sobota, 12 stycznia 2013

Dexter: dlaczego Rita, nie Lila?

W obronie naiwności
Odezwa do fanów Dextera i antyfanów Rity

Jako fanka serialu pod tytułem Dexter – nie raz, nie dwa zajrzałam na forum w Internecie, by skonfrontować swoje wrażenia z wrażeniami innych fanów. I co odkryłam? Odkryłam, że wielu mocno krytykuje postać Rity – kobiety głównego bohatera. Z licznych dyskusji obecnych w sieci dowiedziałam się, że Ritę – w zdecydowanej większości – widzowie uznają za nadzwyczaj irytującą. Dlaczego? Bo naiwna do granicy absurdu. Bo groteskowa przez tę naiwność. Ach, Rita... Ukochana seryjnego mordercy – przesłodzona, polukrowana, że aż mdli. Osobiście nie podzielam tej opinii – mnie Rita nie irytuje, nie powoduje odruchów wymiotnych i w moim poczuciu pozostaje zwyczajnie słodka, ciepła i kobieca, nie zaś głupia, infantylna, mdła i przerysowana. Zastanawia mnie jednak ten poznawczy dysonans, który zdradza najwyraźniej kroplę gorzkiej prawdy o człowieku. A mówiąc dokładniej – o człowieczej naturze, o naszej psychice.

Pojawia się bowiem nowa dla mnie refleksja – pytanie, którego nie zadawałam sobie nigdy dotąd. Mianowicie – dlaczego z dużą łatwością przychodzi nam darzenie niezmąconą sympatią postaci Dextera, który oprócz powierzchownego faktu bycia nader uroczym, w rzeczywistości jest jednak przede wszystkim jednostką wyrafinowaną w złym znaczeniu tego słowa? Jest wszak psychopatą – zabójcą, mordercą, któremu odbieranie życia osobom – nie bez skazy wprawdzie – sprawia niekłamaną przyjemność i daje mnóstwo satysfakcji. Dexter zabija, mówiąc kolokwialnie, z zimną krwią, a mimo tego – my, wszyscy fani serialu, bezsprzecznie go lubimy. Wręcz uwielbiamy i w duchu trzymamy kciuki, by wymiar sprawiedliwości nigdy nie trafił na trop Mrocznego Pasażera, by nigdy go nie zdemaskował i nie ukarał. Chcemy, żeby Dexterowi się udawało – życzymy sobie, aby mu się upiekło za każdym razem, gdy będziemy świadkami, jak unieruchamia kolejną ofiarę taśmą, jak nacina jej policzek – by pobrać swoje zwyczajowe trofeum (krew), jak zatapia nóż w mostku ofiary po samą rękojeść... W głębi duszy czekamy na te chwile w napięciu i zawsze, kiedy kolejna z tych chwil następuje – cieszymy się, czy wręcz odczuwamy ulgę. I nie odczuwamy ulgi bynajmniej dlatego, że Dexter działa według określonego, w pewien sposób „czystego” kodeksu moralnego, ponieważ unicestwia gorszych, więcej brutalnych od siebie przestępców. Nie sympatyzujemy z Dexterem z powodu, iż postrzegamy go jako pozytywnego bohatera – podobnego do Robin Hood'a, który zabierał bogatym, a oddawał biednym... Sympatyzujemy z Dexterem, a nawet lubimy się z nim utożsamiać, ponieważ przekracza – dla nas: nieprzekraczalne.

Dla Dextera sięganie po nakarmienie wewnętrznego, złowieszczego głodu – jest po prostu osiągalne. Innymi słowy, Dexterowi wolno nakarmić ten gniew i łaknące ofiary zło, którego „normalni” ludzie nie odważają się karmić w realnym świecie – nigdy, za żadną cenę. Przerażające, ale właśnie dla tej przyczyny – kochamy Dextera. Właśnie dlatego, że w magiczny, bo wymyślony-ekranowy sposób, on uwalnia nas z pęt, które niewolą na co dzień. Z jakich pęt? To proste: moralność, etyka, wiara etc. Oczywiście większość z nas nie marzy, żeby zabijać... lecz w momencie, gdy dopuszcza się tego niegroźny, bo literacki i filmowy bohater – jak Dexter – jesteśmy w niebo wzięci i zachwyceni. Dzieje się tak dlatego, że fikcyjna postać realizuje za nas złe uczynki, których faktycznie nie odważylibyśmy się zrealizować, których oficjalnie – nie pragniemy, których się wstydzimy, przed którymi się wzdrygamy, których się boimy. Bo przecież wszyscy chcemy żyć uczciwie, szczerze, szlachetnie – prawda? Chcemy być dobrymi ludźmi. Ale – kim naprawdę jesteśmy? Co w nas drzemie? Dexterowatość. Straszne? Owszem.



Tymczasem Rita... Wcielony, urzeczywistniony archetyp kobiety idealnej. „Kobieta marzeń”, „kobieta ze snów”, jak orzekli nieliczni na internetowym forum. Piękna – a oprócz tego: po prostu ładna, miła dla oka. Piękno bowiem w odniesieniu do postaci Rity wcale nie wyczerpuje prawdy o wyżej wspomnianym archetypie. Piękno jest kontrowersyjne, niejednoznaczne, bywa też mroczne, przyczajone i niekoniecznie – w przystępny, jawny i oczywisty sposób czytelne dla ogółu. A Rita – jest po prostu ładna. Bezwzględnie i bezdyskusyjnie – ładna, atrakcyjna, nad wyraz przyjemna wizualnie. Kobieta idealna – śliczny, uroczy, jasnowłosy, długowłosy anioł. Subtelna uroda – anielski powab, czar. Dziewczęca twarz – harmonijna, dobra, pozytywna, łagodna. Figura – nienaganna, bez zarzutu. W łóżku – szczera, namiętna, oddana. W domu – ciepła, partnerska, wspierająca. Jeżeli mielibyśmy wyobrazić sobie kobietę doskonale ilustrującą ciepło domowego ogniska, to Rita byłaby jednym z pierwszych, głównych tego rodzaju wyobrażeń, wizualizacji. Nawet jej głos zdaje się idealny – miękki w brzmieniu, stonowany, a przy tym lekko „dymny”, ciekawy, przykuwający uwagę. Śliczna, wierna, lojalna, ciepła, do tego – ponętna, do tego – świetna matka. W trzech słowach o Ricie: wzór kobiecych cnót. A jednak – powtarzając za zdaniem większości: niebywale denerwująca, irytująca, niestrawna. Stąd właśnie wyłania się czołowe pytanie:

dlaczego z naturalną, wręcz odruchową łatwością przychodzi nam sympatyzowanie z mordercą – i dlaczego z równie naturalną i odruchową niechęcią podchodzimy do kobiet odległych od współcześnie prezentowanych postaw feministycznych?

W zastanowieniu nad odpowiedzią, nasuwa się na myśl, że tym, co drażni nas w postaciach takich jak Rita, jest naiwność. Ale – dlaczego tak się dzieje? Dlaczego kobieca naiwność wywołuje w nas nieomal automatyczną reakcję na „nie”, natomiast przeważnie imponuje nam kobieta taka, która jest Rity przeciwieństwem? Na przykład Lila – o, zgrozo!



Czemu łatwiej jest utożsamiać się z bohaterami egoistycznymi, kontrowersyjnymi, cwanymi – niż z bohaterami naiwnymi? Czyżbyśmy wszyscy wyzbyli się naiwności? Czy żyjemy w dżungli – czy bez ustanku musimy o wszystko walczyć i dbać o swoje interesy tak, że wskutek tego – uleciała z nas dziecięco prostolinijna naiwność i wewnętrzne, potulne ciepło? Ostatnie pytanie chciałabym skierować zwłaszcza do kobiet. Bo o ile słodki, naiwny mężczyzna mógłby mnie irytować, o tyle kobieta w rodzaju Rity – wywabia ze mnie na zewnątrz wyłącznie uśmiech aprobaty, wyzwala spokój i wzbudza sporą sympatię.

Oczywiście można powyższe refleksje sprowadzić do jałowego, banalnego wniosku, iż wszelkie nasze wrażenia – zawsze zależne są od indywidualnych gustów, upodobań i konstrukcji psychicznej. Ale trudno się nie zgodzić, że jest to odpowiedź słaba – wniosek spłycający całą kwestię.



Prawdą jest, że zwykliśmy reagować wedle prostego i przejrzystego, acz przykrego schematu: co złe – to sexi. Z jakiegoś powodu kobieta słodka i naiwna (dobra) – współcześnie stała się wrogiem numer jeden, szczególnie w interpretacji innych kobiet, takich jak aktualne pseudo feministki. W przeciwieństwie do kobiety typu femme fatale – która najczęściej wzbudza podziw i szacunek. I o ile z podziwem ciężko tu polemizować, o tyle szacunek do przejawów wampirzego uroku i daleko posuniętego egocentryzmu – generuje dalsze, trudne pytania o gradację naszych wartości i definicję „słusznej kobiecości”.

Na pewno warto zauważyć, że jednym z powodów, dla jakich kobieca naiwność nas drażni – jest fakt, że kojarzymy ją z totalną uległością. Kiedy jednak przyjrzymy się wnikliwiej, wówczas zauważymy, że Rita – z początkowej „zahukanej” kobietki, zmaltretowanej psychicznie przez pierwszego męża „szarej myszki”, zmienia się, przepoczwarza i zaczyna rozkwitać. Jej słodka naiwność nie powinna zatem być mylona z uległością, spolegliwością bez opamiętania, bez rozumu. Kiedy Dexter przyznaje się Ricie do swego „nałogu” – ta w trzy sekundy posyła go na terapię. I posyła bez prawa do dyskusji – stawia jasne i czarno-białe ultimatum: albo grupa wsparcia, albo koniec związku. Kiedy zachodzi w ciążę, pozostawia Dexterowi wybór, otwarte drzwi: może zdecydować się na bycie ojcem, może odejść – ona dziecko urodzi, i tak je wychowa. Kiedy Dexter spontanicznie i dość nieudolnie się oświadcza – Rita nie odpowiada bez namysłu „tak”. Pokazuje, czego chce – komunikuje uczciwie, na czym jej zależy, a czego sobie nie życzy. Tak – jest naiwna, poszukuje u partnera oczywistego wsparcia i bezpieczeństwa, ale z pewnością nie jest uległa, przezroczysta i bez wyrazu.

Skąd więc powszechna niechęć do Rity? Cóż, więcej tej niechęci ze strony kobiet, niż ze strony mężczyzn. Być może dlatego, że my – kobiety, współcześnie przesiąknęłyśmy wszechobecnymi postulatami o konieczności bycia niezależną we wszystkich aspektach życia. Przesiąknęłyśmy niby feministyczną nagonką na cywilizację wychowaną w patriarchacie i zdominowaną przez patriarchat. Przesiąknęłyśmy panelami dyskusyjnymi pokrzykującymi i grzmiącymi dookoła, iż mężczyzna i kobieta byli, są, będą i muszą być tu i teraz, zawsze, w każdej bez wyjątku chwili – równi, jednakowi, tacy sami.

To nieprawda. Kobieta i mężczyzna – są równoważni, tak samo istotni. Ale nie są równi. Każde z nich wnosi do związku inny charakter i pełni odmienne funkcje. Częścią tych funkcji możemy się wymieniać, a częścią – nie. Część z nich należy do natury, do odrębnego konstruktu danej płci. Kształt, granice, przestrzeń tej natury, tego konstruktu – możemy indywidualnie definiować, wyznaczać, rysować, pojmować i przejawiać. Ale ta natura, wewnętrzna energia, emocjonalność i sfera intelektualna – nigdy nie będą jednakowe dla kobiet i dla mężczyzn; nigdy nie będą odbiciem lustrzanym. Różnimy się między sobą – ciałami, ale także umysłami – i sercami. Inaczej myślimy, inaczej odbieramy bodźce z zewnątrz, inne reakcje te same bodźce w nas budują, w innych rejestrach emocjonalnych czujemy się pewnie.

Rita nie jest kobietą pustą i głupią. I również nie o to chodzi, że mężczyźni wybierają na żony kobiety puste i głupie. Infantylne i idiotyczne. Jakkolwiek często szukają w kobiecie ciepła i słodyczy (a niekoniecznie błyskotliwej i nieposkromionej przeciwniczki w szachach), które aktualnie – zdają się od nas, od kobiet oddalać, które porzucamy – mniej czy więcej świadomie. Dlaczego? Bo wstydzimy się swojego naturalnego ciepła czy dozy naiwności. Bo chcemy rywalizować – nie tylko między nami, kobietami, ale próbujemy ścigać się też z mężczyznami. Współczesny „feminizm” nas do tego przysposabia – werbuje na kształt iście wojskowego poboru. Współczesny „feminizm” uczy nas tego, jak być twardą bardziej, niż to konieczne, niż niezbędne, niż nieuniknione. Tego, jak być nie partnerką dla mężczyzny, a jego – konkurentką, rywalką. To dlatego Rita wzbudza w nas niechęć, gniew, frustrację, awersję. Dlatego, że jednym uśmiechem, łagodnym gestem czy dołkiem w policzku – przekreśla całe lata kobiecej emancypacji, czyniąc ze współczesnych „feministek” – śmieszne i godne co najwyżej politowania Don Kichotki, wojujące z wiatrakami, co nikomu już nie jest do niczego potrzebne. Nie jest potrzebne, gdyż powtarzając jedną z myśli nieuczesanych wprost za Lecem: byle smród, co porywa się na walkę z wentylatorem, uważa się za Don Kichota...



Doprawdy, nie taka Rita słaba i żałosna, jak ją malują – skoro jednym uśmiechem czy dołkiem w policzku potrafi skreślić całe lata kobiecej emancypacji... A to ci dopiero historia...

Justyna Karolak.

4 komentarze:

  1. Dla mnie Rita była w serialu zawsze ostoją bezpieczeństwa. Świat Dextera i Miami był mroczny i zlany krwią, miały w nim miejsca brutalne, często wyrafinowane morderstwa, działo się w nim bezprecedensowo wszystko to, czego człowiek się boi, a co ma związek z bólem, cierpieniem i śmiercią. I mnie nawet akty wymierzania prywatnej sprawiedliwości przez Dextera nie przynosiły ulgi, dalej pozostawał niepokój, jakieś odległe echo strachu i lęku. I tylko sceny, które rozgrywały się w domu Rity tę ulgę przynosiły - to jest strefa bezpieczeństwa, tutaj nie ma prawa się nic złego stać, bo to przecież dom Rity, który był symbolem przekonania, że może jednak świat nie jest do cna zły, że istnieje w tym świecie również dobro i miłość i to jest kojące i przynoszące nadzieję. Dlatego tym bardziej uderzyła mnie końcówka jednego z sezonów, w którym ów świat się rozpada. Dla mnie Rita przede wszystkim jest w tym serialu obrazem bezpieczeństwa, niestety również zagrożonego, jak się okazuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno,
      tak, zgadzam się z Tobą - Rita to symbol bezpieczeństwa, niestety zagrożonego. W serialu - zagrożonego dosłownie. Ale możemy interpretować ten symbol też metaforycznie - stąd tytuł mojego artykułu brzmi: W obronie naiwności.

      Bo dla mnie Rita jest właśnie słodką, dobrą i w pewien sposób naiwną kobietą, która należy niestety do raczej wymierającego gatunku, i dlatego myślę, że w dobie szerzącego się gro "feministek" - panie z gatunku Rity należałoby objąć ochroną, jak piękne, kolorowe, rzadko spotykane ptaki.

      Pozdrawiam :).

      Usuń
  2. Jak najbardziej - zapomniałam dodać, że świetny tekst i świetna analiza tego problemu, już dawno nie czytałam w blogosferze czegoś z jednej strony mądrego i ciekawego, a z drugiej lekkim piórem napisanego. będę tu zaglądać :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno,
      dzięki ogromne za tak pozytywne słowa i oczywiście zapraszam serdecznie na Storę, kiedy tylko najdzie Cię ochota - będzie mi miło :).

      Pozdrawiam :).

      Usuń