piątek, 12 października 2012

Anty-aborcja w Polsce: pokłosie idiotów wierzących inaczej

Anty-aborcja w Polsce:
pokłosie idiotów wierzących inaczej


Na Storze pisałam ongiś dość obszerny artykuł na temat aborcji w Polsce. Sądzę, że poruszyłam w nim kilka istotnych poziomów tego problemu. Również pod artykułem odbyłam bardzo ciekawą dyskusję z Marcinem – zwolennikiem (przeciwnie do mnie) idei pro-life. Uważam, że oboje pokazaliśmy w tej dyskusji, iż jednak można w Polsce na temat aborcji rozmawiać z zachowaniem elementarnych zasad dobrego wychowania i kultury osobistej. Jakkolwiek pokazaliśmy również, że nie sposób z dwóch przeciwnych krańców barykady w tym dyskursie – dojść do konsensusu. Co nie oznacza, że zupełnie niewykonalnym jest dojście do kompromisu. Przy dobrej woli stron obu – kompromis nie musi być wykluczony.



Zainteresowanych tematem oraz dyskusją rozwiniętą w komentarzach – zapraszam do artykułu pt.: Polska ustawa antyaborcyjna – ustawa przeciwdziałająca rozwojowi życia. Tu-i-teraz nie jest moją intencją powielanie w kolejnym artykule przemyśleń, które się nie zmieniły. Chcę odnieść się jedynie do najnowszych wydarzeń dotyczących ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, jaka ostatnimi czasy została wzbogacona o projekt nowelizacji, wprowadzający zakaz przerywania ciąży w przypadkach, kiedy występuje duże prawdopodobieństwo ciężkiego albo nieodwracalnego upośledzenia płodu lub też nieuleczalnej choroby, zagrażającej jego życiu. Autorzy tego projektu nazywają go zakazem „aborcji eugenicznej”.



W mojej osobistej ocenie, nie sposób nie odnieść się do ww projektu. Zadziwiające, że najwięcej jadu na zwolenników aborcji lub po prostu ludzi, którzy wyobrażają sobie takie konteksty sytuacyjne, w jakich dokonanie aborcji może być najmniejszym możliwym złem – wypluwają z siebie katolicy. Nie chcę popadać tu w niesympatyczne uogólnienie i mówić, że być może nie ma się czemu dziwić – że to zupełnie „normalne”, że właśnie katolicy plują jadem – bo to przecież tacy polscy talibowie, z od pokoleń zrytą mentalnością i oczywistym brakiem uczuć wyższych, empatii i tolerancji, więc nie ma się czym zdumiewać. Nie chcę ustosunkowywać się do katolików w ten sposób, mimo że to właśnie katolicy prezentują wszem i wobec najwięcej agresywne postawy wobec każdego i wszystkiego, co choćby na milimetr odbiega od ich skostniałego, surowego, ograniczonego intelektualnie i emocjonalnie pseudo moralnego poglądu.



Trudno zrozumieć, dlaczego katolicy, mianujący się „obrońcami życia”, nie zadają sobie pytań o dalszy los płodu nieodwracalnie i ciężko upośledzonego lub nieuleczalnie chorego. O dalszy los płodu – a więc dziecka, a więc organizmu ludzkiego żyjącego już poza organizmem matki.



Trudno wytłumaczyć, dlaczego nie matka winna mieć prawo decydować o tym, jaka przyszłość czeka jej dziecko. Czy aby nie spędzi ono całego życia w katatonii, z rurką wetkniętą w gardło, niezdolne dla przykładu – ani samodzielnie oddychać, ani oddawać fekaliów. Lecz „katolickie miłosierdzie” jest w takowych przypadkach nieskończone, nieograniczone, bo wszak opiekę medyczną, jak i wszelaką opiekę i miłość (nie pomnąc o środkach materialnych), takiemu polskiemu dziecku zapewni oczywiście państwo.



Oczywiście Polska z otwartymi ramionami chłonie pod swoje kwocze skrzydła jak idealna matka wszystkie kaleki, osoby upośledzone umysłowo i fizycznie, ludzi nieuleczalnie chorych. Łoży przy tym z pakietu socjalnego na wychowanie, przysyła wolontariuszkę do dziecięcia do opieki do domu, kiedy mama dziecięcia urabia sobie ręce po łokcie, harując niczym galernik po 12 godzin w hipermarkecie, żeby jakkolwiek przetrwać od pierwszego do pierwszego.



Wspaniała to zaiste wizja ochrony życia dla samej, pustej, obmierzłej idei. A jeśli miłosiernym ma być skazywanie dzieci na roślinne wegetowanie w wielkim cierpieniu – odwracam się plecami od tego katolickiego narodu i obrażam na katolickiego boga.  



Powiem krótko: bóg, który przyświeca Frondzie.pl i przeciwnikom aborcji, wyzywającym kobiety, jakim zdarzyło znaleźć się w złożonej sytuacji i stanąć na dramatycznym rozdrożu – od morderczyń, stanowczo nie jest moim bogiem. Nie jest też bogiem miłującym życie.



To tylko polski, wymyślony, wypaczony – niby bóg. Pełen jadu, zadufania i nienawiści wobec życia i świata. Idiotyczny bóg, karkołomny i ograniczony, który miana „aborcja” i „morderstwo” zezwala stawiać na jednej szali – podobnie zresztą jak „eutanazja” i „zabójstwo”.



Katoliccy obrońcy wszech życia upatrują przejawów życia wyłącznie na poziomie ciągłości podziałów zygoty. Życie jest rozumiane przez nich jako prymitywny aspekt czystej biologii. Co z racjonalnym zadawaniem sobie pytań o przyszłość chorych, kalekich i – niechcianych dzieci?



O ich dalszą świadomość, rozwój, poczucie szczęścia, wartości, marzenia?



O komfort życia? O biedę? O ceny lekarstw, opiekę medyczną, rehabilitację?



Ech – pytania bez odpowiedzi. Chyba już nie warto głośno ich zadawać – bo po co? Kto mi odpowie rozsądnym argumentem – zamiast jadem, pręgierzem i nienawiścią?



Być może już nie warto o nic pytać. Wyjścia z tego impasu istnieją bowiem wyłącznie trzy.



Pierwsze – to rewolucja i „wojna aborcyjna”, jak przepowiada Tusk.



Drugie – to masowe samobójstwa zdrowych, myślących, młodych kobiet (w ramach drastycznego protestu i strachu o własną przyszłość w tym kraju).



Trzecie – to emigrowanie na drugi koniec świata – najlepiej do Nibylandii, gdzie wspomnienie o Polsce, zhańbionej obecnym kształtem państwa kościelno-policyjnego, będzie jedynie czczym powidokiem starych, przebrzmiałych, koszmarnych dziejów.

Justyna Karolak.

4 komentarze:

  1. Katolickie miłosierdzie jest nieskończone, ale...z bezpiecznej odległości. Za fasadą deklarowanej troski o bliźnich, obecnych i przyszłych, kryje się bezduszność, nie liczenie się z realiami i uczuciami innych. Cierpienie "uszlachetnia", ale raczej w mniemaniu tych, którzy nie doświadczyli prawdziwego cierpienia. W ten sposób ich wspaniałomyślność okazuje się być...zwykłym egocentryzmem?
    Liberał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że zwykły egocentryzm jest czymś zupełnie różnym i nieporównywalnie delikatniejszym od postaw "wszechmiłosierdzia katolickiego", o jakich mowa zarówno w tekście, jak w Twoim komentarzu.

      Nawet słowo egoizm - nie do końca tu pasuje i oddaje istotę problemu. Egoiści bowiem troszczą się wyłącznie o siebie, katolicy natomiast będący po stronie projektu nowelizacji antyaborcyjnej - deklarują troskę o przyszłość tak płodów, jak i kobiet, będących w ciąży, zarazem nazywając kobiety rozważające aborcję - morderczyniami. To coś więcej, niż egoizm - to bezduszne kąsanie i plucie jadem w stronę bliźnich, kamuflowane pod szyldem empatii i altruizmu. Fuj :(.

      Usuń
    2. Masz rację, egocentryzm niezupełnie odpowiada takiej postawie. Bardziej pasowałby bezduszny, zakłamany zamordyzm.
      Liberał

      Usuń
    3. Zamordyzm - pasuje; kupuję :). Znakomite określenie - biorę w całości.

      Usuń