piątek, 27 kwietnia 2012

Wstęp do dziennikarstwa obywatelskiego - odcinek drugi


 
Wstęp do dziennikarstwa obywatelskiego –

odcinek drugi

O ACTA rzecz krótka, acz bardzo smutna

Mawiają, że nieświadomość jest błogosławieństwem. Lecz świadomości można unikać tylko do pewnego stopnia. Choćby człowiek nie wiem, jak się starał, stworzyć sobie prywatny świat – własną niszową przestrzeń, do jakiej nie docierają problemy systemu – prędzej czy później ta urocza nisza, dziupla i słodkie schronienie objawi mu się jako iluzja. Nie da się w nieskończoność przed takowym „objawieniem” umykać. W końcu przychodzi taki dzień – pewien moment, godzina próby. I wtedy jasno widać, że nie można pozostawać dalekim od surowej świadomości. I wtedy jasno widać, że nie wymyślony prywatny świat – jest wymyślony. Nie owa bezpieczna osobista nisza – była, jest iluzją. Tą iluzją – jest świat zewnętrzny. Ten niby racjonalny, namacalny, z pozoru rozumny i uzasadniony – w którym egzystujemy wszyscy.

Zawsze kiedyś – przychodzi taki dzień... i człowiek nabywa świadomości. Niemożliwe całe życie – trwać w nieświadomości (w błogosławieństwie). W końcu trzeba zmierzyć się z rzeczywistością – nad czymś się pochylić, w coś się zagłębić, w imię czegoś zapłakać. Aż człowiek obudzi się rano, wstanie z łóżka – i już wie, już rozumie: to jednak wszystko wkoło – jest iluzją. Rząd (jeden z elementów składających się na „wszystko”), który „wybrało” społeczeństwo polskie – to czysta iluzja i surrealizm. Nie było żadnego wyboru. Jest wolna wola – zaiste piękny termin, walor, cnota. Jest wolna wola, może i racja. Ale wyboru – od dawna nie ma w tym kraju żadnego.

Najlepszy podręczny i namacalny dowód na brak wyboru? ACTA, o której to ustawie mówiło się i wciąż mówi tyle, że więcej już chyba nie sposób. Każdy, kto ceni nie tylko wolność osobistą, ale i swobodną wymianę swoistych informacji, rozumianych w codziennym korzystaniu z Internetu jako wspólną własność intelektualną – sprzeciwił się projektowi ACTA. Lecz zdanie społeczeństwa – wybór społeczeństwa co do tego, jak pragnie żyć, egzystować, komunikować się etc. – ów wybór nie miał żadnego znaczenia. Pewnie dlatego, że w istocie – nie mamy żadnego wyboru. I stąd tuskopodobni – czynią z nami, co chcą. Bo najgorsze przecież, w jakim stylu doszło do przypieczętowania ACTA. Po cichu, raptem, nagle, znikąd-zewsząd i bez uprzedzenia. Może nie ma się czemu dziwić? Może to tylko joker (demonicznie, sarkastycznie się uśmiechający) – Tusk wydobył z rękawa, by zademonstrować głupim ludziom, kto tu rządzi, kto wybiera?

Panie Tusku, dobrze wiemy, rozumiemy, kto w Pana rodzinie CZYNI ŻYCIE ŁATWIEJSZYM. Toż to córcia, panna Kasieńka (na łamach swego bloga, któremu mocne i poprawne politycznie motto przewodnie przyświeca różowym blaskiem: MAKE LIFE EASIER). Może więc nie ma się czemu dziwić? Wszak rozsądny podział ról i w podstawowej komórce społecznej obowiązywać winien. A zatem w rodzinie Tusków, to Kasia uczynia życie łatwiejszym – podczas gdy tata postanowił sukcesywnie je utrudniać. Chyba jest w tym pewna logika.

„Logicznie” rzecz biorąc, Tusk nie tylko nie wziął pod rozwagę prostego faktu, że społeczeństwo powiedziało ACTA – nie. Bo i po co? Ugiąć się pod naporem, pod tsunami idiotycznych internautów? Gdyby wziął ich pod rozwagę,  byłoby to sprzeczne z dalszym kultywowaniem SŁUŻBY SOBIE. Po cóż – któryś z
p-osłów miałby pokalać się kroplą empatii? Jaki miałby z tego (osioł) zysk? Kiedy zarabia się kupę forsy – wówczas problemy takie, jak chciejstwo durnego społeczeństwa, nie wydają się już istotne. Tym bardziej „pompatycznie” brzmiące hasło, jakim jest „wolność” czy „wybór” – dla rządu musi rysować się groteskowo. Tymczasem po co zatrzymywać się nad groteską, obdzielając ją znaczącą uwagą i przemyśleniem? Groteska – wolność; wybór? Co to za problem do rozwiązywania? Nie ma wolności, wyboru – nie ma problemu. Koniec. To proste i logiczne.

Tymczasem większość z nas – w przeciwieństwie do uprzywilejowanej kasty rasy panów polityków, dorobkiewiczów i (p)osłów – boryka się z fundamentalnymi problemami. I w starciu z tymi problemami – nawet i Internet w tym kraju musiał stać się kolorowym, acz nic nie wartym podwórkiem. W skutkach ACTA – Inernet stał się podwórkiem, na które tak zwana władza może wtargnąć z dowolnego kąta, zinwigilować, postraszyć, pogrozić. Staliśmy się świadomi zasad, wedle jakich działa rzeczywistość, lecz w tej rzeczywistości  jesteśmy niczym więcej, niż szczurami doświadczalnymi państwa policyjnego, świata orwellowskiego totalitaryzmu i średniowiecznej inkwizycji. Bez perspektyw. Tym bardziej bez perspektyw – kuszących. Bez prawa do swoich przemyśleń. Do niczego.

Normalni ludzie nazywają rodzaj szerokiej komunikacji sieciowej, jaką umożliwia i upowszechnia Internet – dzieleniem się własnością intelektualną, która faktycznie jest wspólna. Mówimy tu o treściach, które już od dawna są na tyle popularne, że można opowiadać sobie o nich w nieskończoność – i postrzegać je jako naturalny wzorzec, szablon, pewien pierwotny rdzeń-zasób intelektualnego dobra, z jakiego wszyscy możemy korzystać (bez żadnych – niekompatybilnych z sytuacją – odgórnych ograniczeń). Taka jest idea Internetu. A przynajmniej – taka była do tej pory. Dopóki nie podpisano ACTA.

Tak działał Internet. Dzięki tym jego funkcjom, rolom społecznym – mieliśmy w rękach proste narzędzie, przy pomocy jakiego czuliśmy się wolni. I nawet jeżeli poczucie tej wolności – było, jak wiele innych spraw w życiu, pewną iluzją, to nad tym światem (nad swoją bytnością w necie) mieliśmy kontrolę. Kontrolę, ponieważ sami tworzyliśmy tę iluzję, czerpaliśmy z niej pozytywną energię i uodparnialiśmy się dzięki niej na brutalną-surrealną rzeczywistość, jaką gotują nam politycy na co dzień. Teraz nie mamy już tego. Dlatego, że za pomocą ACTA – COŚ znaczącego zostało nam odebrane, skradzione. Co takiego? Wolność. I teraz – nikt z nas nie ma już żadnej dziupli, w jakiej mógłby się ukryć przed złem tego świata – żadnej niszy, żadnego bezpiecznego, wolnego od tyranii domu.

Jedyną drogę do rozwijania w sobie słusznego poczucia, że jednak wszyscy mamy na coś wpływ, że możemy o czymś decydować, że sami możemy kreować swój świat – zamknięto nam podpisując ACTA. Był to oczywisty, brudny, nikczemny, perfidny zamach na społeczeństwo – na wszystkich nas razem i każdego z osobna.

Teraz wmawia nam się, że podpisano coś tak obłudnego, okrutnego i wstrętnego – dla naszego dobra? Żeby rzekomo – usprawnić oddzielanie „ziarna od plew”? Pierwowzór od repliki? Oryginał od kopii? Cytat od plagiatu? Jak można zdrowym na umyśle ludziom wmawiać coś podobnego?

Jedynym realnym sposobem na bronienie się przed tą rządową papką i torturą zarazem – była aktywność w necie, nasze osobiste (za pośrednictwem klawiatury) wypowiadanie się, komentowanie i wytykanie palcami tych błaznów i oprawców, którzy tworzą prawne absurdy rzekomo z myślą o nas. Mogliśmy z nimi walczyć i obśmiewać, kreując swoją wolność osobistą i społeczną, swoje prywatne podwóreczko – właśnie tu: w Internecie. Mogliśmy wynosić prostolinijne, naturalne komentarze na światło dziennie i swoimi szczerymi słowami piętnować katów-polityków. Mogliśmy przeciwstawiać się również miałkości wielu spośród aktualnych „dziennikarzy” - dzięki temu, że mieliśmy sposobność wynosić dziennikarstwo obywatelskie na wyżyny i manifestować za jego pośrednictwem, że każdego z nas stać wewnętrznie na TWORZENIE OPINII. Na tym polegał cud Internetu. Dzięki ci, Panie Boże, za Internet. Na tym polegał ten cud. W tej krainie wszyscy byliśmy równi, i każdy z nas miał jednakowo wysokie prawo do „mentorstwa”. Mogliśmy głosić – i być słuchani. Mogliśmy się ze sobą dzielić, mogliśmy się jednać i dyskutować.

Podczas gdy w świetle ACTA – wszystko, dosłownie wszystko można zastrzec, opatentować w taki sposób, by potem wmówić dowolnemu człowiekowi, że coś sobie przywłaszczył, że ukradł. Jest to nie do pomyślenia. I nic nie da się z tym zrobić.

Nie łudźmy się – jesteśmy przegrani. Nie możemy wygrać z systemem. Dlatego będziemy szli na dno, opluwani każdego dnia mocniej i coraz ewidentniej. I niczego nie można na to poradzić. Bo przecież nawet jeśli po raz kolejny, po raz enty - powiemy "nie", to wtedy - cóż? 

Jak powszechnie wiadomo - to tylko psy szczekają, a karawana i tak pójdzie dalej.

Rebeca Serii.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz