czwartek, 9 sierpnia 2012

Daniel Skalski - Powinienem był się domyślić...

Wszystkich Czytelników Story już po raz drugi zobligowana jestem przeprosić za brak systematycznych wpisów ostatnimi czasy. Jak poprzednio - tak i obecnie powodem mej blogowej inercji jest sporo zamieszania wokół mojego debiutu wydawniczego. Spieszę donieść, że "Tropiąc jednego wilka" już od przedwczoraj dostępna jest w Empiku i Matras, a także w księgarniach internetowych: Replika, Merlin, Gandalf... Jeszcze nieco działań promocyjnych i wokół książki - jest do poczynienia, ale za pewien czas, już ze spokojem, na pewno wrócę do storowania (blogowania). Tymczasem prezentuję wszystkim zainteresowanym - najnowszą recenzję "Tropiąc jednego wilka":

Justyna Karolak, „Tropiąc jednego wilka” – recenzja
Powinienem był się domyślić – a jednak

„Tropiąc jednego wilka” z pewnością nie jest książką, po którą może sięgnąć każdy. Nie, nie jest dla wszystkich. Ujmie wyłącznie tych, którzy lubują się w refleksyjności, w aurze, w klimacie. Tych, którzy również w prozie szukają rytmu, melodii – a nie tylko w poezji. Tych, którzy w powieści – oprócz oczywistej fabuły – poszukują też intrygującej formy i oryginalnego, choć porządnego, języka literackiego.

Nie oznacza to, że książka Justyny Karolak pozbawiona jest akcji, wartkości – że składa się z samego tła, z iluzji. Oprócz swoistej refleksyjności – niekiedy bohaterki popadają w sytuacje zgoła niebezpieczne, które mogą nawet zagrażać ich życiu. Pojawia się więc niepokój, napięcie, które dokądś prowadzą, które gdzieś pchają, prowokując nas do myślenia i wzmagając naszą ciekawość.

Każdy, kto w literaturze ceni oryginalność i tajemniczość – powinien sięgnąć po „Tropiąc jednego wilka”. Wydarzenia z wierzchu obyczajowe i prozaiczne – plączą się ze sobą, tworząc głęboki i zaskakujący związek przyczynowo-skutkowy. Ten związek z początku zdaje się czystym absurdem. Lecz z rozdziału na rozdział – nabiera rysów dosadności i bezpośredniości, które bez pruderii obnażają porcję prawdy o naturze ludzkiej; o naturze kobiet i mężczyzn.

Czytanie o tej „porcji prawdy” może skłonić do spojrzenia w oczy – lustru. Innymi słowy, ta powieść sprawia, że ma się ochotę postawić samemu sobie – kluczowe pytania o sens nie tyle życia, co o sens, przeżytej już, przeszłości.

Często bowiem zadajemy sobie pytania o sens życia i przyszłe cele. Ale rzadko kiedy dostajemy od rzeczywistości zewnętrznej taki bodziec, który nakazuje poważnie zastanowić się nad tym, co już poza nami – przeżyte, wyczerpane. Z pozoru – bez zapachu, bez koloru, bez temperatury. Zdawałoby się, że – bez najmniejszego znaczenia.

Tymczasem autorka przekonuje nas, że choć wiedza o tym, kim się było – ani trochę nie wpływa na to, kim się będzie, to jednak świadomość i pełne pojęcie sensu minionych zdarzeń może mieć znaczenie niezwykle istotne dla naszej teraźniejszości.

Nie mamy wpływu na swoją przyszłość, ponieważ nigdy nie wiemy, na jaki bodziec natrafimy, i jakie zmiany on wywoła. Nie możemy programować swojej przyszłości. Ale mamy wpływ na teraźniejszość. Tu-i-teraz możemy decydować, co sądzić. Możemy przeżywać i chłonąć sens zdarzeń wszystkimi zmysłami.

Jak pisze autorka: „to zmysłami się pamięta, ponieważ właśnie zmysły kodują dane na temat zdarzenia w trakcie jego dziania się. Umysł służy jedynie temu, by zrozumieć, co się przeżyło”.

I tak stara się czynić główna bohaterka powieści. Przy pomocy umysłu, rozumu – próbuje uporządkować zaległy bałagan i wyjaśnić wszelkie wątki, które upłynęły już z prądem życia, a które obecnie – domagają się reasume. Zarazem bohaterka pyta:

ale – czym rzeczywiście jest teraźniejszość? I czym jest czas? Czy czas – to na pewno zjawisko obiektywne, symetryczne, liniowe? Czy tylko człowiek przywykł traktować życie jako ściśle sprzęgnięte z ruchem wskazówek zegara?

„Czasami myślę, że dusza jest z cukru, a czasu w ogóle nie ma. Ciekawe, dlaczego tak sądzę?” – zastanawia się główna bohaterka.

Tych pytań w książce jest znacznie więcej. Ale co najważniejsze – żadne z nich nie zostaje bez odpowiedzi. Autorka zostawia czytelnikowi dość miejsca na osobistą interpretację zbudowanej przez siebie treści, ale żadnego z pytań nie porzuca bez echa – nie opuszcza czytelnika z rozłożonymi na boki rękami, mówiąc: „nie wiem”.

Co więcej – autorka prowadzi nas przez historię zamkniętą, to znaczy: opowiedzianą od początku do końca. Choć koniec okaże się przewrotny i zdumiewający – zadamy sobie pytanie: dlaczego na to nie wpadłem? Przecież jakże wiele wskazywało na takie właśnie zakończenie – powinienem był się domyślić...

Ale – nie domyśliłem się. Autorka przeprowadziła mnie przez określoną historię, zostawiając mi po drodze mnóstwo wskazówek. Pomimo tego – i tak nie domyśliłem się finału tej niepokojącej, mrowiącej opowieści. Zostałem zaskoczony – i byłem dotknięty.

Zarazem ucieszyłem się, że młodzi pisarze w naszym kraju – piszą literaturę piękną. Że „Tropiąc jednego wilka” nie jest kolejnym, trywialnym „sprawozdaniem z życia”. Że autorka ani nie udaje reportera, ani niczym nie epatuje.

Autorka niczym nie epatuje – to jedna z najważniejszych zalet jej debiutu wydawniczego.

Dlatego, że książka nie pohukuje na nas tonem pseudo dydaktycznym i nie moralizuje. Dlatego, że szczerze i bez cienia sztucznego wstydu obnaża człowiecze błędy i niedostatki. Dlatego, że opisuje świat i relacje międzyludzkie, nie obawiając się zdemaskowania intymności i odarcia jej z piękna. Dlatego, że niczego nie kategoryzuje, lecz konsekwentnie opisuje realny świat jako niby nielogiczną i absurdalną, trudną do uchwycenia – skalę szarości.

Szczerze – polecam. Polecam wszystkim, którzy w krainie literatury – tropią odrobinę esencjonalności i emocjonalnej głębi. Polecam – nie dlatego, że powieść jest doskonała. Dlatego, że tkwi w niej coś, co sprawia, że warto się pochylić i zastanowić.

Daniel Skalski.