wtorek, 9 października 2012

Młody Polak na bezrobociu

Młody Polak na bezrobociu

Czy Polska dzielnie opiera się kryzysowi gospodarczemu, czy mniej dzielnie – dla przeciętnego Polaka w tej materii niewiele się zmienia. Dla wielu z nas – obraz za oknem zdaje się jednostajny, constans. Na co dzień stykamy się z tymi samymi problemami – bałagan w służbie zdrowia, stale wzrastające rachunki, świadczenia, brak podwyżek, szczuplejsze premie itd. Innymi słowy – także problem społeczny, jakim jest bezrobocie, wydaje się na dłuższą metę nierozwiązywalny.

Tak – bezrobocie, to w Polsce zwykła codzienność. Nie ma klasy średniej, głównego wypełniacza społecznej struktury – i nie ma „średnich prac”, ani płac. Płace najczęściej są w wysokości tzw.: najniższej krajowej, do tego – być zatrudnionym na umowę o pracę uchodzi za prawdziwy cud. Najczęściej pracujemy na umowę o dzieło bądź zlecenie. Trudno się dziwić, że w takich realiach młode Polki nie chcą rodzić – i nie będą rodziły dzieci. Nie mogą bowiem zapewnić nawet sobie minimum zawodowej, socjalnej stabilizacji – cóż dopiero porywać się z motyką na słońce i marzyć o wychowaniu potomka.

Oprócz nielicznych młodych, wykształconych Polaków, którym udało się „gdzieś zaczepić” i którzy realizują karierę zawodową w korporacjach – których stać na wakacje, a nawet, osławione dziś, sushi od czasu do czasu – wielu szuka pracy byle jakiej wyłącznie po to, by wegetować.

Większość studiuje na państwowych uczelniach tylko po to, by później nie było ich stać na wyprowadzenie się od rodziców. Do szczęśliwców należą jednostki, które odziedziczyły skromną kawalerkę po dziadkach. W takim przypadku – owszem: „pójdą na swoje”, by w szybkim czasie przekonać się na własnej skórze, jak to jest – mierzyć czas smutnym odliczaniem od pierwszego do pierwszego.



Człowiek jednak potrafi bardzo umiejętnie adaptować się do trudnych warunków. Być może działa tu instynkt przetrwania. Młodzi zaciskają zęby i pracują tam, gdzie mogą – nawet jeśli pensja za pełen etat wynosi tysiąc złotych z małym hakiem. Trudno – takie jest życie; mówimy. I zaciskamy zęby – i pasa.

Po co więc studiują młodzi Polacy?

Niektórym udaje się nie poprzestać na, niewiele wnoszącym do późniejszej potencjalnej kariery, tytule magistra, który zdążył się drastycznie zdeprecjonować w obliczu współczesnych realiów. Kształcą się więc dalej, prąc do doktoratu. Niektórym się udaje – i mają potem szansę pozostać na uczelni, a więc w środowisku, które już znają i które jest spójne z ich wyborem ścieżki, najpierw edukacyjnej, a później zawodowej.

Niektórzy studiują bez wyraźnego celu. Bo wszyscy studiują. Bo w tych czasach – to dziwne: „nie mieć magistra”. Nawet jeśli ów „magister”  nic znaczącego do życia nie wnosi.

Bo co – daje ów „magister”; co da – młodym Polakom? Nic nie da. Nic – wymiernego. Studenci zdają sobie z tego sprawę. Po prostu nie chcą się poddawać na samym wstępie do dorosłego życia i robią, co w ich mocy, żeby zdobyć wykształcenie, bo w końcu niektórym się powiodło i po „wymagistrowaniu się” – szanse na zatrudnienie jakkolwiek rosną, czy też po prostu – są. Przynajmniej – w potencjale. Przynajmniej – w sferze nadziei i marzeń. Dlatego ci ludzie próbują. Kształcą się, by następnie – pracować w marketach za najniższą średnią krajową.  

Trudno – mówimy sobie. Takie jest życie. Mówimy. I próbujemy przetrwać.

Są jednak i tacy, których osobiste aspiracje zawodowe przekraczają zdrową granicę wierności samemu sobie i wiary w marzenia o świetnej pracy.

25.letnia Paula od roku intensywnie szuka pracy. Znalazła pracę na stoisku firmowym w jednej z galerii centrum handlowych. Szef – miły. Umowa o pracę na czas nieokreślony. Grafik naprawdę elastyczny, do zaakceptowania. Towar prosty w obsłudze i przyjemny. Zarobki – jak na polski handel: niezłe. Jednak Paula nie była zadowolona. Odeszła.

Znajoma matki Pauli – umówiła Paulę na rozmowę rekrutacyjną ze swoją znajomą, dyrektor banku. Praca w banku miała rozpocząć się od tzw.: siedzenia na kasie – na razie w banku brakowało więcej wolnych wakatów i istotą spotkania było, aby Paula miała jakąkolwiek szansę na początek się w banku „zahaczyć”. Aby w późniejszym czasie mogła, już bedąc wewnątrz, już zatrudnioną, aspirować do pełnienia stanowiska bardziej zgodnego z ukończonym kierunkiem studiów, z administracją.



Jednak Paula podziękowała pani dyrektor za spotkanie, obwieszczając, że bardziej widziałaby się w marketingu, w dziale Public Relations. Pracy – żadnej – nie dostała.

Znajoma matki – była wyrozumiała i cierpliwa. Postanowiła pomóc po raz drugi. Umówiła Paulę z kolegą – prezesem firmy handlowej. Paula musiałaby pracować w systemie dwunastogodzinnym, ponadto – także w weekendy. Oczywiście nie we wszystkie dni tygodnia – i nie we wszystkie weekendy. Plusem takiego trybu pracy są całe dnie wolne w ciągu tygodnia oraz niektóre soboty i niedziele. Paula nawet nie przyszła na rozmowę kwalifikacyjną. Powiedziała, że wszyscy jej znajomi pracują od poniedziałku do piątku w godzinach od ósmej do szesnastej i mają wolne weekendy. Ona – też tak chce. A pracy – żadnej – jak nie było, tak dla Pauli nie ma.

Paula mieszka w swoim mieszkaniu. Kto opłaca rachunki? Matka. Paula spędza młode, dorosłe życie na „bujaniu” się między spotkaniami z koleżankami na popołudniowej kawie – i na szukaniu pracy – intensywnym, dzielnym oraz, nie ma co ukrywać, nader ambitnym.

Pracy – wciąż nie ma. Nikt Pauli zatrudnić nie chce. Dlaczego? Jest młoda, ma przyjemną aparycję – do tego niegłupia, wszak z tytułem magisterskim.

Jakie są prawdy, a jakie mity na temat polskiego bezrobocia? Kto nie może znaleźć pracy rzeczywiście, a kto mierzy zbyt wysoko, mamiony własnymi ideałami o doskonałej pracy i samodzielności? Trudno odpowiedzieć na te pytania w sposób jednoznaczny.

Jakkolwiek warto nie zapominać, idąc na niedzielne zakupy do hipermarketu, że większość ze sprzedawczyń galerii handlowej – to osoby studiujące. A część z nich – studia już ukończyła, zwieńczyła obronionym lepiej czy gorzej tytułem magisterskim.  

Te dziewczyny – w przeciwieństwie do Pauli – uśmiechają się do klientów, nie narzekają, biorą realne, dorosłe życie takim, jakie jest. Lecz z czasem – mogą przestać się uśmiechać. Z czasem – mogą zapomnieć, czego pierwotnie od życia oczekiwały. Przestaną szukać innej, lepszej pracy – z czasem zapomną, że kiedykolwiek do takowej pretendowały.

Za dobrze już wiedzą, że takiej pracy w Polsce – nie ma. Z czasem zgorzknieją więc w sposób do Pauli podobny, analogiczny – tylko nieco później, po dłuższym zaciskaniu zębów (i pasa, aby przeżyć od pierwszego do pierwszego).

Justyna Karolak.

Przyp. red.: Na potrzeby artykułu imię Pauli zostało zmienione.

2 komentarze:

  1. Rafał zaczynał pracę jeszcze w czasie studiów, jako handlowiec w małej agencji reklamowej, potem przeszedł do działu handlowego średniej firmy i po kilku latach został w nim kierownikiem. Miał spore doświadczenie, zarabiał dobrze (6-8 tysięcy miesięcznie), miał na utrzymaniu żonę, dziecko i kredyt we frankach do spłacenia. Niestety konflikty z przełożonymi, kryzys i spowodowana nim restrukturyzacja firmy sprawiła, że Rafał stracił pracę. Zaczął szukać nowej w kolejnych firmach, ale pułap jego wymagań finansowych przedstawiany na rozmowach kwalifikacyjnych powodował, że kolejni potencjalni pracodawcy grzecznie dziękowali mu za możliwość współpracy. Większość z nich mogła mu zaoferować pensję niewiele wyższą od minimalnej plus prowizje od zysków - z tym że w większości przypadków bazę klientów musiałby budować sam. Wiedząc, że nie będzie na to czasu, Rafał rozpoczął własną działalność gospodarczą. Obecnie rozwozi ciuchy do butików, uśmiechając się sarkastycznie na wspomnienie dawnych czasów. Kiedyś pewnie spłaci kredyt.
    Dla większości młodych Polaków i tak pewnie jest szczęściarzem.
    Liberał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - dla większości młodych Polaków i tak pewnie jest szczęściarzem.

      Wielu nie jest w stanie sobie poradzić, usamodzielnić się, zatroszczyć o swój własny byt, nie wspominając o marzeniach i planach założenia rodziny. Ciężko bowiem podjąć świadomą decyzję o rodzicielstwie, kiedy - aby przetrwać - trzeba chodzić po kanapki albo na obiad do mamy...

      "Na szczęście" dzięki nowelizacji ustawy antyaborcyjnej - Polki będą jednak rodziły dzieci. Ich sytuacja materialna, dramatyczna, krytyczna - nie będzie miała wpływu w obliczu ww ustawy na decyzję o macierzyństwie. Trudno tu zresztą mówić o decyzji - Polki będą po prostu rodziły dzieci niechciane, nieplanowane (np.: chore, upośledzone) w imię ustanowionego przez idiotów prawa ludzkiego.

      Usuń