wtorek, 29 maja 2012

Rozważania nad dualizmem świata


Rozważania nad dualizmem świata

Wielu podejmowało już ten wątek: dlaczego naukowcy i artyści zdają się przynależeć do dwóch odrębnych światów? Dlaczego tak trudno jest urealnić punkt styczny między nauką a sztuką? Czemu naukowcy obrażają się, kiedy spróbować obalić ich tezy za pomocą języka emocji, intuicji czy wiary? I czemu artystom równie opornie przychodzi dopuszczenie do świadomości, że ich dzieła mogą być pojmowane jako w pełni racjonalne zbiory wariantów znaczeniowych, które w każdym dziele są wariantami powtórzonymi, a jedynie zestawionymi w nowy sposób?

Naukowiec szuka w świecie prawdy obiektywnej. To znaczy, że poszukuje optymalnych reguł, których rozpoznanie i zrozumienie umożliwi wszystkim ludziom zaakceptowanie zasad, wedle których funkcjonuje świat. Nauka pozostaje więc nakierowana na materię i badając ją doszczętnie, w każdym z możliwych aspektów, analizując je po kolei – ma na celu uargumentować, że świat jest klarownym, precyzyjnym i co najważniejsze – spójnym miejscem. Oczywiście w każdej dziedzinie nauki prędzej czy później pojawiają się szczeliny, uchyłki, których jeszcze wczoraj – tam nie było. W ten sposób naukowiec – ostatecznie dociera do ściany. Im więcej się dowiadujemy, tym więcej pozostaje nietknięte, niepoznane. Nauka dąży niemniej konsekwentnie i uparcie do jak najpełniejszego pojęcia natury świata, stąd nie widzi innych możliwości, niż posługiwanie się wzorem, mianem, definicją, a na końcu – logicznym dowodem. Wszystkie te działania służą ustanowieniu prawideł rzeczywistości. A kiedy w danej dziedzinie wiedzy wyłoni się niespodziewanie niezapełniona szczelina – naukowiec mimo wszystko spróbuje ją załatać lub ustanowić wyjątkiem potwierdzającym wcześniejszą regułę. Zadaniem owych reguł i prawideł jest dojście do prawdy niepodważalnej – swoiście absolutnej.

W tym sensie artysta wbrew pozorom niewiele się różni od naukowca. On także – usiłuje poznać świat i uczytelnić go dla wszystkich. Bada jednak świat jakoby od innego końca – stara się zajrzeć na drugą stronę lustra. Kieruje się emocjami, intuicją. Próbuje spoglądać na świat oczami duszy. Jednak mimo tych różnic między procesami docierania do prawdy – krańcowa idea, czyli pozyskanie odpowiedzi na elementarne, trudne pytania, w obu przypadkach jest ta sama. Dlaczego zatem naukowcy i artyści zdają się przynależeć do dwóch odrębnych światów?

Niezależnie od punktu widzenia, istnieje przecież tylko jedna rzeczywistość, wspólna dla nas wszystkich. Świat jest jeden – ten doczesny, w jakim bytujemy na co dzień – i ciężko się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Problem jednak zdaje się polegać na tym, że główną cechą świata jest dualizm. Dlatego niezależnie od prywatnych poglądów i obranych dróg zawodowych – każdy z nas codziennie styka się z dwoistością danego obszaru, której nie sposób ujednolicić, sprowadzić do jedności, mimo najśmielszych wysiłków.

Stale dzielimy świat na dwa poziomy: materialny i duchowy. I nawet jeśli w głębi samych siebie dobrze rozumiemy, że medal zawsze ma dwie strony – nie jesteśmy w stanie poznawać świata jako jedności. Musimy wychwytywać w nim skrajności – i próbujemy odszukać drogę środka poprzez ustalenie w pierwszej kolejności, gdzie leży awers, a gdzie rewers. Punkt A i punkt B – muszą sytuować się w pewnym oddaleniu od siebie. Nie mogą sytuować się w tym samym miejscu, bo gdzieś pomiędzy nimi – musi rozpościerać się odcinek albo przestrzeń. Innymi słowy – pomiędzy danymi podmiotami: musi istnieć droga, dystans; nie może być inaczej.

Z idei Mens sana in corpore sano (W zdrowym ciele – zdrowy duch) – płynnie wynika, że kondycja ducha zależy od kondycji materii, i odwrotnie. Jedno z drugim pozostaje ściśle sprzęgnięte, spójne i niepodzielne, a więc – jest jednością. Lecz nawet kiedy dobrze o tym wiemy lub kiedy przeczuwamy tę prawdę przez skórę, skłaniając się ku niej intuicyjnie – i tak dzielimy świat na dwie odrębne sfery. Materia i duch, soma i psyche, ciało i umysł, aż w końcu – nauka i sztuka. I nie wiadomo, czy te podziały wynikają z natury człowieczego umysłu i wyobraźni – czy to sam świat bawi się z człowiekiem w kotka i myszkę, objawiając nam jedynie swój powidok, a nie prawdziwe oblicze.

Wydaje się, że wzajemne, obopólne unikanie nauki przez sztukę i vice versa – nie skończy się dopóty, dopóki sam pojedynczy człowiek nie nauczy się traktować świata jako jedności, a nie rzeczywistości dualnej. Dopóki w powierzchownej sprzeczności nie dopatrzymy się dogłębnej spójni – świat nie ukaże nam swojego prawdziwego oblicza. Czy możemy jednak przestąpić ten próg? Czy jesteśmy w stanie zaprzestać nieustannego wyboru między dwojgiem drzwi? Czy potrafilibyśmy uznać, że drzwi prowadzące do wyższych wibracji, do pełniejszej świadomości i wiedzy – istnieją tylko jedne?

Albert Einstein powiedział tak: „Odkrycia w nauce nie dokonuje się wcale drogą logiczną. W logiczną formę obleka się ono dopiero potem, w trakcie referowania. Odkrycie, nawet najmniejsze, to zawsze olśnienie. Rezultat przychodzi z zewnątrz i tak niespodzianie, jakby ktoś ci je podpowiedział”.

Zatem kiedy jesteśmy naukowcami, nie zapominajmy, że logiczna konstrukcja naszych odkryć pozostaje poniekąd wtórna. Przychodzi do nas dopiero w procesie ubierania naszych odkryć w miana i we wzory. To tylko nasz umysł doprowadza nas do racjonalnego obrazu rzeczywistości. Racjonalny umysł ludzki działa jak rzutnik, dzięki któremu możemy obejrzeć ilustrację „prawdy”. Lecz prawda sama w sobie – bierze się zewsząd i znikąd zarazem; dokładnie nie sposób określić – skąd. Wszyscy śnimy, wszyscy przeczuwamy coś przez skórę i zawsze – to pewien „nielogiczny”, „odgórny”, czy „chaotyczny” pierwiastek popycha nas w kierunku „prawdy”. Nie wiemy, co steruje tym mechanizmem, podczas gdy właśnie na tym mechanizmie opiera się misterium świata, które tak starannie i logicznie staramy się rozszyfrować.

Marcel Proust powiedział z kolei, że „sztuka przynosi nam dowód, że istnieje coś innego niż nicość”. A Seneka Młodszy nauczył nas, że wszelka sztuka jest naśladowaniem natury (Omnis ars naturae imitatio est).

Kiedy jesteśmy artystami, nie zapominajmy więc, że sztuka jest także dowodem. Zupełnie jak dowód matematyczny, logiczny – dzieło sztuki dokumentuje określoną drogę rozumowania. W tym sensie – mimo indywidualnych pragnień bycia odkrywczym – artysta, identycznie do naukowca, również jest wtórny. Jeden i drugi – czy mu się to podoba, czy nie – korzysta z tego samego zbioru danych i inspiracji. Na podstawie indywidualnej percepcji świata – artysta stawia tezę, a potem – za pośrednictwem dzieła – usiłuje ją ściśle uargumentować. Takie działanie jest analogiczne do postępowania naukowca. Sztuka – to nie tylko natchnienie i „okno duszy”, ale też całkowicie logiczne mierzenie się ze sferą materii – zwykła, realna praca, oparta na prawach fizyki, na dotykaniu fragmentu realnej rzeczywistości w sposób dosłowny – swoją własną ręką; dochodzenie do prawdy drogą rzemiosła, a nie natchnienia. A przy tym racjonalnym, wielkim wysiłku – każde dzieło i tak pozostanie iluzją, imitacją natury, nie zaś prawdą. Tak jak odbicie lustrzane – jest iluzją osoby, która się w nim przegląda, nie zaś – osobą.

I tak w rozważaniach nad dualizmem świata, znów docieramy do myśli Einsteina, która zdaje się rozwiązywać niemalże odwieczny dylemat, dlaczego nauka i sztuka – nie chcą, bądź nie potrafią, się spotkać. Ta myśl mądrze niweluje niezmordowany dualizm świata, akcentując jego jedność, w którą tak ciężko jest nam uwierzyć, zaakceptować:

Najpiękniejszą rzeczą, jakiej możemy doświadczyć jest oczarowanie tajemnicą. Jest to uczucie, które stoi u kolebki prawdziwej sztuki i prawdziwej nauki. Ten, kto go nie zna i nie potrafi się dziwić, nie potrafi doznawać zachwytu, jest martwy, niczym zdmuchnięta świeczka.”

Rebeca Serii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz