sobota, 22 września 2012

Dziwna zabawa pełna piany - czyli powiastka o tym, że nic się nie stało

Dziwna zabawa pełna piany
czyli powiastka o SaLIZAńskim gimnazjum w Lubinie
i Łojcze Dyrektorze

Dotychczas sformułowanie „ciało pedagogiczne” zwykło się interpretować z szacunkiem bądź po prostu neutralnie. No ale – język, to żywa tkanka. Język – tak samo jak obyczaje, rytuały i kultura – również ewoluuje. I tak – na skutek dziwnej zabawy pełnej piany, którą zorganizowano na wyjeździe integracyjnym gimnazjum z Lubina – sformułowanie owo poczęło nabierać nowego wydźwięku. Odtąd większość Polaków będzie już pamiętała: ciało pedagogiczne – jak to CIAŁO. Wychodzi na to, że trzeba je lizać.



Geneza głośnej historii uczniów, rodziców i ciała pedagogicznego lubińskiej szkoły – raczej każdemu w tym kraju jest znana. I nie tylko w tym kraju, bowiem historia obiegła już prasę zagraniczną – amerykańską i brytyjską. O ojcu dyrektorze Kozyrze napisano ponoć między innymi w: Daily Mail, The Huffington Post, The Telegraph. Nawiasem mówiąc – jako Polacy winniśmy albo wzniecić mocną rewolucję, albo strzelić sobie w łeb – w podziękowaniu za katolickie ciało pedagogiczne (przeznaczone do lizania, jak to ciało), które w oczach światowych, zagranicznych mediów i społeczeństw stało się nową, acz obrzydliwą, wizytówką Polski – swoistym, żenującym i zatrważającym exlibris. Warto podkreślić na marginesie, co następuje: odtąd nikt na świecie nie będzie kojarzył Polski z kiszonymi ogórkami oraz czarniną, ale ze skandalem – i to nie byle jakim. Ze skandalem polegającym na tym, że gimnazjaliści podczas otrzęsin (inicjacji, czyli wejścia nowych uczniów do ww szkoły – tak zwany rytuał kocenia) lizali kolana księdza, dyrektora – posmarowane bitą śmietaną.

Polska? Ach, to ten kraj, w którym księża molestują dzieci i kłamią, ponieważ wmawiają ludziom, że to nie bita śmietana, a pianka do golenia była... Polska? Tak, oczywiście – to ten kraj, w którym dzieci musiały klękać i lizać księdza po gołych kolanach, zlizywać z nich bitą śmietanę... to ten kraj, w którym na wsiach – rodzice bronią takich księży; i dzieci też ich bronią... to ten kraj, w którym kurator oświaty mówi: „Nie widzę przeciwwskazań”.

Nie potrzeba ani mędrca, ani filozofa, ani herosa, ani Boga do tego, by zauważyć, że jeśli dzieci klękają przed księdzem, oddają mu pokłon, kajają się i choćby całują, cmokają go (gdyby rzeczywiście nie lizały) po nagich kolanach, parafrazując zabawnego innego księdza, Natanka – to znak, że dzieje się coś ZŁEGOOO... Okazuje się właśnie, że głupota księdza Natanka rysuje się zaledwie zabawnie i jest godna lekko cynicznego uśmiechu, a co najwyżej drobnego współczucia. Na naszych oczach, w krainie mediów – wyrósł nowy ksiądz, prawdziwy gigant brzydkiej, haniebnej, fatalnej obyczajności. Autentyczny gigant, tytan szczytów głupoty i obrzydliwości – tak zwany piankowy ksiądz. A Janina Jakubowska na to, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty we Wrocławiu:

Jeśli im (przyp. red.: dzieciom) to nie uwłaczało i nigdzie nie zgłosili sprawy jako problemu, potraktowali to jako zabawę, to nie widzę przeciwwskazań.

Na takie słowa z ust kuratora oświaty – w kieszeni otwiera się kosa i normalny człowiek mierzy się z odruchem, by nie wybiec na ulicę i nie zawahać się splamić sobie rąk krwią. Aż się prosi, by polała się krew pani rzecznik. Co tam kosa – tu przydałby się prawdziwy, niezastąpiony Nóż Morderca. Święty Graal w krainie noży – nóż Gurkhów, tak zwany Kukri.

Wypowiedź Janiny Jakubowskiej wypada skomentować krótko, syntetycznie:

swego czasu – także gimnazjaliści – wymyślili dla siebie inną kapitalną zabawę, Słoneczko. Dziewczynki układały się na podłodze, w kręgu, na brzuchach, główkami do środka – bez majteczek. A chłopcy „brali je od tyłu”, co krótką chwilę zmieniając „partnerkę”. Dzieci nie zgłosiły nigdzie problemu – w dodatku same zabawę wymyśliły, nikt im niczego nie kazał, więc najwyraźniej wszystko w porządku. Skoro dzieci świetnie się bawią, do tego nie biją, nie kradną, nie napadają na starsze babunie i nie wyrywają im siatek z zakupami, lecz niewinnie sobie swingują – to społeczeństwo nie ma najmniejszego powodu do niepokoju. Dlaczego mielibyśmy zatem zakazywać dzieciom zabawy w Słoneczko i tłumaczyć im, że „dzieje się coś ZŁEGOO”? W końcu skoro bawią się obie strony (dziewczynki nie protestowały, chłopcy próbowali się w męskości i ścigali w spenetrowaniu jak największej ilości pochw) – to znaczy, że nie ma przeciwwskazań. Prawda, Pani Janino?




Ale, istota głupoty miałkich wypowiedzi na ten temat nie zawiera się tylko w kuratorium oświaty. Analogicznie rzecz się ma w saLIZAńskim gimnazjum: uczniowie, rodzice, nauczyciele i pracownicy szkoły – jednogłośnie bronią Łojca Dyrektora. Ba – na piśmie domagają się przeprosin. A społeczeństwu – w kieszeni otwiera się kosa (albo Kukri drga w dłoni, podekscytowany do rychłego działania, do wybrania się na wojnę).

Profesor Wojciech Burszta, antropolog kultury ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, powiedział w rozmowie z TOK FM, że prowincja zawsze będzie broniła księży, „swoich”. Dlatego, że świadomość społeczna małych terenów jest odmienna od świadomości wielkomiejskiej. Zgoda – trudno z tym stwierdzeniem polemizować. Nie powinno ono jednak zakłócać wspólnej, nas wszystkich, społecznej walki o wzrost świadomości i suwerennego, zdrowego myślenia na każdorakich obszarach – i w dużych miastach, i na prowincjach. Zważywszy, że w erze Informacji i Internetu – fizyczne granice pomiędzy terenami, między miastami a prowincjami, stają się anachronizmem.

Wygląda na to, że polska wieś – to nie prowincja w gatunku Cicely znanej z dobrego, błyskotliwego serialu pt.: Przystanek Alaska. Cicely wzbudza szacunek, sentyment lub chociaż szczerą ciekawość i sympatię – a współczesna polska wieś: nie. Mimo że ze wsi wywodzą się także ambitne, inteligentne osoby – młodzież, która kształci się i rozwija w dużych miastach. I dla tych osób dom rodzinny, korzenie na prowincji – winny jawić się miękkim, ciepłym mini światem, do jakiego zawsze chętnie zajrzą, aby powspominać pogodne chwile błogiego, szczęśliwego dzieciństwa. Niestety wyobrażenie szczęśliwego dzieciństwa na wsi, na prowincji – w obliczu aktualnej afery moralnej z Lubina – popada w bolesny niebyt, stając się powodem do wstydu za to, skąd się pochodzi.

Osoby pochodzące ze wsi wciąż muszą wstydzić się swego pierwotnego adresu zamieszkania – przed kolegami i/lub przełożonymi w pracy. Bo jak mają się nie wstydzić, kiedy polską wieś nadal kojarzyć wszyscy musimy z tępym biciem pokłonów przed brzydkimi panami w czarnych sukienkach? Bo jak mają się nie wstydzić, skoro rodzice pokrzywdzonych przez Łojca Dyrektora dzieci mówią, że nic się nie stało; że jest w porządku. Bo jak mają się nie wstydzić, kiedy saLIZAńskie ciało pedagogiczne nie widzi problemu oraz czuje się obrażone burzą wokół tematu, jaką roznieciły media, a później – internauci i blogerzy.

Na tym zdjęciu widać, że rzeczona pianka do golenia złudnie przypomina bitą śmietanę - ciekawe dlaczego? Przecież to niewinna zabawa tylko tylko...

To prawda – piana na kolanach księdza, którego w efekcie powinno się pacyfikować na bezludną wyspę, nie jest jedyną pianą w tej sprawie. Dużo piany – ubiły tu media, czerpiąc dla się wyraźną pożywkę i nośność, jak to zazwyczaj w sprawach wagi społecznej, w swej esencji – skandalicznej. Lecz bez bicia tej medialnej piany ludzie z dużych miast żyliby w nieświadomości, co się w gimnazjum w Lubinie wyprawia. A rodzice biednych dzieci – żyliby w naiwności i spętani swoją własną kretyńskością, w dalszym ciągu nie widząc problemu. Bo przecież to tylko wesoła tradycja. Bo przecież tak jest od lat. Bo przecież nikt nigdy złego słowa nie powiedział. Bo przecież – to tylko, tylko, tylko... I oby na tej bezludnej wyspie nie było i żadnych zwierząt – oby żadne zwierzątko nie zostało przez Łojca Dyrektora skłonione, by wylizywać mu nagie, owłosione, brudne kolana z mleczka kokosowego (którego prawdopodobnie zwykł używać do golenia w zastępstwie tradycyjnej pianki, bo może za gorzka, bo niesmaczna), kiedy w zasięgu nie będzie ni żadnych dzieci, ni głupich, posłusznych rodziców – pretendujących do niezwłocznego leczenia psychiatrycznego.

Warto dopowiedzieć, że bicie tej piany, rozpętywanie wojny i rozognionych dyskusji – nie tyczy się wyłącznie kwestii molestowania, pedofilii etc. Niewinny jest Łojciec Dyrektor przestępstwa o podłożu seksualnym, póki nie udowodni mu się winy; fakt. ALE: nie najważniejsze tu, czy podtekst seksualny wystąpił intencjonalnie, czy przypadkiem. Czy Łojciec Dyrektor miał erekcję, czy nie miał. 




Pytanie, dlaczego to musiały być gołe kolana? Dlaczego pianka, krem – które jednoznacznie, w samej swej naturze, wyglądzie, definicji, kojarzą się bezsprzecznie z kontekstem erotycznym. Dlaczego obnażone bezwstydnie kolano, a nie na przykład – ubrany – łokieć?

I ostatecznie – dlaczego wieś, prowincja walczy o zachowanie swej tępoty i ograniczenia umysłowego? Dlaczego umysły rześkie, przytomne – miałyby wsi pobłażać, usprawiedliwiać wsiowych rodziców i „pedagogów” – wariatów, psychopatów, debili? Usprawiedliwiać i wyjaśniać, że taka jest ich kultura, obyczajowość – ustalona i wyryta długie lata temu. Bo na wsiach zawsze stado zniewolonych owiec lgnęło do kościoła, bijąc się w piersi i pokłony składając nie przed Bogiem (choć i to byłoby i niestosowne, i niedorzeczne), a przed urzędnikiem kościelnym, to jest przed panem w sukience.

Ciekawie skomentował jeden z artykułów na ten temat internauta o loginie „jgalka”:

A dlaczego ta pianka do golenia jest w pojemniku po bitej śmietanie? A dlaczego na zdjęciu ksiądz zdaje się mieć niezłą erekcję? Dlaczego qrwa znowu dzieci i ksiądz, czy nie da się tych dwóch towarzystw ustawowo oddzielić od siebie? Nie chce mi się więcej pytać o tępych rodziców, o kuratorium itp., bo kto mi odpowie – chyba wiatr.

Taki komentarz pozostawił internauta na portalu Gazeta.pl pod tekstem pt.: Piana na kolanach księdza. Na szczęście jest to tylko jeden z wielu głosów jednoznacznie krytykujących Łojca Dyrektora.

Na szczęście – ludzi świadomych jest coraz więcej. Lecz idiotów i obmierzłych drani – nadal niestety nie brak.

Na koniec – pytanie wypada skierować do wiatru. Nie do kuratorium, nie do prokuratury, nie do żadnego profesora – do nikogo. Proste, lekkie pytanie – rzucone swobodnie na wiatr. Pytanie, które niech zadryfuje bezpańsko jak śmieć, jak niechciana papierowa serwetka wyrzucona w powietrze, na ulicę, za okno... bo kto mi odpowie? Chyba wiatr.

Rzucam więc pytanie na wiatr: i co dalej? Co teraz będzie? No – co?

Co dalej, Polsko, z tym problemem, z katastrofą kulturową, z brzydką, makabryczną groteską – z lizaniem przełożonego? Doprawdy – to tylko zabawa? Zabawa w galery? W poddaństwo, w niewolnictwo wobec systemu – wobec urzędu i urzędnika? Zabawa niewinna w odzieranie czynów podszytych erotyzmem i pedofilią – z erotyzmu i pedofilii? Zabawa w wojskową falę? W co?

Czyń wietrze ze stosem ważnych pytań, co zechcesz. Uznaj je za nieważne i roztrwoń, rozdmuchaj w cztery strony świata. Niech ucichną i przepadną bez echa. Bo może wcale nie warto o nic w powyższej sprawie pytać. Może nie warto niczego czyścić, prostować. Może już wszystko stracone. Może już czas – jedynie na Kukri: czas zabrać Kukri na spacer; wyjść z Kukri na ulice miast i dużych, i małych. Po co? Żeby poszukać wiatru w polu. Nie odpowiedzi, tylko wiatru – czystego, chłodnego, orzeźwiającego wiatru, który dobrze przewietrzy głowę.

Justyna Karolak.

Przyp.red.: źródłem informacji o wypowiedziach Janiny Jakubowskiej ( Justyna Mańkowska, PAP, Piana na kolanach księdza) i prof. Burszty (Polska wojna kultur) oraz dziennikach zagranicznych opisujących wydarzenie (Media na świecie o otrzęsinach w gimnazjum salezjańskim: Przerażające, odrażające), jest Gazeta.pl. Sformułowania „Łojciec Dyrektor”, „piankowy ksiądz” i „saLIZAński” zostały zaczerpnięte z Internetu i są autorstwa społeczności internetowej, nie mojej.

Fotografie wykorzystane do artykułu również nie są mojego autorstwa. Zostały zaczerpnięte z Internetu - nie udało się zlokalizować ich pochodzenia i autorstwa.





2 komentarze:

  1. mróz,harpagan harpun łotry jesiotry ogarnia mną TRWOGAA

    OdpowiedzUsuń
  2. To znak, że dzieje się coś ZŁEEGOOO...

    OdpowiedzUsuń