czwartek, 24 maja 2012

Zła interpretacja agnostycyzmu


Zła interpretacja agnostycyzmu

Wielu pytanych o to, czy wierzy w Boga – odpowiada, że tak, z zaznaczeniem, iż są agnostykami. Ci, którym nie odpowiada kościół katolicki, a którzy żywią potrzebę ufania w Absolut i pojmowania go w indywidualny, prywatny, wręcz intymny sposób – często określają się agnostykami.

Takie osoby rozumieją agnostycyzm jako pogląd, który uniemożliwia opisanie Absolutu – w sensie: uniemożliwia nabycie wiedzy o Nim; zbliżenie się do Niego za pośrednictwem rzetelnych danych. Nie przeszkadza im to ufać w pierwiastek wyższy (w boga), mistyczną siłę sprawczą, która jest odpowiedzialna za powstanie życia; wszechświata. Takie osoby wyznają wiarę – owszem, lecz unoszą się poza obrębem nazwanych, usystematyzowanych religii, gdyż żadna z nich do końca nie pasuje do ich uczuć i przemyśleń odnośnie Absolutu. Takie osoby wierzą w bardzo indywidualny, a wręcz w osobniczy sposób, pojmując boga bardziej jako energię, jako wysoką – niepersonalną i nieosobową formę bytu czy świadomości.

Bycie agnostykiem – podobnie jak bycie ateistą – obrasta współcześnie w coraz większą popularność. To dobrze, ponieważ zwiększanie liczebności tych postaw – oznacza, że świadomość ludzi sięga coraz wyższych wibracji. Innymi słowy – coraz częściej nie wystarcza nam wyłącznie trywializm, podsuwanej przez ten lub inny system religijny, dogmy. Coraz częściej poszukujemy esencjonalnych prawd – i właśnie do nich, na coraz większą skalę, dążymy. Prywatnych poszukiwań i wątpliwości często nie jest w stanie nam nakarmić utarty rytuał. Za dużo w nim machinalności i niejednokrotnie – również miałkości, próżności, podczas gdy prawdziwe, głębokie poszukiwanie Absolutu wiąże się z odśrodkowymi wątpliwościami, ze sceptycyzmem. Coraz rzadziej wystarczają nam dogmaty i zupełnie nie zadowalają pytania retoryczne, które kościół katolicki zawiesza gdzieś w „świętej próżni”, waląc wiernych po łbach za „zbędne” zadawanie trudnych pytań i strasząc piekłem. Tymczasem wiara wcale nie musi być tożsama ze spolegliwym kiwaniem głową. Często jest bliska, a nawet równoważna – z medytacją; z wewnętrzną, poważną refleksją, z wątpliwością, i z zapytywaniem.  

Problem polega jednak na tym, że agnostycyzm bardzo często jest źle, to znaczy – nierzetelnie – interpretowany. Podobnie zresztą, jak i ateizm. Oczywiście, że agnostycy bywają różni – tak samo, jak katolicy. Nie zmienia to faktu, że definicja agnostycyzmu jest jednoznaczna – z czego wielu w ogóle nie zdaje sobie sprawy.

Agnostycyzm z definicji słowotwórczej – oznacza przeciwieństwo wiedzy. Taka jest etymologia słowa. „A” – bez. „Gnostycyzm” – wiedza. Agnostyk uznaje zatem, że nie można stwierdzić, czy bóg istnieje, czy też nie. Wikipedia przedstawia tu – moim zdaniem – bezspornie błędną interpretację tej postawy, podając, iż agnostykiem może być zarówno ateista, jak teista. Otóż – wcale nie: nie może. Prawda jest taka, że jeżeli wierzymy w jakiegokolwiek boga, to nie możemy być agnostykami. „Agnostyk”, który mówi: „Wierzę w Boga, ale uznaję, że zasadne poznanie i opisanie Go nie jest wykonalne, ponieważ człowiecze zdolności poznania – tak rozumowe, jak empiryczne – są ułomne, ograniczone, a nie – pełne i doskonałe” – w rzeczywistości nie jest agnostykiem. Agnostyk mówi: „Nie wiem, czy Bóg jest, czy Go nie ma, ponieważ człowiecze zdolności poznania (rozumowe i empiryczne) są ułomne, ograniczone, a nie pełne i doskonałe. Dlatego nie mogę powiedzieć, że wierzę – podobnie jak nie mogę powiedzieć, że nie wierzę. Nie potrafię tego rozstrzygnąć; uznaję, że nie jest to do rozstrzygnięcia”. Agnostyk na pytanie, czy istnieje bóg, odpowiada więc: „Nie wiem”. Na pytanie, czy wierzy w boga – odpowiada: „Nie wiem”. Nie odpowiada natomiast: „Wierzę, ale nie potrafię o Nim niczego zasadnego, precyzyjnego powiedzieć”.

Agnostyk uznaje Absolut za dziedzinę niemożliwą do poznania – w całości niemożliwą i niewiadomą. Dlatego w żadnym sensie nie może być teistą. Wynika to z czystej definicji miana „agnostycyzm”. Agnostyk nie mówi, że wierzy w Boga, choć nie może stwierdzić kim, czym On jest. Po prostu – nie wie, CZY jest, i wybiera nie drążyć, nie dociekać odpowiedzi na to pytanie, ponieważ uważa, że możliwości poznawcze człowieka z natury są zbyt małe, ułomne, niedoskonałe, ograniczone – by człowiek był w stanie wyczerpać wszystkie warianty odpowiedzi na to elementarne pytanie do końca. Dlatego agnostyk wybiera nie wnikać w owe warianty, decydując, że i tak nie byłby w stanie obrać wariantu optymalnego. Agnostyk więc – nie może być teistą, nie może wierzyć w boga. Pierwszym przejawem agnostycyzmu była sentencja przypisywana Sokratesowi – Scio me nihil scire (z łac.: Wiem, że nic nie wiem). Zaś wiara w coś – byłaby oczywistym zaprzeczeniem „niczego”, czy „wszystkiego”, zakrawającym tu na niepoprawny i groteskowy oksymoron.

Podobnie, jak równie często błędnie rozumuje się postawę ateistów, uznając ich za osoby, które domagają się naukowego dowodu na istnienie boga. Jest to straszliwie błędna, bezsensowna, nieprzemyślana interpretacja. Taka interpretacja ogromnie krzywdzi ateistów, a interpretatorów – stawia w pozycji głupców. Ateista traktuje Boga jako hipotezę, która jest mu całkowicie zbędna – nie zaś jako byt, w który nie może uwierzyć, ponieważ nie ma nań wystarczających dowodów. Wtłaczanie ateistów w rejestry wyznawania nauki jako jedynej słusznej drogi poznania – jest niezmiernie krzywdzące i – głupie, świadczące o nieznajomości kluczowych mian, słów, wyrazów.

Ateizm jest postawą, która odrzuca możliwość istnienia boga, uznając takowe istnienie za zbyteczne do człowieczej egzystencji. Natomiast – co warto raz jeszcze podkreślić – ateizm z racji swej natury nie może oczekiwać potwierdzenia czy zaprzeczenia istnienia boga, ponieważ dobrze wie, że miano „bóg” nie jest elementem świata materii. Bo właśnie światem materii zajmuje się nauka. Ateista świetnie rozumie, że mianem „boga” – wierzący określają byt niematerialny, mistyczny, który nie ma podlegać pod naukową, faktograficzną interpretację i badanie. Stąd bóg dla ateistów jest teorią niewartą uwagi – bowiem ta porcja mistycyzmu: nie jest im do niczego potrzebna.

Zanim więc wybierzemy dla siebie odpowiedni zestaw „prawd” , wierzeń i poglądów – warto sięgnąć do porządnego słownika wyrazów obcych, a nie jedynie do wujka Google i cioci Wikipedii. A jeśli już koniecznie ograniczać swoje – i tak ułomne z natury – poznanie do internetu, dobrze zacząć od ciekawych artykułów filozofów, biblistów i teologów. Uwagi w takowych zawarte – mogą odbiegać od naszego chciejstwa i prywatnych wyobrażeń na temat słów, które podobało nam się uznawać za bliskie – tylko dlatego, że rozumieliśmy je na swój sposób, użytek, nie bacząc na rzetelne, pierwotne definicje.

Rebeca Serri.

4 komentarze:

  1. artykuł wynika z problemów z greckim słowem "gnozis" termin ten nie oznacza wiedzy jako takiej ale poznanie w sensie dogłębnego zbliżenia i doznania pewnej określonej rzeczywistości, w tym sensie mężczyzna "poznaje" kobietę w biblii nie tylko jako osobę ale również jej fizyczność, tak rozumiany postulat poznania pozwala na zwłaszczenie idei prowadząc w prosty sposób do zawiadywania zwłaszczonym pojęciem. Gnoza więc nie jest typowym zjawiskiem poznawczym z zakresu pojęć naukowych jak - wiedza, lub też nauka. Gnozis - to pojęcie, duchowego, głębokiego a także filozoficznego uczestniczenia w procesie poznawczym wraz z wynikającą z niego satysfakcją i to pojęcie o prowienecji wręcz rewolucyjnej ponieważ postuluje przekroczenie progu wiedzy i przebudzenie jest swoistą formą protestu przeciw tradycyjnie pojmowanej religijności . Stąd a-gnostyka to nie jest proste zaprzeczenie które brzmiało by w formie łacińskiej jak "non" lub też "ab" ale forma A-Gnozis które, w bezpośredni sposób odnosi się do tego samego zakresu wiedzy ale odrzuca jego założenie, które brzmi w skrócie - poznaję więc uczestniczę, uczestnicząc staję się . Agnostycyzm u Huxley"a jest wyznaniem wiary, swoistym auto da-fe", ale jest to tylko ujawnienie wcześniejszej rozpoznanej postawy filozoficznej znanej jako "wiara filozofów", postawa ta uznawała możliwość istnienia pojęć i idei których poznanie ze względu na "inność" nie jest możliwe dla człowieka chociaż możliwe do zaobserwowania są skutki oddziaływania takich sił. Dyskusja z protestantyzmem którą przeprowadził w swojej "Filozofii wiary" Soren Kiergegaard wniosła nowe pole do pojęć związanych z Agnostycyzmem i pozwoliła wyjść poza dyskusję z spekulatywną z Dunsem Szkotem .............. itd itp i takie tam pierdoły w każdym razie warto się sprzeczać :-) a poza tym, przypominam że to raczej dyskusja na poziomie "Fizyka" i "Ta Meta Ta Fizyka" niż wystawa ze sklepiku z szyldem a o czym Marysia myślała jak se w nosku dłubała : -) jak zawsze szczerze oddany Eljot i ogórek Bonifacy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze oddany Eljocie, Leonardzie oraz Ogórku Bonifacy :).

      Pięknie mi wytłumaczyłeś ideę „dogłębnego zbliżenia i doznania pewnej określonej rzeczywistości”, która kryje się w greckim słowie "gnosis". Na marginesie – ciekawie brzmi sformułowanie "pewnej" i zarazem "określonej" rzeczywistości – ale co tam, przecież nie będziemy się spierać na poziomie semantycznym :).

      Oczywiście mogę się zgodzić, że gnostycyzm niekoniecznie należy rozumieć jako ścieżkę oświecenia czy dążenia do wiedzy sensu stricte – lecz także jako głębokie, duchowe uczestnictwo w szerszym procesie poznawczym. Nie zmienia to jednak faktu, że agnostycyzm zakłada niemożność rozstrzygnięcia natury podmiotu danego poznania – natury całkowitej, włącznie ze stwierdzeniem, czy podmiot ten w ogóle istnieje, czy też nie. Jasne, że granica jest tu bardzo krucha i cienka – jasne, że agnostyk może być niezmiernie blisko uwierzenia w Absolut, skłaniać się wewnętrznie, duchowo, emocjonalnie ku temu, że Absolut – może istnieć. Lecz nie może z całą pewnością stwierdzić, że wierzy w Absolut, a jedynie nie jest w mocy wypowiedzieć się dokładnie na temat Jego natury. Osoba, która wierzy w Boga – ponieważ tak nakazuje jej wewnętrzny odruch, emocjonalność etc. – po prostu jest wierząca.

      Wielu ludzi wierzy w Boga, nie potrafiąc skrupulatnie Go opisać, scharakteryzować Jego natury – czy to ma oznaczać, że jesteśmy agnostykami? Nie sądzę.

      Poza tym, jeżeli już traktować ten dyskurs od strony emocjonalnej, intuicyjnej czy mistycznej, a nie tylko intelektualnej, racjonalnej czy filozoficznej – powiem też, że „agnozja” kojarzy mi się z przeciwieństwem słowa „diagnoza”. Diagnoza oznacza stwierdzenie czegoś (dosłownie - rozpoznanie), postawienie tezy, postulatu – po przeprowadzeniu badania. Przeciwieństwo tej postawy będzie oznaczało niechęć wchodzenia, wkraczania w sam proces badawczy – w zgodzie z pierwotnym założeniem agnostycyzmu, że nie da się rozstrzygnąć definitywnie natury podmiotu danego badania... a mówiąc to wszystko, wcale nie czuję się jak Marysia... pewnie to zresztą nawet miła dziewusia, ale przypuszczam, że taka może prowadzić blogaska albo blogusia – a ja tu próbuję pisać bloga :).

      Łączę wyrazy szacunku i również oddania, Eljocie i Leonardzie, ale polecam byś uważał na Bonifacego – póki tylko bacznie światu się przygląda, jeszcze pół biedy... ale kiedy tylko zacznie się odzywać – zabij :).

      Usuń
  2. Natura podmiotu jest oczywista i jest nią absolut i nie chodzi o jego zdefiniowanie a o poznanie i na tym opiera się spór - jedni twierdzą że jest to możliwe drudzy że nie a jeszcze inni że problemu nie ma ponieważ podmiot sporu nie istnieje. To są własnie trzy postawy o jakich mówimy, wnikanie w jego istotę można rozpatrywać w różnych kategoriach ale nie można podważać zasady uczestnictwa która wynika z zdefiniowanej przynależności do stron sporu, to też agnostycy nie muszą być nie - wierzącymi, mogą wierzyć i sądzić iż mimo to nie ma szans na poznanie boga ponieważ natura absolutu na to nie pozwala. Co więcej istnieją koncepcje, które pozwalają na połączenie się z absolutem i stanie się z nim jednością a w dalszym ciągu nie muszą one uważać iż człowiek nie jest w stanie pojmować absolutu. Z samej definicji człowieczeństwo jest określone i skończone a absolut wręcz przeciwnie natomiast uczestnictwo w absolucie jest możliwe niestety tylko po śmierci, wyzbywa się jednak pojęcia indywidualizmu i niezależności na której nam tak zależy jako jednostkom.

    Bonifacy został zesłany do słoja - zaczął wypuszczać liść i wypisywać na nim postulaty, zaczynam podejrzewać że to jednak nie warzywo, w każdym razie pije piwo - co ciekawe przez absorpcję, nalewam mu dno słoja- hmmmm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważam, że natura podmiotu jest jakkolwiek oczywista - a poznanie naogół zaczyna się jednak od próby zdefiniowania. Może niekoniecznie - zaczyna się, ale na drodze poznania prędzej czy później - wyłania się chęć czy nawet odruch poczynienia opisu danego zjawiska, scharakteryzowania go, nadania mu określonych mian - i nie wydaje mi się, że od tej chęci można całkowicie odbiec, uciec od niej, uchylić się przed nią. To po pierwsze.

      Po drugie - jeśli mowa o agostycyzmie. Nadal upieram się, że agnostyk nie może być wierzący, nie może całkowicie ufać w istnienie Absolutu. Taka postawa przeczyłaby pierwotnemu założeniu, że agnostyk wybiera nierozstrzyganie problemu, czy Absolut istnieje, czy też nie. Tak uważam. Jeśli kiedyś doczytam więcej konceptów na ten temat, interpretacji tej postawy - być może zmienię zdanie. Wówczas niezwłocznie Ci o tym doniosę. Póki co - nie przekonałeś mnie do swoich racji.

      A po trzecie: mówiłam - jeżeli Bonifacy spróbuje się odezwać, zabij. Widzisz, że zaczął formułować postulaty na liściu (to jeszcze wszak straszniejsze, niż by postulował za pośrednictwem mowy), a Ty za to piwem go nagradzasz... przestań! Bo po czwarte i ostatnie: on-Bonifacy- to na pewno nie jest warzywo.

      Usuń