piątek, 27 kwietnia 2012

Polskie El Dorado - rzecz o smutnych kurwach


Polskie El Dorado –

czyli polska cenzura i polski kościół
- czyli "rzecz o smutnych kurwach"

Media, jako w wielu przypadkach populistyczne i skorumpowane, nie nagłaśniają tego prawie wcale, a wręcz wytłumiają i duszą ten temat w zarodku – jednak istnieje w Polsce cenzura: podstępna, zmiękczona, zamglona. Aktualna cenzura nie dotyczy tylko spektakularnie infantylnego i krzywdzącego traktowania dzieł sztuki, jak miało to miejsce w przypadku znanej powieści noblisty Gabriela Garcíi Márqueza. Oryginalny tytuł tej powieści brzmi Rzecz o mych smutnych kurwach, podczas gdy w Polsce musiała ona ukazać się pod „zbawiennym” i „miękko brzmiącym” tytułem Rzecz o mych smutnych dziwkach. Oczywiście warto w przytoczonym przypadku nagrodzić tłumacza tego dzieła literackiego, który opatrzył powieść światowej sławy i klasy pisarza osobliwym preludium, w jakim przyjął postawę „tłumaczącego się tłumacza”, zarazem wyrażając nadzieję, że przyjdzie w Polsce dzień, kiedy społeczeństwo będzie mogło zetknąć się wprost z przekazem artystycznym – bez wycinania źle prezentujących się zwrotów, słów. Okazuje się więc, że nawet zwykłe przetłumaczenie oryginalnego dzieła sztuki na język polski – tak, sztuki, gdyż w rzeczywistości książka ta jest śliczną elegią o prawdziwej miłości nieomal platonicznej, a na pewno pełnej poetyki i niewinności – póki co nie jest możliwe. Ciekawe dlaczego? Czyżby obecność w języku polskim przekleństw, które istnieją nawet w słowniku poprawnej polszczyzny – była dla kogoś w tym kraju niewygodna? Ciekawe dla kogo? Zapewne dla tak zwanego „kościoła” , to jest - współczesnego państwa w państwie.



A najgorsze, aż dławiące i duszące od wewnątrz, że kościół polski, który w pełni legalnie i na porządku dziennym przeprowadza mentalne samosądy i emocjonalne pręgierze na „niewiernych”, a faktycznie na wadzących kościołowi – powołuje się na nauki Chrystusa i nakłania ludzi, odbiorców tego przekłamanego, absolutnie niechrześcijańskiego przekazu, aby również szli tą drogą, ponieważ w przeciwnym razie – oddalą się zupełnie od Chrystusowego Źródła.



Więcej zatem bezpośrednimi słowy – kościołowi chodzi o to między innymi, aby społeczeństwo z pełnym przekonaniem indywidualnym i osobistym nazywało Nergala satanistą, a na przykład księdza Bonieckiego – szkalującym ideę Chrystusowego Źródła i promującym siebie zamiast Pana Jezusa. Jak gdyby Pan Jazus nie był postacią historyczną, tylko baśniową wróżką wymagającą promocji – niedowiary.  



Czego kościół się boi? Może nie czego - a kogo. Ludzi albo zbyt kolorowych, albo takich, którzy chcieliby się wypowiadać prawdziwie i wprost. Wprost, to znaczy - bez durnej cenzury. Takie postacie i wypowiedzi, to dla kościoła strach i stres. Przecież społeczeństwo mogłoby zapragnąć ich wysłuchać; uwierzyć w to, co mówią nieocenzurowani osobnicy. A po co mielibyśmy wysłuchiwać czyjegokolwiek głosu bez cenzury, prawda? Czy nie lepiej postraszyć nas „oddalaniem się od Źródła”? Nie lepiej postraszyć nas piekłem, krucyfiksem, pro-kościelną mową-trawą?

Ludzie, katolicy, obudźcie się! - aż chciałoby się zakrzyknąć. Kościołowi nie zależy na tym, żeby rozwijać waszą duchowość, lecz na tym, aby wyrugować i przytępić myślenie niezależne. Kościołowi nie zależy na religii, ale na władzy. I mając na względzie powyższe, nie powinno wymagać tłumaczenia, że łatwiej jest sterować ślepą, nierozumną, ogłuszoną masą ludzi, aniżeli zorganizowanym, świadomym rojem społeczeństwa.



Długo by rozprawiać na temat obecnej cenzury, powszechnej inwigilacji i totalitarności strasznej równie, co ta ukazana w Orwellowskim świecie. Wszyscy są równi, ale kilku pozostaje równiejszych – Polska, to właśnie taka przedziwna kraina jest i niczego nie można na to poradzić. Polska demokracja? Nie do wyobrażenia po prostu, by w państwie demokratycznym i świeckim pytać o cokolwiek społeczeństwo - pytać, bez uprzedniego ustanowienia cenzury wobec potencjalnych wypowiedzi.

Krzyż, który jest obecny w sali sejmowej – symbol  wiary, zamiast intymnym i duchowym symbolem staje się straszakiem – rodzajem groteskowo-upiornego stracha na wróble i nikomu nie ma prawa to przeszkadzać, nikt nie ma prawa wypowiedzieć się krytycznie.  


Nie dziwmy się jednak pojęciu „równości” w polskiej krainie – Polska to nie El Dorado („kraina mlekiem i miodem płynąca”), lecz kraina łajnem i obłudą i gnijącą słomą płynąca. Chyba wyłącznie takową płytką metaforą, parafrazą wypada dziś kraj nasz ująć, opisać.  



Polski kościół? To nie kościół – to liczne przepastne, przebogate pałace, ołtarze El Dorado, które rozciągają się za naszymi oknami, wybudowane rzecz jasna za profity z tacy ("Bóg zapłać"), czy jak kto woli - za pieniądze nieszczęsnych podatników, nędznych robaków i pozbawionej wszelkich przywilejów niskiej kasty (czyli - średniej klasy społeczeństwa). Lecz ulice tego El Dorado, przestrzeń publiczna, realna, w której codziennie się znajdujemy, z którą się stykamy i zderzamy, to aleje niesławy spływające łajnem, obłudą, gnijącą słomą – a wszystko to za sprawą „równiejszych” od nas, to jest rządzących.

Rebeca Serri.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz