "dydaktycznego" wobec ludzi, tworzących prawo. Będę ich krytykowała, jeśli w moim poczuciu, w mojej świadomości - popełnią błąd. Będę wówczas pisała takie artykuły, jak ten. Ale nie mam zamiaru wyręczać nikogo z jego pracy, ani spychać go - z jego ścieżki. Ja mam swoją robotę do wykonywania na tym świecie - inni mają swoją:).

      Usuń
    2. Kolejna sprawa:

      uznałeś moją wzmiankę o antykoncepcji za błąd dyskutanta. Dlaczego? Jeśli mówimy, że zygota jest człowiekiem - dlaczego mielibyśmy zatrzymać się na tym etapie, a nie pójść dalej, głębiej? Jeśli zygota jest człowiekiem - może człowiek jest bytem w znacznie szerszym aspekcie, aniżeli ten, który postrzegamy i rozumiemy na poziomie materii? Może "świadomy byt" - ma swój początek daleko przed chwilą poczęcia? Czy w takim przypadku - kobieta, która stosuje pigułkę antykoncepcyjną - nie byłaby aby morderczynią? Naprawdę - chcesz iść ze mną w tego rodzaju dialog?

      Poza tym - nie generalizowałabym niczego w taki sposób, że kobiety są oszukiwane przez mężczyzn, wykorzystywane. Konsekwencje relacji seksualnej ponoszą obie płci - każda na swój sposób. Większość z nas pragnie kochać i być kochanym - i "lądować w łóżku" z wielkiej, czystej, uczciwej miłości. Jednak - nie zawsze się tak dzieje. Często poszukujemy, błądzimy, mylimy się - w poczuciu tak samych siebie, jak i natury partnera... Czasami konsekwencje współżycia - rzutują na całe późniejsze życie. Mogą życie - wzbogacić, mogą i złamać. Medal zawsze ma dwie strony. Trzeba być szczerym - i jednocześnie ostrożnym. Ale nie zawsze się udaje. Czasem człowiek popada w brawurę i afekt - czasem staje się ofiarą cudzych niedobrych intencji.

      Kiedy czytam artykuły "obrońców wszech życia" na temat taki, że jeżeli dziewczyna została zgwałcona - to wówczas państwo powinno jej zapewnić wsparcie psychologa, aby pokazać dziewczynie, przekonać ją, iż poczęte w niej życie - należy chronić i miłować, zamiast - bezsensownie - uśmiercać: wtedy krew zastyga mi w żyłach.

      Jak kochać twór zalęgnięty w macicy, który jest "owocem" przemocy i materiałem genetycznym psychopaty? Nawet nie chcę próbować odpowiadać na tak postawione pytanie...

      Jeżeli kobieta potrafi takiego potomka kochać i zechce go urodzić, a i wychować - wtedy: w porządku, i nic mi do tego.

      Lecz jeżeli w takowym przypadku - kobieta pragnie aborcji: będę jej broniła. I bardzo bym chciała, aby "psychologiczne" bądź "kościelne" pranie mózgu - takiej kobiety nigdy nie dotknęło, nie zraniło.

      I jeszcze jedna sprawa:

      Usuń
    3. Dziękuję za polecenie ciekawego, myślę, filmu o niepełnosprawnej dziewczynce - miło mi, że określiłeś mnie jako inteligentną i wrażliwą:). Kiedy tylko czas pozwoli, z przyjemnością - zapoznam się z filmem:).

      Tymczasem tu-i-teraz - chcę dodać do naszej rozmowy rzecz następującą:

      nie chciałabym, żebyś poczytał mnie w spósób niewłaściwy, tzn.: niezgodny z moim rzeczywistym obrazem. Nie mam wątpliwości co do tego, że osoby niepełnosprawne - są normalnymi, całkowitymi, pełnowartościowymi ludźmi (nie wiem nawet, jak to precyzyjnie ująć, aby nikogo niezamierzenie nie obrazić). Nie uważam jednak, że matki, w łonie których rozwijają się takie dzieci - powinny pozostawać odcięte z przyczyny sztucznego-prawa-ludzkiego od suwerennej decyzji względem tak potencjalnego, późniejszego życia własnego potomka, jak i przebiegu swojego życia. Nie uważam, że wszyscy jesteśmy taśmową produkcją bezimiennej, jednolitej matrycy - że nasze losy są jednakowe, bliźniacze i jałowe jak kalkomania, pozbawione indywidualnego wglądu w nas samych i bardzo prywatnych, intymnych prognóz na dalszą egzystencję. Nie uważam, że wszyscy musimy żyć - ponieważ tak nakazuje nam prawo. Nie uważam, że wszystko i każdy na świecie - jest dziełem świętego przeznaczenia. Istnieją też przypadki, straszliwe błędy i przegrane... Uważam, że intuicja kobiety, jej naturalne sprzęgnięcie z własną biologią oraz poczucie tak ciała, jak psychiki - mają po wielokroć znaczenie koronne.

      ... ja od początku mówię tylko tyle, Marcinie: nic nie jest czarnobiałe. Nic - w całości - od A do Z - nie jest wyłącznie dobre, ani wyłącznie złe.

      No więc, jak będzie? Będziesz dalej kategoryzował?

      Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie:)

      Usuń
  24. Witam znowu, Marcinie:).

    W tej chwili nie mam czasu, by odpowiedzieć Ci na komentarze - lecz niebawem to uczynię, starając odnieść się jak najpełniej do treści, które poruszyłeś.

    Również bardzo się cieszę, że mogliśmy się poznać - a naszej ciekawej dyskusji, to jeszcze nie koniec:).

    Póki co - miłej niedzielki Tobie życzę i obiecuję, że jak najszybciej wrócę tutaj z nowymi komentarzami:).

    Pozdrawiam serdecznie i do miłego:).

    OdpowiedzUsuń
  25. Witam ponownie!
    Odniosę się teraz do Twojego argumentu o zygocie. Przede wszystkim brak wiedzy o tym czy ktoś chce żyć lub nie chce żyć moim zdaniem
    powinien przekonywać do odrzucenia aborcji. Bo po co ryzykować?
    Co jeśli tak naprawdę chce żyć? Po prostu nie ryzykujmy. Co do świadomości sama przyznajesz, że to pojęcie dość mętne i "mistyczne".

    Istotnie może się okazać przeciwnie, że zygota nie chce żyć. Ale czy to powód by ją zabić? W swojej pracy będę miał duży kontakt z osobami, które nie chcą żyć. Myślę, że brak chęci życia nie zabiera nikomu prawa do życia. Naszą sprawą jest dotarcie do powodów, dlaczego dany człowiek nie wykazuje tego pragnienia. Zazwyczaj to wina całego społeczeństwa, rodziny tej osoby, czasem jej błędów. Podejdźmy do tych osób z życzliwością, myślę że to w wielu sytuacjach wystarczy do obudzenia woli życia. Zauważ, że pozostawiając przy życiu zygotę "bez pragnienia życia" mamy jeszcze szansę choćby przywrócić jej to "pragnienie" (choć by nawet ta szansa była iluzoryczna). W przypadku zabicia zygoty nic już nie da się zmienić (no chyba, że będziesz upierała się przy jakimś argumencie teologicznym, bo pamiętam, że jesteś wierząca).

    Na koniec dodam, że nawet jeśli zygota nie ma świadomości, to i tak jest dla mnie moim "bratem" lub "siostrą". Jest niepowtarzalna tak jak zestaw genów, który posiada. Ma już płeć i konkretne cechy, które zaczynają się aktualizować. I jest człowiekiem! Bo w końcu czym? Marchewką? Gorylem? Z aktu seksualnego dwójki ludzi powstaje człowiek. Dla mnie jest fascynująca, bo jest żywą, niewinną istotą. Dla mnie każde życie jest fascynujące. Życie dziewczyny, chłopaka, niepełnosprawnego i pełnosprawnego a w końcu nienarodzonego i narodzonego. Zresztą fascynuje się życiem nie tylko człowieka, lecz innych istot żywych. Jeden z naukowców, Pamela Lyon stwierdziła, że mają one rodzaj "inteligencji", "poznania"
    http://www.innovateus.net/health/what-zygote
    Spójrz czyż ona nie jest niesamowita?

    OdpowiedzUsuń
  26. Pani Pamela Lyon powiedziała tak o najmniejszych z istot żywych i naszych "braciach" mniejszych: bakteriach:) (dodam tylko, że tylko niektóre bakterie wywołują choroby, może powinniśmy spojrzeć na nie w sposób bardziej życzliwy?)

    OdpowiedzUsuń
  27. Oczywiście nie chcę Tobie wytykać błędów w argumentach, ale według mnie nie jest potrzebne odchodzenie od tematu. Ważnym tematem jest kwestia istotnego wsparcia wobec kobiety w ciąży. Antykoncepcja nie rozwiązuje problemu niechcianej ciąży: według jej zwolenników może ten problem jedynie ograniczać. Zawsze się znajdą sytuacje, w których na antykoncepcję jest już za późno.

    Jesteś droga Rebeco, zbyt optymistycznie nastawiona do kwestii wykorzystywania kobiet. Odwołajmy się do faktów. To kobieta ponosi konsekwencje stosunku seksualnego. Większość środków antykoncepcyjnych oferowana jest kobietom. To kobiety też ponoszą odpowiedzialność gdy ona zawiedzie (muszą zdecydować aborcja czy rodzić, co wiążę się z dalszymi dylematami). Mężczyzna (uwierz mi) zazwyczaj już jest daleko... "W końcu nie tylko ze mną uprawiała seks" (jak dla mnie to jest dyskryminacja kobiet).

    Kobiety ponoszą wszelkie skutki zdrowotne przyjmowania "środków antykoncepcyjnych". Nawet używanie prezerwatywy przez mężczyznę szkodzi kobiecie, prowadzi do powstania nadżerek, grzybicy.

    I na koniec kwestia, którą poruszyłaś: o tym, że człowiekiem "jest się głębiej, wcześniej, dalej niż materia". Nie używam argumentów teologicznych, i nie chce rozmawiać o istnieniu duszy przed jak i po poczęciu. Fakt jest jeden: koncerny farmaceutyczne ukrywają przed kobietami poronne działanie tabletki antykoncepcyjnej (za ładnymi słówkami "marketingu", "nowomowy" i "zapłodnionej komórki jajowej"). Jak dla mnie to nie kobieta jest morderczynią lecz to koncerny farmaceutyczne to zwykli mordercy kobiet. O tym też możemy podyskutować.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ciąża z gwałtu jest jednym z najbardziej traumatycznych przeżyć jakie może doświadczyć kobieta w swoim życiu. Odrzucam możliwość aborcji w tej sytuacji. Argumenty odnoszę nie tylko do godności samego płodu, który mimo, że jest synem/córką zbrodniarza jest całkowicie niewinny (syn zbrodniarza może być taki jak on, ale może być zupełnie inny). Ważniejsze są jednak argumenty odnoszące się do samej sytuacji kobiet zgwałconych.

    Jaka jest sytuacja kobiety zgwałconej w ciąży?Sąd by skazać kogoś za gwałt potrzebuje dużo czasu (zazwyczaj). Ciąża trwa relatywnie krótko,często ustawowy termin abor. trwa jeszcze krócej. Żebyś mnie dobrze zrozumiała ja zawsze wierzę, kobiecie która twierdzi, że została zgwałcona. Problem leży gdzie indziej. Nie wiem, kto jest gwałcicielem. Kto mi zaręczy, że nie zgwałcił jej ojciec albo brat, który teraz "gra dobrego wujka", popierając jej aborcję. Nie zmuszam kobiety do tego by kochała swoje dzieci. Wreszcie wielokrotnie proponowałem by kobieta nie musiała chodzić w ciąży w 9 miesięcy, lecz by mogła zakończyć wcześniej ciążę, oczywiście bez zabijania płodu. Twoje słowa wskazują, że szanujesz i bronisz ofiary gwałtu bardzo mi się podoba.Mogę się zgodzić z celami, niestety nie mogę się zgodzić ze środkami.

    OdpowiedzUsuń
  29. Z pewnością jeszcze odpowiem na Twoje argumenty. Rzadko kiedy można spotkać kogoś kto tak dobrze kategoryzuje (troszkę żartu:) Twoje wypowiedzi świadczą o wrażliwości (i inteligencji), masz dobre intencje służby kobietom, jednak środki, które przyjmujesz są do dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  30. Witaj, Marcinie :).

    Dziś zacznę od tego, że stawianie sprawy w ten sposób, iż zygota ludzka jest "marchewką" lub "gorylem" - jest jednakowo niemądre, co mówienie, iż jest "niewinną istotą" i "moim bratem".

    Zalążek życia (zygota), który począł się z nasienia np.: psychopaty, zwyrodnialca, oprawcy - gwałciciela - moim bratem stanowczo nie jest. A pierwszą niewinną istotą, o której jakość życia w powyższym przypadku należałoby zadbać - jest zgwałcona kobieta, nie zaś efekt zbrodni, który - wbrew jej woli - został "umieszczony" w jej ciele. Co kobieta uczyni z takowym poczęciem - to sprawa między kobietą a Bogiem (bądź między kobietą a jej racjonalnym umysłem; bądź między kobietą a jej sumieniem, a jej moralnością, a jej intuicją, a jej rodziną etc.), lecz na pewno nie między kobietą - a Tobą.

    Według Ciebie "świadomość bytu człowieczego" na poziomie zygoty jest ważniejsza od "świadomości bytu człowieczego" na poziomie kobiety. Gdybym to ja była obrończynią wszech życia, głosiłabym, iż oba życia są równoważne. Ty głosisz, że sama idea życia, zawiązek, sam akt poczęcia - z natury rzeczy są niewinne i czyste, a poprzez te cechy: ważniejsze od wszelkich innych aspektów i etapów życia. Nie zgadzam się z takim poglądem. Dla mnie - efekt gwałtu w postaci potencjalnego potomka nie jest niewinną, czystą istotą i wspaniałym, niepowtarzalnym zestawem genów - dziękuję serdecznie za zestaw genów od psychopaty. Nigdy nie chciałabym znaleźć się w tego rodzaju sytuacji - przeżyć jedną z najmocniejszych traum możliwych do przeżycia w doczesnym świecie tylko po to, by potem sztab psychologów i miłośników życia - zamiast mnie wesprzeć i pomóc dokonać najstosowniejszego dla mnie i moich bliskich wyboru - prał mi głowę i mordował moje własne sumienie, wpychając się kompletnie nieproszenie w te rejestry mego prywatnego życia, gdzie ich własne sumienie - wtargnąć im: w żaden sposób nie winno zezwolić.

    Boże, chroń mnie przed ludźmi, dla których aborcja w każdej z możliwych sytuacji - jest kategorycznym morderstwem, a wg których gwałt - jest okazją do poczęcia wartościowego, niewinnego życia i uczynkiem łagodnym, ludzkim oraz zasługującym na bezgraniczną akceptację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że w swoich opiniach stajesz po stronie kobiet. Ale mnie - Twoje "stawanie po mojej stronie" - osobiście nie zawsze odpowiada.

      Z jednej strony mówisz, że to kobieta - zawsze i w każdej sytuacji ponosi konsekwencje relacji seksualnej. Z drugiej - w sytuacjach mocnych czy drastycznych (jak ciężka choroba płodu czy zygota będąca efektem gwałtu) - narzucasz wszystkim kobietom jednoznaczne, bezkompromisowe rozwiązanie. "Rozwiązanie" - to znaczy: zachowanie zygoty przy życiu - bez względu na indywidualne okoliczności i aspekty sytuacyjne. Cóż za wąskotorowość. Bystry, myślący logicznie facet - a tu: klops, wstyd.

      Fakt, że jestem osobą wierzącą - nie ma tu nic do rzeczy. Nie uważam się za katoliczkę, choć wierzę w Boga - mimo czego unoszę się raczej poza religiami. Dla jednych dylematy egzystencjalne będą wątkiem pomiędzy nimi samymi a Bogiem, dla innych - między samymi sobą a przyjętym kodeksem wartości.

      Mój kodeks wartości przypomina mi jedno: zazwyczaj kobieta, niezależnie od rodzaju wartości, które wyznaje - jest obdarzona intuicją i ścisłym sprzęgnięciem z poczuciem, właściwościami i potrzebami własnego ciała. W przypadku dowolnej ciąży - większość kobiet doświadcza zupełnie nowej palety odczuć, emocji i przekonań, które doskonale "mówią jej", co powinna uczynić, jak postąpić. Najczęściej - my kobiety - jesteśmy kapitalnie sprzęgnięte z własnym ciałem. Nasze myślenie bardzo często jest "organiczne", "biologiczne" - i to własne ciało naogół podpowiada nam, jak powinnyśmy zachować się w określonej sytuacji. Żaden mężczyzna - nie pojmie tych kobiecych mechanizmów do końca. Dlatego, że poczucie własnego ciała - przez mężczyzn - zawiera się wyłącznie w pragnieniach seksualnych. Natomiast dla nas - impulsy i sygnały posyłane przez własne ciało - są więcej zróżnicowane i wysublimowane. My świetnie wiemy, czego chcemy i co powinnyśmy - pod warunkiem, że świat zewnętrzny nie prasuje nas bezapelacyjną presją, próbując zagłuszyć, bliski kobietom, głos natury.

      Nic nigdy nie zastąpi nam tej samoświadomości, nic nigdy nie dorówna naszemu "sposobowi interpretowania rzeczywistości" - a już na pewno nie dokona tego zimne,radykalne, ludzkie prawo. To dlatego - zwykle - kobiety nie są strategami wojennymi, lecz matkami. Ty, mężczyzno, proponujesz poglądy "pro" albo "anty" - ja odpowiadam, że życie nie jest czarnobiałe. Ty - możesz grać w szachy, a ja - mogę poobserwować grę zaprzyjaźnionych szachistów, a w międzyczasie (gdy grający nawet się nie zorientują) - mogę przygotować im ciepłą przekąskę. Bo jestem kobietą. Jestem pół kroku albo krok przed tobą - i umiem dostrzec niezauważalne, czy zwyczajnie dostrzec te niuanse znaczeniowe, które Twej pragmatycznej uwadze uchodzą.

      Na strategiach - nie znam się ani trochę. Ale dobrze wiem, co to emocje. Dlatego nie chcę, by w miejsce moich emocji - wciskały się "dane statystyczne", "encyklopedyczne", "naukowe" oraz "prawne". Nie chcę, by system, by akty prawne - traktowały mnie jak bezkształtną maskę, podległą pod ścisły i jedyny możliwy szablon człowieczych zachowań. Ja sama - wiem, co czuć, i co myśleć. Nie chcę, aby moją własną gradację wartości - narzucało na mnie odgórnie prawo, które jest nieplastyczne i anonimowe.

      Aborcja - według mnie - zawsze: na ostatnim miejscu do rozważenia. Lecz w niektórych sytuacjach - pozostanie ona w mych oczach najmniejszym z wyobrażalnej gamy zła. Ja dostrzegam sytuacje, w których aborcję - można zrozumieć, uszanować i przyznać jej rację bytu. Nie wiem, czy można ją usprawiedliwić, bo ocenianie nikogo nie jest ani moim celem, ani chęcią, ani tym bardziej umiejętnością - wiem jednak, że mogę aborcję zrozumieć i niekiedy przyznać jej rację bytu. Ty - tego nie potrafisz.

      Pozdrawiam serdecznie; mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy :).

      Usuń
  31. "Dziś zacznę od tego, że stawianie sprawy w ten sposób, iż zygota ludzka jest "marchewką" lub "gorylem" - jest jednakowo niemądre, co mówienie, iż jest "niewinną istotą" i "moim bratem"."
    Zygota jest ludzka! Wreszcie to przyznajesz. Chociaż dla mnie ważniejsze stwierdzenie jest stwierdzenie o jej niewinności. Przede wszystkim ludzka zygota jest kimś niewinnym. Winę nie można utożsamiać z ludzkim genotypem i możliwościami genetycznymi. To, że ktoś ma geny od zwyrodnialca nie oznacza, że sam będzie zwyrodnialcem. Dla mnie każda niewinna istota ludzka (a także szerzej każda istota żywa) jest czymś niepowtarzalnym. Jeden z największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości, Józef Stalin był również gwałcicielem. Pozwolił by żołnierze Armii Sowieckiej zgwałcili miliony niemieckich, polskich i węgierskich kobiet. Sam używał przemocy seksualnej wobec "swoich kobiet". Oczywiście to są okropne zbrodnie. Ocena zbrodniczego ojca jednak nie może być rozciągana na jego dzieci. Ojca się nie wybiera. Potomkowie Stalina wbrew prostalinowskiej w większości opinii Rosjan, potępiają zbrodnie swojego przodka (tylko jeden z jego wnuków broni jego polityki). Co chce powiedzieć przez ten przykład? Dzieci nawet największych zbrodniarzy mogą wyrosnąć na porządnych ludzi. Nie skreślajmy ich.

    Nie mogę się zgodzić z tym, że posiadanie samych genów jakiegoś swojego przodka jest winą. Rebeco nie znasz swoich wszystkich przodków: skąd wiesz, że np. ktoś w Twojej dalekiej rodzinie nie przekazał Tobie jakiś "zbrodniczych" genów? Czy nie jest możliwe? Nie wiemy nawet jakie geny gwałciciel przekazał zygocie (ludzki genotyp to ogromna mapa, której aktualizowanie trudno przewidzieć). Geny nie determinują też przyszłego zachowania osoby, każdy z nas ma pewien zakres wolności, wpływa też na nas nasze otoczenie. Nie zapominaj też, że ta zygota, którą niesłusznie wyzywasz od zwyrodnialców posiada również geny kobiety. Jeśli zgwałcona kobieta ma partnera lub męża to trudno też ocenić, czy zabijamy rzeczywiście potomka gwałciciela czy córkę/syna pary (wystarczy pomyłka o tydzień dwa w ocenie wieku ciąży i mamy problem).

    OdpowiedzUsuń
  32. Traktuje na równi kobietę i zygotę. Nigdzie nie napisałem, że gwałt jest "czymś łagodnym". W swoim wywodzie piszesz, że aborcja to sprawa tylko między kobietą a jej Bogiem (sumieniem, umysłem etc.). Także, że nikt nie ma prawa wtrącać się w tą decyzję. Myślę, że jedna ze zainteresowanych stron nie została przez Ciebie uwzględniona. Kwestia aborcji to kwestia między kobietą a jej dzieckiem. Zwolennicy aborcji pragną przeciwstawić kobietę dziecku i dziecko kobiecie (albo starają się je nie zauważać).

    Dlaczego? Myślę, że powód jest dość paradoksalny. "Niech się idiotka martwi swoim brzuchem, a nie dochodzi swoich praw lub mści się na nas." (żeby nie było to nie moje słowa to tylko przykład myślenia mężczyzn- zwolenników aborcji). Kobieta rozważa czy powinna przerwać ciążę, a gwałciciel chodzi na wolności, mężczyźni nie płacą alimentów, pracodawcy wyrzucają z pracy pracownice z brzuchem. Aborcja daje wolną rękę by dalej niewolić kobiety. Aborcja jest bardzo wygodna: kobieta ma "wroga" , "kozła ofiarnego", którym może się zająć.

    OdpowiedzUsuń
  33. Wobec aborcji formułuje zarówno argumenty wynikające z szacunku do istoty żywej przed narodzinami jak do samej kobiety. "Aborcja to prawdziwy wyzysk kobiet" jak to powiedziała jedna z feministek.

    Aborcja to pierwszy przyjaciel przestępców seksualnych, dzięki niej mogą przykryć swoje zbrodnie. Zaprowadzić zgwałconą partnerkę do ginekologa i pozbyć się "dowodu". To paradoks: dziecko gwałciciela dostaje karę śmierci, gwałciciel najwyżej 12 lat. Po wyjściu z więzienia może zrobić wszystko: pójść do swojej ofiary i się na niej zemścić (zabić, zgwałcić, okaleczyć). Za gwałt powinna być kara śmierci. Albo lepiej! Niech gwałciciel całe życie pracuje i płaci swojej ofierze. Wprowadźmy też dodatkową karę dla tych gwałcicieli co spowodowali ciążę u swojej ofiary. Niech płaci za każdą krzywdę kobiety! To gwałciciel spowodował ciążę kobiety więc on za to przede wszystkim powinien za to odpowiadać (stąd dodatkowo kara).

    OdpowiedzUsuń
  34. Aborcja to prawdziwy wyzysk kobiet jak powiedziała jedna z feministek. Formułuje argumenty przeciw aborcji zarówno z powodu szacunku do istoty żywej przed narodzinami jak i z chęci ochrony kobiety.

    To nie zygota jest winna ciąży z gwałtu. To gwałciciel spowodował ciążę, która jest dla kobiety trudnym przeżyciem. Ergo: gwałciciel powinien odpowiadać za nie tylko zbrodnię gwałtu, lecz za to, także że postawił kobietę w tak trudnej sytuację wyboru. Zgadzam się z Tobą, że ważne jest wspieranie kobiet po gwałcie, trzeba też zaostrzyć kary za gwałt. Tylko wtedy kobiety będą bezpieczne. 12 lat to za mało: gwałciciel może wrócić i się zemścić.

    OdpowiedzUsuń
  35. Postawa za życiem nie może się koncentrować jedynie na atakowaniu aborcji. Każda kobieta stojąca przed wyborem aborcji cierpi: naszym zadaniem jest wspieranie jej, także jeśli zdecyduje dokonać aborcji. Nie tylko po to " by ja nawrócić" lecz po to by mniej cierpiała. Podobnie naszym zadaniem jest dyskutowanie ze zwolennikami aborcji.Nie wiem czy jestem wąskotorowy, wiem ,że jestem mało inteligentny. Dyskutując z osobami inteligentnymi uczę się przedstawiać swoje argumenty w sposób racjonalny i kulturalny. Jeśli gdzieś Ciebie zraniłem, to przepraszam. Z chęcią zmienię temat: Czy współcześnie kobiety są poddawane ludobójstwu? Jak sądzisz Rebeco?

    OdpowiedzUsuń
  36. W swojej argumentacji zwolennicy aborcji często wpadają w błąd zwany "straw man fallacy". Błąd ten polega na przedstawianiu poglądów drugiej strony w sposób zupełnie niezgodny z rzeczywistością, wymyślanie poglądów drugiej strony i dyskutowanie z nimi. Nigdzie nie powiedziałem, że gwałt jest czymś łagodnym i dobrym. Podkreślam, że to zbrodnia, a w swoich wypowiedziach użyłem słowa "zbrodniarz" we wszystkich przypadkach. Mam także wielkie marzenie pracować jako psycholog z kobietami i dziećmi - ofiarami przemocy. Uważam, też że zaprzeczanie i obrażanie ofiar gwałtu powinno być również karalne (często słyszy się wypowiedzi o zgwałconych kobietach, "że są same sobie winne", dla mnie taka wypowiedź jest haniebna i również powinna być karana więzieniem).

    OdpowiedzUsuń
  37. Witaj, Marcinie :).
    W żadnym przypadku mnie nie uraziłeś, nie zraniłeś - w moim poczuciu uprawiamy tu dobrą kłótnię, to znaczy: dyskutujemy, nie obrzucając się nawzajem błotem. Oczywiście - jak to w zaangażowanej dyskusji - niekiedy pewne wypowiedzi stają się zaostrzone, a dzieje się tak, kiedy czy Ty, czy ja, staramy się jak najlepiej obronić swoje przekonania. Poza tym moim zdaniem jesteś inteligentnty, przedstawiasz swoje racje dokładnie, taktownie i na każdą z nich próbujesz znaleźć stosowne, logiczne argumenty. Bardzo mi się to podoba, natomiast że różnimy się w opiniach - to zupełnie inna kwestia :). Myślę, że to dobrze, że się różnimy - bogactwo człowieczeństwa opiera się przecież na różnicach pomiędzy nami - rozmaitymi ludźmi, i w tym całe piękno :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz przejdźmy do naszej dyskusji, Marcinie.

      Widzę, że się ucieszyłeś, że nareszcie przyznałam, że zygota jest ludzka - ale to niezupełnie tak. Nigdy nie powiedziałam, że zygota jest czy przedmiotem, czy zwierzęciem, czy warzywem - oczywiście, że jest ludzka, ale dla mnie pozostaje ona zalążkiem życia, nie zaś kompletnym-nowym człowiekiem, rozwiniętą świadomością, świadomym bytem etc. W tym punkcie właśnie my dwoje od początku naszej rozmowy się różnimy - w pojmowaniu definicji na temat człowieczeństwa. I sądzę, że tych różnic - do końca pogodzić nam się nie uda.

      Ty jesteś ustanowionym przeciwnikiem aborcji i w swoich poglądach ustawiasz kobietę na pierwszym miejscu - w takim sensie, że twierdzisz, że należy ją chronić. Ale w owym chronieniu kobiety - znów zygota (nawet będąca efektem gwałtu) wysuwa się u Ciebie na główny plan, stając się ważniejszą od samej kobiety, ponieważ jest, jak mówisz, "niewinną istotą" i "Twoim bratem".

      Usuń
    2. Powtórzę, że mnie Twoje stawanie po mojej stronie - nie zawsze odpowiada :). Z wieloma Twoimi wypowiedziami zgodzić się nie mogę. Dla mnie zakładanie tak dalece optymistycznego scenariusza, że potomek gwałciciela - zbrodniarza - jest czysty jak biała tablica i nie musi wyrosnąć na zbrodniarza, więcej przypomina grę w rosyjską ruletkę, niż racjonalizowanie problemu. Powtórzę, że pięknie dziękuję za niepowtarzalny pakiet niewinnych genów od psychopaty - i wg mnie: moja to wyłącznie rzecz i wola, co bym uczyniła z takowym pakietem.

      Mówisz, że aborcja nie jest tylko wolą samej kobiety i sprawą wyłącznie jej sumienia. Powołujesz się na argument, że to przede wszystkim sprawa między kobietą a jej dzieckiem. Owszem, po części mogę się z tym argumentem zgodzić. Ale - tylko po części. W moim poczuciu potomek na poziomie zygoty jest jakoby częścią organizmu kobiety - jak gdyby fragment jej ciała, jej prywatnego sumienia, a nie odrębny człowiek, nie samodzielny świadomy byt, z jakim można by wszczynać dyskurs na temat jego woli. Możesz przekonywać do swoich racji i uważać się za obrońcę kobiet - i kiedy jako psycholog będziesz pracował z takimi kobietami (np.: ofiarami gwałtu), życzę Ci z całego serca, abyś skutecznie przekonał je do wiary w czarnobiały świat oraz zniechęcił do aborcji. Życzę Ci takich sukcesów w pracy naprawdę szczerze i bez żadnej ironii. Tacy jak Ty - są światu potrzebni i uważam, że Twoja praca - ma ogromny sens, jest słuszna i wartościowa.

      Myślę jednak, że tacy jak ja - również są światu potrzebni. Na tym polega pewien paradoks: wszyscy jesteśmy potrzebni. Dlatego nie zdziw się, jeśli w swojej drodze zawodowej spotkasz kobiety, których nie będziesz mógł uratować ani przed światem, ani przed nimi samymi. Wielu kobietom może pomożesz - ale nie bądź zdumiony, kiedy w niektórych przypadkach dotrzesz do ściany i nie będziesz mógł uczynić zupełnie nic. Kiedy w pracy spotkasz się z kobietą, która z określonych, trudnych, złożonych powodów - będzie pragnęła dokonać aborcji, a Ty nie będziesz w stanie odkłonić jej od tej decyzji. A nie będziesz w stanie nie dlatego, że jesteś "za mało profesjonalny" albo "nie dość inteligentny" - lecz dlatego, że przekonasz się naocznie, że w niektórych sytuacjach aborcja może być najmniejszym złem. Myślę, że spotkasz się z takimi sytuacjami.

      Możemy opowiedzieć sobie tutaj o pięknie tego świata - o tym, że życie jest darem, cudem i cnotą samą w sobie. O idealizmie, o psychologii, o metodach terapeutycznych, o pomaganiu i tak dalej... Ale możemy opowiadać w ten sposób, bo - teoretyzujemy. W krainie hipotez i idealizmu - jesteśmy wolni i bezpieczni. W takiej krainie stosunkowo łatwo jest podzielić problemy na konkretne kategorie - łatwo jest ułożyć sobie w głowie w pełni ustanowiony i spójny kodeks moralny czy światopoglądowy. Uważam jednak, że życie prędzej czy później - a pewnie prędzej, niż później - wtargnie do tej krainy nabudowanych teorii w sposób nieprzewidywalny i całkiem niespodziewany. Wtedy w ściśle ustalonej, litej piramidzie precyzyjnych poglądów ujawnią się szczeliny, uchyłki i dziury, które trzeba będzie zapełnić zupełnie nowymi kamieniami. Okaże się, że mocna, twarda piramida jest tylko chybotliwym domkiem z kart - i trzeba będzie dokonać całej konstrukcji od nowa, z nowego materiału. Wszystko, co dzisiaj chcemy uznawać za ciężkie, porządne cegły - jutro może okazać się wątłym papierem, śmieszną serwetką szarpaną silnymi podmuchami wiatru. I niczego nie możemy na to poradzić. Świat nie jest czarnobiały. I życie nas tego nauczy.

      Pozdrawiam serdecznie :).

      Usuń
  38. Czy zygota powstała w wyniku gwałtu wyrośnie w przyszłości na zbrodniarza? Nie wiem tego. Może tak, a może nie. Bardzo trudno to ocenić. Jednak jest coś, co mnie powstrzymuje przed zabijaniem takiej istoty. Nawet jeśli założymy najbardziej pesymistyczny scenariusz, to mamy prawo zabić tego człowieka dopiero gdy będzie chciał i planował popełnić zbrodnię. Nie wcześniej. Jeśli będziemy postępować inaczej, to doprowadzimy do sytuacji opisanej w opowiadaniu Philipa Dicka "Raport Mniejszości" (zresztą sfilmowanej: polecam). W opowiadaniu autor przedstawia wizję świata, w którym jest możliwe przewidzieć zbrodnię z ogromnym wyprzedzeniem. Co jednak jeśli ta technologia nie jest skuteczna? A może w ogóle nie da się przewidzieć przyszłości? Według mnie zabawa taka może się skończyć kolejnym, upiornym projektem "poprawiania świata", jakich znamy wiele z historii.
    Rzeczywiście nie jest niczym przyjemnym otrzymanie zestawu genów od gwałciciela. Jednak podkreślam, że lepszym rozwiązaniem jest zabicie samego gwałciciela: już nikomu nie da swoich genów. I jest to moralne i bardziej praktyczne. Po pierwsze byłoby to zabójstwo w obronie własnej. Po drugie, powód praktyczny zygota nie zagraża kobiecie. Powoduje straszne cierpienia psychologiczne (ale nie wynikają one z własnej winy tejże) jednak nie jest zagrożeniem fizycznym. Nawet jeśli ta zygota za kilkanaście lat będzie najgorszym łajdakiem, to i ta perspektywa jest daleka i mglista. Skoro tego nie wiemy, skupmy się na pomocy psychologicznej matce i na karaniu gwałciciela, by nie było więcej niechcianych, traumatycznych ciąż.
    Dodam tylko, że popieram karę śmierci. Jednak szanuje,to że być może Ty jej nie popierasz. Słusznie. Możliwe, że mamy prawo zabić zbrodniarza, choć możliwe, że takiego prawa nie mamy. To nieważne. Jeśli przyjmiemy, że nie mamy tego prawa, to tym bardziej nie mamy prawa zabić kogoś zupełnie niewinnego. Podobnie jest gdy uznamy, że jednak to prawo mamy. Prawo to będzie wynikać jedynie z zagrożenia życia (fizycznego czy psychicznego) jakie spowodował zbrodniarz, a nie z tego powodu, że nie jesteśmy pewni czy to człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  39. Czy zygota jest człowiekiem? Moim zdaniem tak, dlatego spróbuje to udowodnić. Wynika to z logiki i ciągłości cyklu życia: zygota, embrion, płód, noworodek, niemowlę i człowiek dorosły. To tylko nazwy etapów życia ludzkiego. Na żadnym z etapów życia nie zostaje dodana nowa informacja genetyczna. To zapłodnienie jest rewolucyjnym i jakościowym początkiem istnienia osobnika danego gatunku. Wszyscy biolodzy mówią o zygocie, embrionie, płodzie różnych gatunków. Tylko przy człowieku prawda o początku jest strasznie zamazana.
    Moim zdaniem błędnie obecnie początek człowieczeństwa wiąże się ze świadomością. Nawet nie chodzi o to kiedy z tą świadomością mamy do czynienia. Chodzi bardziej o to, że nie możemy utożsamiać ludzkich atrybutów z prawami człowieka. Atrybutem, przymiotem człowieczeństwa jest mądrość, jednak czy prawa przynależne człowiekowi powinny być zabrane głupcom? Chyba nie! Jedynym prawem jakie możemy pozbawić głupca jest prawo do pozostania głupim (analogia i anegdota). Podobnie z zygotą, nawet jeśli nie ma świadomości, nie pozbawia jej to człowieczeństwa. Tak jak głupota nie pozbawia ludzkich praw ludzi głupich.

    OdpowiedzUsuń
  40. Droga Rebeco!
    Naprawdę miło mi się zrobiło, gdy przeczytałem Twoje komentarze. Sądzę o Tobie w podobny sposób, że jesteś inteligentną i miłą osobą (na ile można to oczywiście ocenić przez internet). Bardzo chce pomagać skrzywdzonym, ale oczywiście nie po to by je przekonywać do ciąży. Te dwie rzeczy są rozdzielne w pewien sposób. Jeszcze będę komentował. Chętnie też odpowiem na Twoje pytania. Trochę żałuje, że ogranicza mnie czas.
    Pozdrawiam serdecznie:)
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie mógłbym się nie odezwać w Dzień Matki. Przypomniały mi się Twoje słowa, że "zygotę stawiam przed kobietą". Widać pojawiły się błędy w mojej argumentacji. Sprzeciw wobec aborcji powinien wynikać zarówno z bezpieczeństwa nienarodzonego jak i z sympatii wobec kobiety. Ideowo ruch pro-life (mówię tu o zachodnioeuropejskim i amerykańskim ruchu) stara się postępować według zasady love them both- kochajmy oboje (w domyśle i kobietę i dziecko). W żadnym wypadku kobieta nie może czuć się inkubatorem czy pojemnikiem na dziecko. Powody rozważania aborcji przez kobietę są różne. Choćby wydawały nam się błahe, zawsze są dla matki istotne. Pisałaś o ścianie. Myślę, że byłem już przy ścianie i już widziałem rozpadające się domki z kart. Natura dyskusji powinna być oczywiście teoretyczna, to jasne. Emocje w dyskusji prowadzą do złej kłótni, epatowania kto zrobił mniej a kto więcej. Jednak mogę dać Tobie trochę rzeczywistej obserwacji: prawdziwymi proliferami są właśnie matki, co udowadniają często swoją miłością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Marcinie :).

      Mówisz, że aborcja w przypadku kobiety zgwałconej, to próba wyprzedzania faktów - uprzedzania zdarzeń przyszłych. Że powinno się zabić potomka gwałciciela - kiedy będzie już dorosłym człowiekiem i dopuści się zbrodni, nie zaś na poziomie niewinnej istoty (zygoty). Mówisz, że przerwanie życia takiej zygoty jest straszliwą próbą ulepszania świata - upiornym działaniem przed faktem, przed złym uczynkiem. Taki argument zupełnie mnie nie przekonuje. Jeśli stawiamy tu postulat "ulepszania, poprawiania świata" - kara śmierci jest takim samym przejawem tego, jak aborcja. W jednym i drugim przypadku motorem napędowym wszelkiego działania jest próba skorygowania świata, uczynienia go "lepszym, więcej dogodnym i bezpiecznym środowiskiem".

      Usuń
    2. Kara śmierci - jest według Ciebie "zabójstwem w obronie własnej", więc jest to działanie usprawiedliwione z Twego punktu widzenia i moralnie słuszne. A ja się pytam wobec tego: a aborcja, na którą decyduje się kobieta zgwałcona, ma być zabójstwem niewinnej istoty i nie-obroną własną? Jest moralnie godna jedynie kary, potępienia i miana niczym nie umotywowanego zabójstwa?

      Usuń
    3. Jeżeli chodzi o Dzień Matki - napisałam na ten temat odrębny, świeży artykuł. Nie wydaje mi się stosowne występowanie z prywatnymi przemyśleniami z okazji tego święta akurat pod artykułem na temat aborcji. Jak powinnam potraktować Twój komentarz w niniejszej dyskusji - w tym właśnie dniu (w święto Matki)? Jako życzenia dla mam? Serio?

      Oczywiście: matka, która kocha swoje dziecko, jest w pewnym sensie nie tylko obrończynią życia - ale wręcz jego "czcicielką". Myślę, że dla mam - nie toczy się żadna wojna, bijatyka na ten temat: mamy po prostu kochają i wychowują swoje dzieci, bronią ich praw i jakości życia, dopóty nie osiągną one wieku odpowiedniego do tego, by się usamodzielnić. Ale ja w tej dyskusji nie rozprawiam z Tobą na temat mam, tylko kobiet, które znalazły się w sytuacji, nazwijmy to ogólnie, niechcianej, niepożądanej ciąży. Dla mnie taka kobieta stoi w ogromnie trudnej, złożonej sytuacji, polegającej na dylemacie, który tak czy inaczej, będzie zmuszona rozstrzygnąć. Dla mnie - to jeszcze nie matka, lecz kobieta w ciąży. Uważam, że tak jak my dwoje różnimy się w definiowaniu człowieczeństwa - tak i różnimy się w definiowaniu miana "matka". I stąd cała dyskusja, jak właśnie się okazuje; nie sądzisz?

      Pozdrawiam serdecznie :).

      Usuń
  42. Witam!
    Żałuje, że miałem przerwę w dyskusji z Tobą z powodu moich różnych obowiązków.
    Zacznę od mojej wstawki związanej z karą śmierci. Nie chcę Ciebie przekonywać do popierania tej kary. Chciałem tylko pokazać, że niezależnie czy ją popierasz czy nie, nie możesz pogodzić swoich poglądów z sytuacją zabijania niewinnego. Jeśli popierasz ją, to nie możesz popierasz zabijania niewinnego. Kara śmierci jest uprawniona jedynie z tego powodu, że zwraca dług niewinnym.
    Natomiast jeśli jej nie popierasz to bym bardziej nie możesz pozwalać na zabijanie niewinnych. Nota bene przeciwnicy kary śmierci formułują argumenty, że nie jesteśmy pewni czy rzeczywiście morderca zabił, bo zdarzają się pomyłki sądowe, więc ważny jest też dla nich potencjalny brak winy skazanego.
    Jestem gotów zrezygnować z popierania kary śmierci pod warunkiem Twojej zmiany zdania na temat aborcji.

    OdpowiedzUsuń
  43. Aborcja nigdy nie jest i nie była obroną własną. To, że A skrzywdził B, nie daje prawa B by skrzywdził C (nawet jeśli C jest ojcem, matką, córką czy kimkolwiek bliskim osoby A).
    Zygota nie jest agresywnym napastnikiem. I tutaj ponownie parę analogii:
    Do miejsca w którym przebywasz wpada grupa terrorystów. Mordują, biją, gwałcą osoby w miejscu którym przebywasz. Jeden z terrorystów na ręku trzyma noworodka-swojego syna (albo psa, roślinę, pająka, kamień lub co tam chcesz, jeśli naprawdę uważasz, że zygota to nie człowiek). Terroryści uciekają, pozostawiając tą istotę żywą na miejscu zbrodni. Czy ofiary powinny "wyżyć się" na tym zostawionym śladzie po krzywdzicielach? Zostawmy nawet pytanie czy to moralne lub niemoralne. Ale czy to rzeczywiście potrzebne? W pewnym sensie to pytanie daje odpowiedź na Twoje wątpliwości co do tego, że "zgwałcona kobieta decydująca się na aborcję zasługuje na miano mordercy według waszych poglądów". Rzeczywiście ofiary traumy po wydarzeniach mogłyby pod wpływem wstrząsu wyżyć się na "śladach zbrodni". To jest oczywiście poza odpowiedzialnością moralną. Zadajmy pytanie czy jednak to jest potrzebne: dodawanie do traumy jakiegoś przeżycia niszczenia? Czy nie lepiej kopnąć tego psa niech ucieka jak najdalej, ale zachować mu życie?

    OdpowiedzUsuń
  44. Natomiast co do kwestii macierzyństwa.
    Od kiedy można uznać, że kobieta w ciąży staje się matką?
    Może od urodzenia? Ale czy to moralne? I czy rzeczywiście można uwierzyć, że matką staje się kobieta po wyjściu dziecka przez kanał rodny? (czy na sekundę przed tym wydarzeniem nie jest matką?)
    Może od momentu gdy płód może przeżyć poza jej ciałem? Ale czy to jest logiczne? W tym przypadku początek macierzyństwa zależałby od geografii. W Nowej Gwinei kobiety w ciąży później przeistaczałyby się w matki, a Nowym Yorku gdzie opieka medyczna jest lepsza szybciej.
    Pewnie powiesz, że kobieta w ciąży na etapie zygoty to na pewno nie matka. Na pewno? Kobiety, które czekają na implantację zygot czy wczesnych embrionów mają często inne zdanie. Dochodzimy więc do tego: niepożądana ciąża to nie macierzyństwo, upragniona ciąża to macierzyństwo.
    Kobieta w ciąży jest matką. Zabrzmi to okrutnie, ale problem leży w tym czy będzie matką żywego dziecka (nawet jeśli będzie go nienawidzić)czy będzie matką martwego dziecka.
    Uprzedzając twoje stwierdzenie, że to straszne być matką i nienawidzić swojego dziecka. Lepiej je nienawidzić niż czasami myśleć, że doprowadziło się do jego śmierci. Na koniec wyjawię Tobie plan mężczyzn:
    Antykoncepcja: śmierć kobietom (posłużą nam swoim ciałem i umrą na raka, gdy nie będą potrzebne)
    Pornografia: gwałt kobietom (zwolennicy pornografii uważają, że kobiety tego pragną)
    Aborcja: Macierzyństwo na grobie.
    Nieświęta trójca, czyż nie? Mizogini wymyślili te trzy rzeczy by zniewolić i zniszczyć kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Marcinie :).

      Z przyczyn obiektywnych, niezależnych ode mnie - nastała przerwa w naszej dyskusji. Może to i lepiej, bo dzięki tej przerwie - nabrałam nieco zdrowego dystansu do naszej rozmowy :).

      Nasza dyskusja otarła się już o wiele wątków i myślę, że pora ją zwieńczyć kilkoma wnioskami - niechaj będą to wnioski, płynące z obu stron barykady :).

      Ja ze swej strony powiem Tobie tak:
      jestem przeciwnikiem kary śmierci. Natomiast dopuszczam zasadność aborcji w pewnych kontekstach życiowych. Nie mnie oceniać, jakie to są konteksty i nie będę ich w tej chwili wyliczała, wyłuszczała. Być może w przyszłości moje poglądy się zmienią - tego nie wiem. Wiem za to, że na pewno nie zmienię swoich poglądów tu-i-teraz, w rozmowie z Tobą, wskutek dziecinnej licytacji, jaką zaproponowałeś powyżej: "Jestem gotów zrezygnować z popierania kary śmierci pod warunkiem Twojej zmiany zdania na temat aborcji".

      Jeżeli zmienię swoje poglądy w przyszłości, będzie to skutkiem nowych doświadczeń bądź refleksji. Lecz na pewno nie będzie to efektem ustalonego z osobami trzecimi - "kontraktu" czy "wymiany handlowej". Uważam, że Ty też nie powinieneś zmieniać swego podejścia do kary śmierci z mojego powodu :). Myśl, czuj i wyrażaj, co Ci sumienie i umysł podpowiada - tak będzie najlepiej i dla Ciebie, i dla mnie i dla świata :).

      Usuń
  45. Witam droga Rebecco;) (a może lepiej Justyno, to równie ładne imię).
    Nie wiem czy to co robię to dziecinna licytacja, ale niech będzie i tak. W wielu rozmowach o aborcji usłyszałem bowiem stwierdzenie, że "przeciwnicy aborcji popierają niezmiennie karę śmierci". Nie zależy mi na zmianie Twoich poglądów tu i teraz, lecz cieszę się, że widzisz chociaż taką możliwość w przyszłości.

    A co do wniosków płynących z obu stron barykady;) Z wielu rzeczy jestem w tej dyskusji zadowolony. Zacznę od oceny udziału mojej zacnej dyskutantki. Owszem nie zgadzamy się, ale zawsze warto porozmawiać z kimś kto przynajmniej chce słuchać. Moje zdziwienie zawsze budzi to, że osoby takie jak Ty, zapewne moralne i inteligentne popierają aborcję. Co do mojej argumentacji wiem, że być może nie była zawsze jasna, nie zawsze też udawało mi się szanować nasz piękny język ojczysty (tym bardziej Ciebie za to przepraszam). Nie wiem też czy za małej uwagi nie poświęciłem w swoim wywodzie kobiecie. Natomiast jestem zadowolony, że w obronie życia na tym blogu skoncentrowałem się na zygocie. Zbyt często koncentrujemy się na już rozwiniętym dziecku poczętym, tak jak by wygląd decydował o człowieczeństwie (ktoś może nie być podobny do ludzi, ale człowieczeństwa mu to nie zabiera).

    Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mogli porozmawiać. Z życzeniami miłego wieczoru Marcin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Marcinie :).

      Ja również jestem niezwykle zadowolona z naszej dyskusji - myślę, że i Tobie, i mnie, udało się niektóre argumenty przekazać dojrzale, a inne - nieco nam umknęły, pobrzmiewając naiwnością :). Ale to i lepiej: dzięki temu nasza rozmowa od początku do końca była szczera, uczciwa i zgodna z osobistymi przemyśleniami.

      Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego, ciekawszego dyskutanta od Ciebie, prawdę mówiąc, i sprawiłeś mi ogromną przyjemność swoją obecnością tutaj, na mym blogu - w dodatku w komentarzach pod artykułem na bardzo trudny, ważny, złożony temat.

      Obroniłeś swoje stanowisko w tym temacie z dużym zaangażowaniem, które podziwiam, ale także taktownie i kulturalnie :). Dziękuję Ci za to.

      Tu-i-teraz - czas skończyć naszą dyskusję, lecz jeśli chcesz jeszcze się ze mną spotkać i porozmawiać, zapraszam do zaproszenia mnie do grona znajomych na Facebooku lub Google+, gdzie występuję jako Justyna Karolak. Myślę, że na tych portalach nieraz wyłoni się wątek warty nowych uwag i dyskusji i byłabym bardzo rada, gdybyś zechciał przyłączyć się do moich znajomych :).

      Pozdrawiam bardzo serdecznie, Marcinie, i życzę miłego dzionka :).

      Usuń