niedziela, 28 października 2012

Rozważania o wolności

Wolność – absolutnie absolutna

Jak powiedział Tom Robbins – w życiu może istnieć tylko jedna rzecz ważniejsza od szczęścia, i jest nią wolność. Ale czy realna wolność nie byłaby tożsama z pojęciem szczęścia? Czy priorytetem człowieczych poszukiwań – nie jest właśnie szczęście? Czy nie do szczęścia prowadzą wszelkie drogi naszego poznania, kluczenia, definiowania rozmaitych mian?

Jeżeli można powiedzieć o świecie cokolwiek w miarę obiektywnego, to z pewnością jedynie tyle, że większość rzeczy, składających się na świat – nie jest ani trochę obiektywna. Innymi słowy, cokolwiek chcielibyśmy uchwycić w rękę i przyjrzeć się temu z każdej strony, najprawdopodobniej nasza wnikliwa obserwacja nie wyczerpie całości danych na temat natury pochwyconego przedmiotu.


Świat jest bezwzględny w wystawianiu nas na gorzkie próby odnalezienia swojego miejsca w nim – i co do tej tezy raczej będziemy zgodni. Poza tą tezą – świat pozostaje jednak względny niezależnie od poziomu prywatnych aspiracji, przy użyciu których chcielibyśmy opisać go w sposób spójny i zbadać za pomocą ściśle sformułowanego wzoru.

Świat jest względny, stąd i sens różnych pojęć jest względny – nie może być inaczej.

A skoro tak, kardynalny cel naszych poszukiwań, za jaki można uznać wolność – niekoniecznie musi być sprowadzany do wspólnego mianownika pod tytułem Szczęście.

Wolność nie musi oznaczać szczęścia. Nie musi być stawiana na jednej szali ze stanem, w jakim wszystkie potrzeby i marzenia zostały zaspokojone, w jakim człowiek czuje wielki spokój, radość i niezmącone zadowolenie. Bo do nakarmienia pragnień i oczekiwań służy szczęście. W swej najznakomitszej i najbardziej syntetycznej definicji – oznacza bowiem nic innego, niż brak potrzeb.

Pozornie można by powiedzieć, że człowiek, który niczego nie potrzebuje, jest nieprawdziwy, zakłamany albo chory, półmartwy. Żeby wyobrazić sobie stan, w którym nie określają nas nasze potrzeby i pragnienia, trzeba jednak zajrzeć głębiej i postarać się dostrzec – niezauważalne. Dostrzec, to znaczy, że nie wystarczy patrzeć, ani nawet w skupiony sposób obserwować – trzeba także widzieć.


Od percepcji do interpretacji – jest daleka droga. Postrzeganie nie jest tym samym, co świadome konkludowanie. Patrzeć – to pojęcie powierzchowne. Natomiast widzieć – jest działaniem trudniejszym do wdrożenia, niż na pierwszy rzut oka można by przypuszczać.

Stan, w którym nie determinują nas nasze pragnienia i oczekiwania – a przestają nas one determinować z chwilą, kiedy zostają nakarmione, wypełnione, zrealizowane – jest szczęściem. Ale stan, w którym nie ograniczają nas nasze pragnienia – można przypisać wolności (nie szczęściu).


Wolność jest pierwsza przed szczęściem. To stan, w którym nadal żywimy pragnienia i marzenia, lecz te pragnienia już nas nie ograniczają (nie niewolą). Nadal chcielibyśmy więcej, lepiej, inaczej (prawdziwiej? Mocniej?...), ale już nie pójdziemy po trupach, by dopiąć swego.

Wolność. Cnota wewnętrzna, która umożliwia nam podziwianie rzeczywistości bez siania postaw sceptycznych – bez zadawania pytań: dlaczego, jakim prawem, skąd? Cnota wewnętrzna, która nie docieka genezy, która przyjmuje z otwartymi ramionami obraz świata taki, jaki maluje się tuż przed wzrokiem w swoim bieżącym nurcie. Cnota wewnętrzna, umożliwiająca bycie człowiekiem w kontekstach skłaniających do zezwierzęcenia. Cnota, wewnętrzny filtr – odcedzający znamię prawdy od polukrowanej fikcji. Zdolność widzenia rzeczy takimi, jakimi są dla naszych oczu i pozostawania lojalnym wobec własnych spostrzeżeń, z zachowaniem szacunkiem do zewnętrznych opinii.


Wyobraź sobie, że właśnie kończy się zima, ale wszędzie – jeszcze leży brudny, powoli topniejący śnieg. Idziesz na spacer do parku. Raptem zauważasz pierwszy, wczesnowiosenny liść. Któreś z, jeszcze ponurych, uśpionych, parkowych drzew – wypuściło już prawdziwy zwiastun wiosny: soczyście zielony, świeży, nowiutki liść; piękny. Widzisz, że liść jest piękny, ale nie pytasz, nie zastanawiasz się, dlaczego. Rozmyślasz o jednej z cech świata, którą jest przemijalność. Nowy liść jest żywy, i paradoksalnie poprzez to, że jest żywy – przypomina, że wszystko przemija. Jednak ty nie pytasz, dlaczego tak musi być. Uśmiechasz się na widok liścia. Cieszysz się, że jest piękny – i rozumiesz, że przemijanie rzeczy składających się na świat, jest naturalne. Ty też jesteś częścią tej natury, tych zależności. Nasycasz oczy i umysł prostym poczuciem piękna, z którym jesteś powiązany, połączony. Czy to jest szczęście?

Nie. To jest radość chwili – i wolność. Realna, stosunkowo łatwa do osiągnięcia. „Wystarczy” widzieć, nie tylko patrzeć.

Wolność jest pierwsza przed szczęściem – i o wiele bardziej realna, możliwa do zasmakowania. Dlatego, że stan, w którym wszystkie potrzeby i pragnienia zostały zaspokojone, wydaje się niemożebny – nie z tego świata. Podczas gdy stan, w którym pragnienia w nas wciąż żyją, lecz nie sprawują już nad nami kontroli, władzy – naprawdę jest osiągalny. Dlatego, że każda władza – w rzeczywistości jest iluzją.

Nawet w najpodlejszej sytuacji – gdy nic nie zależy ode mnie, a wszystko jest narzucone z góry i krępuje każdy mój ruch – w swoich myślach i interpretacji okoliczności, wciąż mogę, co zechcę – a niczego nie muszę.


Będąc uwięzionym w dybach – człowiek w dalszym ciągu może uśmiechać się do swoich myśli. W środku głowy – jest naprawdę dużo otwartej przestrzeni i możliwości w niej drzemiących. Człowiek nawet obezwładniony, pokonany – wciąż może być zwycięski wobec nałożonych na niego ograniczeń, nakazów, przymusów. Ta możliwość, ten stan – to właśnie wolność. Czasami nie ma ona nic wspólnego z poczuciem szczęścia – bywa złożona, bolesna i okaleczona, przyćmiona; może też zawierać w sobie sprzeczności i niedogodności, choć ostatecznie sprowadza się do tego, do czego powinny sprowadzać się ludzkie wybory i uczynki:

do wierności samemu sobie i umiejętności trzymania się pierwotnych ustaleń. Do wartości, które się pokochało i uznało za własne.

Wolność jest twoim ulubionym smakiem. Tym, kim zdecydowałeś się zostać. Tym, co pozwala ci spokojnie zasnąć. Tym, przed czym się nie ugiąłeś, na co się nie złapałeś – mimo że pokusa i podstęp były silne i sprytne. Dobrem, jakiego życzysz innym. Stanem, który naraża na trudy i niewygody, lecz który jest twoim osobistym, świadomym wyborem i wyraźnie narysowanym konturem, jaki oddziela cię od tłumu.

Justyna Karolak.

2 komentarze:

  1. Obiektywny jest tylko subiektywizm, choć nie wszyscy to rozumieją;)
    Tak, władza jest iluzją, jeśli ktoś zachowuje wolność wewnętrzną. Co jednak z sytuacją, w której ulubiony smak został zastąpiony erzacem, czyjeś postępowanie stało się zwierciadłem oczekiwań innych, a miejsce niezależnych myśli zajęły skopiowane gotowce?
    Liberał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sytuacja, o której mówisz - nie ma nic wspólnego z wolnością. O ile nie mamy wpływu na wszystkie zasady, według jakich funkcjonuje świat, o tyle to my jesteśmy autorami naszych myśli. Jeżeli potrafimy uczynić je niezależnymi od mechanizmów i bodźców zewnętrznych, to można powiedzieć,że jesteśmy wolni.

      Władza - "obiektywnie" - jest iluzją. Tak samo jak presja, nacisk, "ściśle" wytyczone zasady np.: prawne; szablon zachowań społecznych nałożony na jednostki np.: przez sferę polityczną lub doktrynę kościelną (co w sumie na jedno wychodzi :)... Wszystkie te wymienione elementy, podobnie do władzy, są swoistym "matrixem"; iluzją. Stanowią one nie o podwalinie ani jakości czegokolwiek, a są jedynie sztucznie wykreowanym umówieniem się na określony paradygmat.

      Usuń