poniedziałek, 14 maja 2012

Rozmowa naukowca z artystą


Rozmowa naukowca z artystą

Dawno, dawno temu, razu pewnego – naukowiec i artysta porozmawiali ze sobą na tematy mistyczne




Naukowiec: Piekło nie istnieje. Pojedynczy, doczesny żywot ludzki jest za krótki w sensie interwału czasowego, by jakikolwiek człowiek zdążył popełnić grzech śmiertelny, skazujący go na piekło. Dlatego piekło jest nielogiczne. Dlatego – nie ma żadnego piekła.



Artysta: Nie rozumiem. Możesz przedstawić swoją tezę nieco przystępniej?



Naukowiec: Czego nie rozumiesz? Który fragment ci wyjaśnić?



Artysta: Fragment? Nie rozumiem. Po prostu wyjaśnij.



Naukowiec: Gdyby człowiek w ramach swojego doczesnego życia mógł popełnić grzech na tyle ciężki, że skazujący na wieczne potępienie – taki obrót sprawy przeczyłby, nieograniczonemu z definicji, miłosierdziu bożemu. Mówię tyle, że takie rozumowanie, podejście do sprawy – jest nielogiczne.



Artysta: Nielogiczne?



Naukowiec: Tak. Nie mieszczące się w żadnym z ustanowionych pięciu definicji rozumowania logicznego.



Artysta: Pięciu definicji?



Naukowiec: Tak. Istnieje pięć typów logiki: matematyczna, modalna...



Artysta: Chodzi ci o to, że piekło nie zawiera się w ani jednym z rodzajów myślenia logicznego?



Naukowiec: Właśnie. O tym mówię.



Artysta: Ale przecież życie, ani śmierć – nie muszą być w całości logiczne. Może nawet nie są logiczne w żadnym ze swoich niuansów, odcieni? Może rozważania na ich temat na zawsze pozostaną – absurdalne? Niedorzeczne? Niejasne? Nieprecyzyjne? Czy to dowodzi, że piekła nie ma? Czy nielogiczność lub nawet powierzchniowa niezasadność zjawiska – ma być jednoznaczna z bezdyskusyjnym przyjęciem, że to zjawisko nie istnieje? Jak możesz być tego w stu procentach pewnym? Skąd czerpiesz swoją wiedzę? I skąd czerpiesz motywację, inspirację do tego, by prywatną, subiektywną interpretację brać za pewnik, za wiedzę? Uznajesz się za nieomylnego?



Naukowiec: Nie zrozumiałem ani słowa z tego, co powiedziałeś.



Artysta: Nie zrozumiałeś? Dlaczego? Czyżbym odezwał się w obcym języku?



Naukowiec: Tak: w obcym języku. Twoja wypowiedź nie pasuje do żadnego z typów rozumowania logicznego. Z tej przyczyny nie mogę ani trochę pojąć sensu twoich słów. Do mojego ucha docierają słowa, dźwięki – ale nie słyszę ich znaczenia. Nie umiem ich złożyć w logiczny ciąg znaczeniowy. Dlatego, że posługujesz się innym językiem. Obcym. Dziwacznym. Nieprzystępnym.



Artysta: Masz na myśli, że posługuję się innym językiem – od twojego, prawda?



Naukowiec: Nie. Nie – od mojego. Po prostu innym. Innym od wszystkiego, co znam. Innym od wszystkiego, co jest obecne na świecie. A więc operujesz językiem nie z tego świata. Nielogicznym. Bredzącym. Pogmatwanym. Nieczytelnym. Nieakceptowalnym. Chwiejnym. Egocentrycznym. Brudnym...



Artysta: Brudnym?



Naukowiec: Moją intencją nie jest ciebie obrazić. Mówię tylko tyle, że operujesz językiem brudnym – w takim sensie, że twój przekaz jest czymś zanieczyszczony, zawoalowany. Chciałbym dotrzeć z tobą do konsensusu, ale obcość, inny język, którym do mnie przemawiasz, sprawia, że nie mogę rzeczywiście usłyszeć wartości, waloru twoich wypowiedzi. Walor twoich wypowiedzi – dla mnie: jest przesłonięty; gdzieś zatracony. Nielogiczny, niejasny i – czymś zabrudzony. Nie wiem, czym. Ty najwyraźniej coś próbujesz mi przekazać, dać do zrozumienia. Ale twój sens – nie dociera do mnie nawet na jotę.



Artysta: Nawet na jotę? Dziwię się tobie. Twoje słowa dotykają mnie w niemiły sposób. Niczego nie mogę na to poradzić. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Dziwię się tobie – i bez ustanku oglądam świat oczami głodnego dziecka. Choć jednocześnie dopowiem, że jeśli kiedyś przestanę się dziwić, to znaczy, że wtedy mnie już nie będzie.



Naukowiec: Znów twój przekaz pochłonęła szara mgła. Co ty usiłujesz mi powiedzieć? Dlaczego nie ujmiesz swoich przemyśleń wprost? Nie potrafisz odszukać mian-kluczy? Nie umiesz ubrać myśli w graficzny strój? Nie wiesz, co to precyzja i minimalizm?



Artysta: Wiem, co to minimalizm. Prostota jest wielką cnotą – tak w życiu codziennym, jak i w sztuce. Ale nie wydaje mi się, by miana, którymi twój język, język nauki opisuje świat – niosły ze sobą znamiona prostoty, czystości. Mam wrażenie, że język nauki – że właśnie twój język nakłada zimny woal na jądro świata, że brudzi i przysłania prawdę, skoro już rozmawiamy otwarcie i szczerze. Ja – wierzę w Boga. I wyobrażam sobie piekło. Lecz moje emocje i wyobrażenia – nie są spójne. Stale pytam i mam wątpliwości. Ty – moje wahania nazywasz brudem, sam siebie uznając za niebywale kluczowego. Myślisz, że stworzone przez ciebie miana – są czyste, kluczowe, niezastąpione? Nigdy nie żywisz wątpliwości? Sądzisz, że jesteś nieomylny?



Naukowiec: W mojej prywatnej wierze, to znaczy – w oddaniu się nauce – wiem, że jestem nieomylny. Tu nie ma miejsca na pomyłkę. Idę świeżo odkrytym tropem i zawsze dojdę do końca – choćby na końcu miała wyrosnąć ściana. Ty zaś twierdzisz, że jesteś omylny w tym, w co wierzysz? Nie mogę tego pojąć.



Artysta: Jestem omylny w tym, w co wierzę. Jestem jak łabędź. Mam szyję wygiętą w znak zapytania. Stale się pytam, i wciąż rodzą się we mnie pytania zgoła nowe.



Naukowiec: Znów nie rozumiem ani słowa. Jesteś odklejony od rzeczywistości. Jak możesz wierzyć i żywić wątpliwości zarazem? To nie do pomyślenia...



Artysta: Wiem, wiem – to nielogiczne, tak?



Naukowiec: To nielogiczne, nadto kolorowe. Nie jestem w stanie wytłumaczyć ci rzeczy dla mnie oczywistych. Nie jestem w stanie zamknąć cię w określonych ramach. Jesteś jak niebo na obrazach angielskich romantyków. Dynamiczne, suwerenne niebo, które wyrwało się spod pędzla, które zawładnęło trzema czwartymi płótna, mianując się samozwańczo na pierwszoplanowego bohatera. Nie mam zamiaru z tobą walczyć. Jesteś kolorem, aurą, temperaturą. Jesteś światłem, powietrzem, wodą, czy ogniem. Jesteś żywiołem, jesteś energią pozbawioną nazwy. Jesteś nierealnym zjawiskiem, chichotem losu albo powidokiem. Jesteś kimś, czymś nieznacznym – i bolisz jak mały kamyk w bucie. Zbyt mały, żeby go wysypać. Takie kamyki zwykło się ignorować. Pewnie niemądrze, bo potem zostają duże bąble. Taki mały, niepozorny kamyk – szkoda czasu, żeby się zatrzymać i wysypać. A potem – takie duże bąble. Zupełnie nielogiczne bąble – przecież kamyk taki mały, nieznaczny. Nie widzę sensu w kontynuacji naszego dialogu. Przeszkadzasz mi w myśleniu – wadzisz i kolisz. Jesteś jedną z niewyjaśnionych zagadek natury – przeszkadzasz w pieczołowitych próbach zbadania natury. Z wierzchu – zdajesz się może i poważny. Ale kiedy przypatrzeć się głębiej: widać, żeś zwyczajnie pogubiony, a przez to – nieprawdziwy. Szkoda mi czasu na takich, jak ty. Rozejdźmy się spokojnie. Podejdź do tego swobodnie, miękko i bez urazy. Nasze ścieżki nigdy nie powinny się zetknąć. Nie ma między nami punktów stycznych. Jesteśmy jak dwie równoległe linie. Nigdy się nie dotkniemy. Nigdy nie przemówimy wspólnym językiem. Dlatego, że ty jesteś niczym niepokorne, nieprzejednane, nieprzewidywalne niebo. A twoje niejasne słowa – są jak ptaki, które wyrwały się z piersi, z gardła i poszybowały, gdzie bądź. Twoje słowa są jak ptaki. Dzikie ptactwo, które w oczach ludzi ma pozostać wolnym, lecz w istocie jest niczym innym, jak zwykły stwór, luźno machający skrzydłami, bez świadomości własnego lotu, bez pojęcia o wolności. Myślisz, że frunąc tak w zapamiętaniu, jesteś więcej uprzywilejowany, ale to nieprawda. Jesteś niechlujnym stworzeniem. Bez samodyscypliny, bez ogłady, bez równego rytmu. Nie wiem, jak najczytelniej wyjaśnić ci twoją naturę. Gdybym był na przykład malarzem – ale nie jestem, nie potrafię. Gdybym był malarzem, przez wiele godzin rozcierałbym farby na palecie. Mieszałbym podstawowe barwy, szukając wyrafinowanej, atypowej skali. Zobrazowałbym twoją nielogiczność i absurd kilkoma śmiałymi pociągnięciami pędzla, szpachli, czy opuszków palców. Nie dbałbym wówczas o formę. Rozpostarłbym na płótnie iluzję światła i cienia tak sugestywnie, aby przemówiła ci do rozsądku. Ale nie potrafię tego. Dlatego nigdy się nie spotkamy.



Artysta: Jeżeli świat, życie jest logiczne, to ty jesteś kardynalnym wyjątkiem potwierdzającym tę regułę.



Rebeca Serri.

2 komentarze:

  1. naukowiec chciał podstawić artystę pod wzór i rozliczyć, policzyć -odjąć, dodać, pomnożyć (to co mu pasuje), tak aby wynik jego równania wyszedł LOGICZNY, czysty, przejrzysty, uzasadniony- nie potrafił tego dokonać, dlaczego? Tak, tak NAUKA- reszta to absurd, reszty niema,a jeśli jest to przeszkadza... ot co :) całuję Roman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot, właśnie tak to jest z naukowcami :). Ale wierzę, że nie ze wszystkimi - i mam nadzieję, że obie strony medalu kiedyś pojmą, że wcale nie leżą tak daleko od siebie... Dziękuję serdecznie za komentarz, Romanie - całuję :).

      Usuń